
Ta sprawa była szeroko komentowana jeszcze w trakcie pogrzebu Pawła Adamowicza. Nie brakowało głosów oburzenia, że urzędującemu prezydentowi RP w Bazylice Mariackiej wyznaczono miejsce za byłymi prezydentami i premierami. Minister w kancelarii Andrzeja Dudy, Krzysztof Szczerski, wyjaśnił, dlaczego prezydent zasiadł podczas mszy w dalszej ławie.
Podczas sobotnich uroczystości w gdańskiej Bazylice Mariackiej w nawie, gdzie zasiadali politycy, w pierwszym rzędzie mogliśmy zobaczyć Donalda Tuska, Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego z żonami. W kolejnych ławach zasiadali m.in. Bronisław Komorowski, przedstawiciele parlamentu i byli premierzy.
Przedstawiciele obecnych władz, w tym urzędujący prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki, siedzieli dopiero w dalszych rzędach. To wywołało wiele słów krytyki - podnoszono, iż było to rażące naruszenie protokołu. Niektórzy odpowiadali, że pogrzeb był uroczystością prywatną z elementami państwowymi, więc wówczas protokół był bez znaczenia.
Najważniejszy był udział Prezydencki minister Krzysztof Szczerski w rozmowie z PAP przyznał, że to, gdzie zasiądzie Andrzej Duda, było przedmiotem ustaleń przed uroczystościami pogrzebowymi.
Krzysztof Szczerski
Kancelaria Prezydenta RP
Szczerski podkreślił, iż prezydent Duda zdecydował, że "dla niego istotny jest sam udział w pogrzebie i jeśli organizatorzy przywiązują tak wielką wagę do tego, żeby w tym a nie innym miejscu był posadzony, to nie będziemy tej sprawy dyskutować".
"Zło i przemoc nie zwyciężą" Dzień po pogrzebie Pawła Adamowicza prezydent Andrzej Duda wziął udział w charytatywnych zawodach w narciarstwie alpejskim w Zakopanem. Jego wystąpienie przed zawodami zostało poprzedzone minutą ciszy w intencji zamordowanego prezydenta Gdańska.
– Myślę, że to nasze spotkanie jest w jakimś sensie spotkaniem jego pamięci, ale przede wszystkim ma na celu pokazać, że my ze świadczenia dobra nie zrezygnujemy, choćby nie wiem jakie przeszkody były rzucane. Że zło i przemoc nie zwyciężą radości dawania z siebie innym – przekonywał Andrzej Duda.
źródło: dziennik.pl
