Efekty jak z PowerPointa. "Diablo" to "Spóźnieni i biedni", a nie polscy "Szybcy i wściekli"

"Diablo. Wyścig o wszystko" miał nie być uznawany za polską wersję "Szybkich i wściekłych", ale trudno nie zauważyć inspiracji
"Diablo. Wyścig o wszystko" miał nie być uznawany za polską wersję "Szybkich i wściekłych", ale trudno nie zauważyć inspiracji Kadry z filmów
Kino gangsterskie z pościgami samochodowymi, które od dekad jest masowo produkowane w Hollywoodzie, w Polsce praktycznie nie istnieje. "Diablo. Wyścig o wszystko" jest pierwszym przedstawicielem tego popularnego gatunku, a jak powszechnie wiadomo: początki są zawsze trudne.

"Szybcy i wściekli" to ikoniczna seria, która zaraziła zajawką do ścigania się po mieście i tuningowania bryk miliony ludzi na całym świecie. Grzechem byłoby nie spróbować uszczknąć z gigantycznego sukcesu filmów oraz gotowego formatu i nie zrobić lokalnej wersji. I choć twórcy zarzekają się, że "Diablo" nie jest polską odpowiedzią na "Szybkich i wściekłych", to nie da się tego nie zauważyć. To zbiór klisz, które gdzieś już widzieliśmy.

Koła nie urywa
Pierwowzór z Vinem Dieselem i Paulem Walkerem był odjazdowy, ale nie przetrwał próby czasu - kuleje aktorsko i fabularnie, ale efekty specjalne i przerysowane pościgi są na naprawdę wysokim poziomie. Czuć w tym pieniądz. Budżet "Diablo" zamykał się w niecałych 5 milionach złotych (pierwowzór miał... 143 mln zł) - i to widać, i słychać.
Większość środków z pewnością była przeznaczona na wypożyczenie wszystkich pięknych fur (i broń Boże by się zniszczyły w jakiejś kraksie!), bo efekty wyglądają marnie. Eksplozje przypominają animacje z PowerPointa i są pokazywane przez około jedną sekundę na ekranie, by nie było za dużo wstydu.
Na dźwiękowcu też przyoszczędzono - dialogi są w wielu momentach kompletnie niesłyszalne. Mikołaj Roznerski - główny czarny charakter - sypie groźbami i suchymi tekstami jak z rękawa, ale to tylko moje domysły, bo nie dało się go zrozumieć. Inni aktorzy też mają problemy z przebiciem się przez zbyt głośne tło.

Sceny pościgów budzą mieszane uczucia. Z jednej strony obserwujemy je z różnych ujęć (zderzaki, drony, wnętrze aut etc.), ale są bardzo powtarzalne: zbliżenie na twarz - zegary - ślizg. I tak w kółko. Czasem nie wiadomo też, kto prowadzi - zwłaszcza na początku filmu. I choć wszystko jest zmontowane nienagannie, to brakuje w tym wszystkich spektakularności, której oczekujemy od filmów akcji. "Speed" to to nie jest.
Za to fabuła jest potraktowana zupełnie po macoszemu - jak w filmach porno. "Diablo" nie odstaje pod tym względem od "Szybkich i wściekłych": młody mistrz kierownicy bierze udział w nielegalnych wyścigach, by uciułać pieniądze na operacje dla chorej siostry. Niestety takie scenariusze "o niczym" są do bólu przewidywalne, naiwne i przez to mało atrakcyjne. Na moim seansie jeden facet tak się wynudził, że wyszedł w połowie filmu z sali.


Nie taki "Diablo" straszny
To, w czym "Diablo" prześciga filmy z Vinem Dieselem, to aktorstwo. Tomasz Włosok jest wschodzącą gwiazdą polskiego kina (oby!), która w swojej roli wypadła perfekcyjnie. Trochę zahukany, ale ambitny i dziarski Kuba jest najmocniejszym punktem całego filmu. Czuć w tej roli lekkość i frajdę z bycia "polskim Paulem Walkerem".
Oglądając zwiastun lub patrząc na listę z obsadą, widzimy całą plejadę znanych polskich aktorów (Żak, Chabior, Figura, Zbrojewicz) - to zabieg marketingowy, bo w samym filmie pojawiają się i robią robotę, ale trwa to dosłownie przez chwilę. Jedynie Cezary Pazura ma naprawdę dużą rolę... identyczną jak w "Pitbullu" Pasikowskiego. Cieszy też obecność niedocenianego Rafała Mohra, który stworzył naprawdę udaną postać i nie przewija się tylko w jednej scenie.
Panie w filmie są tylko ładnym dodatkiem - albo śmieją się z drineczkami w dłoniach, albo machają stanikiem rozpoczynając wyścig. Honor kobiet ratuje Karolina Szymczak, która dostała pełnoprawną rolę. To i tak nic w porównaniu z "występem" Wojciecha Bocianowskiego, którego możemy zobaczyć na plakacie, a zbliżeń na jego brodatą twarz jest pełno w filmie. I wydaje się, że zaraz coś powie, ale nie mówi nic oprócz jednego... "siema". Wygląda to wprost komicznie.
Na plus "Diablo" możemy zaliczyć też różnorodną i energetyczną ścieżkę dźwiękową w stylu gry "Need for Speed": od dubstepów po Nocnego Kochanka oraz miejsce akcji - zawsze przyjemniej się patrzy na rodzime scenerie. Mamy więc pościgi ulicami Warszawy, ale i w starej kopalni czy fabryce FSO. Obiektywnie rzecz biorąc - wszystko to dostajemy w standardzie gatunkowym.

"Diablo. Wyścig o wszystko" to z pewnością film, jakiego w naszym kraju brakowało i, "jak na polskie warunki"... Wróć! Takie stwierdzenie tylko pogłębia kompleksy względem Zachodu. Polscy widzowie nie są publiką gorszej kategorii i albo robimy coś porządnie, albo nie robimy wcale. Dlatego "Diablo" to film, jakiego w Polsce nie było - szkoda tylko, że powstał dopiero teraz. Spóźnił się o jakieś 15 lat i na tyle wygląda.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...