"Czuję się upokorzona. To tak jakby władza śmiała mi się prosto w oczy". Nauczycielka odpowiada Szczerskiemu

Renata Skoczek jest dyrektorką ZSP w Kobylnikach. Od 15 lat jest nauczycielką języka polskiego.
Renata Skoczek jest dyrektorką ZSP w Kobylnikach. Od 15 lat jest nauczycielką języka polskiego. Fot. Screen z Facebooka
– W moimi miejscu pracy jest drugi polonista. To kobieta w tym samym wieku co ja – ma 43 lata. W październiku wróciła z urlopu macierzyńskiego. Pobiera 500+, bo to jej trzecie dziecko, jedno już się usamodzielniło. I wcale, panie Szczerski, nie oznacza to, że nie powinna godnie zarabiać, że jej praca w szkole publicznej nie powinna zostać należycie doceniona – tak polonistka z 15-letnim stażem pracy, dyrektorka ZSW w Kobylnikach, Renata Skoczek odpowiedziałaby doradcy prezydenta.


Szef Gabinetu Prezydenta RP na antenie radiowej Trójki zasugerował nauczycielom, którzy narzekają na niskie zarobki, w jaki sposób mogą zwiększyć swój budżet.

– Nauczyciele nie mają obowiązku życia w celibacie. W związku z powyższym także te transfery, które są dzisiaj dokonywane np. dla rodzin polskich – 500 plus – to też dotyczy nauczycieli. PiS daje pieniądze nauczycielom, bo daje wszystkim Polakom – rzucił Krzysztof Szczerski.
Jego wypowiedź tak oburzyła nauczycieli, że już w poniedziałek podjęli decyzję o dacie planowanego od dawna strajku. Ten ma się rozpocząć tuż przed egzaminami gimnazjalnymi.

Ochłonęła już pani po słowach ministra Krzysztofa Szczerskiego?


Renata Skoczek, dyrektorka ZSW w Kobylnikach, polonistka z 15-letnim stażem:
– Można powiedzieć, że przywykłam do chamstwa i kpiarskiego tonu przedstawicieli władzy wobec wszystkiego, co jest względem nich nieprawomyślne. Mnie to już teraz nie bulwersuje na tyle, by mówić o ochłonięciu, niemniej jednak czuję bezsilność i bezradność.

Anna Zalewska dawała już wiele rad nauczycielom. Ale doradca Andrzeja Dudy ją zdecydowanie przebił, dając Wam prostą receptę na wzbogacenie się. Parafrazując, poradził Wam: Nauczycielu, porzuć celibat, spłódź dzieci i korzystaj z dodatków socjalnych, jakie PiS – zwłaszcza przed wyborami – rozdaje na prawo i lewo.


Dokładnie. Dlatego właśnie na Twitterze napisałam sarkastyczny komentarz. To właśnie wyraz bezsilności wobec kpiarskiego tonu wypowiedzi ministra Szczerskiego. Czuję się upokorzona, bo to tak jakby władza śmiała mi się prosto w oczy. A ja nie potrafię udawać, że gdy plują mi w twarz, to pada deszcz.



Wybrałam taką formę – sarkazm – bo uważam, że racjonalne argumenty odbijają się od ludzi PiS jak od betonu. Obywatelom, którzy potrafią przewidywać skutki polityki rozdawnictwa i rujnowania praworządności w kraju, pozostaje jedynie śmiech przez łzy.





Prezes Kaczyński na antenie RMF FM zapewniał, że zależy mu na Polsce, stąd te wszystkie programy socjalne, dodał też, że "naprawdę nie jest dyktatorem".

Jako politolog widzę prostą drogę do dyktatury. Nie są to moje odkrycia, ponieważ wybitniejsze mózgi ode mnie dokonują analiz w tej dziedzinie. Jeśli władzę w kraju sprawuje człowiek bez żadnych trybów – w formie pozakonstytucyjnych ustaleń – to znaczy, że jesteśmy w bardzo trudnym położeniu.

Utracimy ochronę prawną. I zawsze będzie decydowało uznanie przedstawiciela władzy i pokorna postawa wobec ludzi, którzy mają nad nami władzę. Skończymy jak Zbigniew Herbert ze słoikiem dżemu na kolanach – głodując. I tak jak w Chinach czy Korei ludzie uprzywilejowani będą na nas żerować. "Folwark zwierzęcy" Orwella to jest zbyt delikatne określenie na to, co teraz władza PiS wyprawia.

Gdyby na bok odłożyć sarkazm, to co odpowiedziałaby pani ministrowi Szczerskiemu?


Odpowiedziałabym mu tak: "W moimi miejscu pracy jest drugi polonista. To kobieta w tym samym wieku co ja – ma 43 lata. W październiku wróciła z urlopu macierzyńskiego. Pobiera 500+, bo to jej trzecie dziecko, jedno usamodzielniło się i pracuje. I wcale, panie Szczerski, nie oznacza to, że nie powinna godnie zarabiać, że jej praca w szkole publicznej nie powinna zostać należycie doceniona".

Wszelkie dodatki socjalne powinny być przyznawane tylko i wyłącznie osobom nieudolnym życiowo, które potrzebują wsparcia instytucjonalnego po to, żeby stanąć samodzielnie na nogach. Natomiast nauczyciel – z całym szacunkiem – do takiej grupy nie należy. Myślę, że w ogóle nie ma znaczenia, co my uważamy.

Nie sądzę, żeby słowa ministra Szczerskiego były wypowiedziane poważnie. To tak samo, gdybym mu powiedziała: "A słuchaj, może byś rozważył, by twoja żona popracowała trochę w NBP. Może mógłbyś być wtedy filantropem, rozdawać na prawo i lewo zarobione przez twoją małżonkę pieniądze. A może wtedy NBP zleciłby twojemu szwagrowi wykonywanie jakichś usług". Okazuje się, że mąż Martyny Wojciechowskiej pobierał intratne zlecenia od NBP.

Dobrze jest pani zorientowana.

Śledzę to. Kilkanaście lat temu ubiegałam się o przyjęcie na studia doktoranckie. Nie udało mi się, nad czym nie ubolewam. W swoim projekcie rozprawy doktorskiej zapisałam, że brak ze strony władzy wspierania partycypacji społecznej, czyli angażowania obywateli w życie publiczne, w dłuższym okresie czasu doprowadzi do tego, że ktoś ten brak zainteresowania wykorzysta i wprowadzi autorytaryzm.

Tam, gdzie ludzie nie interesują się swoimi obowiązkami i prawami, dyktator ustala wszystko wedle własnego uznania. Nieznajomość prawa szkodzi.

I taki scenariusz realizuje teraz PiS?

Oczywiście, że tak. Dzieje się tak od momentu, kiedy podnieśli rękę na wolne sądy.

Powrócę jeszcze do wątku ministra Szczerskiego. Napisała pani na Twitterze, że wykładając towar w Lidlu, a nie język polski w publicznej szkole, zarabiałaby pani więcej. Naprawdę jest aż tak źle?


Mogę pani pokazać screen aneksu do umowy o pracę po podwyżce. Jestem dyrektorem szkoły, podstawa mojego wynagrodzenia to 3483,00 zł brutto.

Oczywiście do tego dochodzi dodatek 1,3 tys. zł z tytułu pełnienia funkcji dyrektora i około 800 zł dodatku motywacyjnego. Ale w sumie moja płaca netto nie przekracza 4 tys. zł.

A tymczasem menedżer w Lidlu zarabia ponad 6 tys. zł, a rusycystka w NBP w sumie ponad 60 tys. zł.

Ale to nie są wszystkie dochody pani Martyny Wojciechowskiej. Weźmy pod uwagę wszystkie zlecenia, które jej mąż pobiera ze względu na jej pracę w NBP. Teraz jeszcze poseł Krzysztof Brejza wykrył, że państwo Wojciechowscy mają gdzieś we Włoszech willę, gdzie spędzają wakacje.

Nie dość więc, że pani Martyna dużo zarabia, to nie ponosi kosztów... Ja nigdy nie pojadę na wakacje do willi we Włoszech. Jeśli już, to na jakąś kilkudniową wycieczkę last minute albo jak mnie zamożni przyjaciele zaproszą.

Obrońcy ministra Szczerskiego mają dla pani radę: proszę wziąć kredyt albo zmienić pracę.

Nie chcę utyskiwać, czy biadolić nad własnym losem, ponieważ dobrowolnie pracuję w szkole. I jestem zadowolona: dzieci mnie kochają, kiedy wchodzę do budynku, to rozstępują się jak Morze Czerwone przed Mojżeszem. Na twarzy mają uśmiech.

Ale na egzotyczne wakacje z tej pensji pani nie stać. Nie myślała pani, by się przebranżowić, wziąć kredyt?

Chętnie wzięłabym kredyt i założyła prywatną szkołę, która nie byłaby stricte zależna wyłącznie od subwencji oświatowej.

Ale...?

No właśnie... Proszę mi powiedzieć, kto normalny w obecnych warunkach gospodarczych, kiedy repolonizuje się banki po to, by mogły one finansować kampanię promocyjne w mediach braci Karnowskich, zaciągnie kredyt bez hipoteki na działalność?

Warunki gospodarcze są zbyt niepewne. Kiedy prezydent Komorowski radził "weźcie kredyt", to mówił o tym w okolicznościach stabilnej gospodarki, kiedy na rynku inwestycyjnym kapitał zagraniczny był bezpieczny. A dziś idziesz spać, budzisz się kolejnego dnia i są inne przepisy, inna rzeczywistość.

Czy szkoła, którą pani kieruje przystąpi do strajku?

To bardzo trudne pytanie. Mówi się, że strajk ma się odbyć w okolicy egzaminów. Będzie mi bardzo trudno podjąć taką decyzję. Na ten moment nie jestem w stanie powiedzieć, co zrobimy. Będzie to decyzja rady pedagogicznej. Osobiście wolałabym, żeby moi uczniowie nie ucierpieli na tym, jaką mamy trudną sytuację bytową.

Oni nie są temu winni. A być może są to uczniowie, którzy kiedyś naprawią sytuację społeczną w kraju? Jestem więc przeciwna, by w taki sposób wyglądał ten protest.

Tak też – przynajmniej według sondażu IBRiS – uważa znaczna większość Polaków. 70 proc. badanych stwierdziło, że strajk nauczycieli podczas egzaminów jest niewłaściwym zachowaniem. Ale z innego sondażu "SE" wynika, że aż 47 proc. pytanych popiera walkę nauczycieli o podwyżki i sam strajk. Pani zdaniem dobro ucznia jest ważniejsze, niż walka o wyższą płacę nauczycieli?

Tak, moim zdaniem ten strajk stoi w opozycji do ideowej postawy nauczyciela, do jego godności osobistej. Jeśli nie przeprowadzę matur, bo będzie strajk, to w innym terminie nie będę mogła tego zrobić. I co powiem uczniom, żeby poszli na studia rok później?

Wolałabym oszczędzić uczniów, żeby oni nie ponosili konsekwencji złej polityki rządu. Z drugiej strony uważam, że inny termin strajku nie zadziała w taki sposób na PiS.

Czyli porzuca pani myśli o strajku na rzecz dobra pani uczniów i rezygnuje pani z momentu, który zwróciłby uwagę rządzących?

Żywię nadzieję, że kiedyś moi uczniowie pogonią PiS od władzy. Nie żebym wpływała na opinie czy postawy... Swego czasu miałam w szkole klasę narodowców, wychowałam członka PiS. I do dziś nie wiem, gdzie popełniłam błąd.

Zdaje się, że w tych swoich pluralistycznych poglądach... Jeśli jesteś zbyt tolerancyjny, to znaczy, że przesuwasz granicę łamania norm w miejsca, o których ci się nie śniło. Na ten moment mam w szkole świetnych ludzi i widać, że w społeczeństwie budzi się totalne wkurzenie. Chcę robić swoje, czyli: uczyć, wychowywać, czytać Herberta i Miłosza.

No i przypominać Orwella.

Orwella to my wałkujemy dzień i noc. I "Folwark zwierzęcy", i inne utwory.

Szczerski stwierdził, że każda forma protestu podczas kampanii wyborczej zostanie natychmiast upolityczniona. Zgodzi się pani?


Nie... Skoro domagam się godnych warunków płacy i pracy, to nie oznacza, że popieram jakąkolwiek opcję.

Tego samego domagała się pani od poprzedniej władzy?

Tych samych warunków domagałabym się od każdej innej ekipy. Dlaczego nie robiłam tego za czasów PO? Otóż, dlatego że wtedy nie było takiej szerokiej polityki rozdawnictwa. Ludzie się po prostu buntują, bo widzą, że jednym się daje bez ograniczeń, poza wszelkimi kryteriami, a innych pozostawia na marginesie.

A nauczycielom nic się nie daje. Dlaczego PiS nie zależy na nauczycielach jako potencjalnych wyborach? Dlaczego przed wyborami partia rządząca nie chce was uciszyć podwyżkami?

Bo jesteśmy niepewnym targetem politycznym, bo ludzie wykształceni mają szerokie horyzonty myślowe... Jest wielu nauczycieli, którzy pójdą tam, gdzie im ziarna nasypią, ale nie generalizujmy. Bo jest też rzesza takich nauczycieli jak ja, którzy wiedzą, że jeśli dzisiaj zjemy to ziarno, to jutro będziemy głodni.

Na ten moment musimy się zastanowić, co zrobić z całą rzeszą sfrustrowanych młodych ludzi, którzy patrzą na świat poprzez pryzmat mediów społecznościowych i telewizji.

Ludzie mają dużo pieniędzy, epatują tym bogactwem, a człowiek, który ma ograniczone szanse życiowe, bo pochodzi z biednej rodziny, patrzy i czuje krzywdę. Zupełnie jak ja, gdy czytam o dwórkach w NBP-ie i wyobrażam sobie, ile książek można kupić za 49 tys. zł.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...