Beata Tadla
Beata Tadla wp.tv.pl / YouTube

Wydawać by się mogło, że kradzież samochodu to bardzo niemiłe wydarzenie. Jednak jak pokazuje historia Beaty Tadli, dziennikarki "Wiadomości" TVP, równie wykańczające psychicznie jest przechodzenie przez szereg procedur, których wymaga ubezpieczyciel.

REKLAMA
Dzień dobry! Słyszałem, że ma Pani straszne problemy z urzędnikami po kradzieży samochodu.
Właśnie jadę do wydziału komunikacji. Już drugi raz dzisiaj.
Od dawna męczy się pani z tymi procedurami?
Samochód ukradli mi z poniedziałku na wtorek. Byłam u chorego przyjaciela, a w tym czasie złodzieje zajęli się moim autem. Nie dość, że szkoda mi samochodu z wyposażeniem, to miałam tam jeszcze moje ukochane płyty i ubrania, bo tego dnia kręciliśmy zwiastun "Wiadomości".
Traktuję swój samochód jako narzędzie, ułatwia mi życie, czasem jest dla mnie jak czwarty pokój. Wożę w środku rożne rzeczy, a że stale jestem w biegu, wiele ważnych dla mnie przedmiotów po prostu tam zostawiam. Nie wiem, czy nie było wewnątrz jakiegoś papierka z adresem. Na pewno były klucze od mieszkania i pilot od garażu. Wszystko zniknęło. Przez to musiałam wymienić zamki, ale też system drzwi garażowych, bo mam bezpośrednie przejście z garażu do domu.
Na policji poszło sprawnie?
Spędziłam z policjantami blisko dwie godziny. Wyszłam z komisariatu około 3:30, nie miałam kluczy do domu, więc byłam zdana na przyjaciół. Bez słowa przyjęli mnie na noc, a następnego dnia rodzice przywieźli mi zapasowe klucze. Jak tylko dostałam się do domu, zadzwoniłam do ubezpieczyciela i przez 30 minut opowiadałam co, gdzie, jak, kiedy.
Umówiono mnie na spotkanie w siedzibie firmy i znowu musiałam opowiadać historię i wypełniać formularze z danymi, które już podałam przez telefon. Firma promuje się jako nowoczesna, a czułam się jak w urzędzie.
Następnego dnia musiałam przywieźć kluczyki, którym zdjęcie musi zrobić rzeczoznawca, a ja muszę potem opisać który kluczyk jest zapasowy, a który używany. Czy to ma jakiekolwiek znaczenie?
Ale dostała pani odszkodowanie?
Nie, bo do tego jest niezbędny papierek z urzędu, że wyrejestrowałam samochód. Jako, że tego dnia urząd działa do 14, a ja zameldowalam się 14.20, musiałam przenieść wszystko na następny dzień.
Przyjechałam rano, odstałam swoje, po złożeniu wniosków i innych dokumentów dowiedziałam się, że proces wyrejestrowania trwa dwie godziny... I, że zostanę powiadomiona smsem, kiedy się skończy. Dokument mam, ale już do ubezpieczalni nie zdążyłam, więc został mi poniedziałek.
I choć ostatnio byłam umówiona na konkretną godzinę, dowiedziałam się, że i tak decyduje kolejność przyjścia, więc spędzę kolejne pól dnia na załatwianiu. W takich sytuacjach jesteśmy nie tylko ofiarami kradzieży, ale i systemu. Czy też jego braku...
Poza tym cały czas towarzyszy temu wszystkiemu taka dziwna atmosfera podejrzliwości. Ja naprawdę nie zamierzam wyłudzać odszkodowania! Jestem pytana, dlaczego nie czekam na zakończenie postępowania przez policję. Na komendzie nie mówili, że to konieczne.
Nie dość, że czuję się strasznie przybita, bo ktoś w kilka minut ukradł samochód, na który ja pracowałam lata, to jeszcze muszę przechodzić przez te procedury.
W ubezpieczalni nie starają się pani pomóc?
Pani w okienku widzi, że cały czas chce mi się płakać, jak myślę o tej kradzieży, ale bez skrupułów proponuje mi założenie jakiegoś konta, gdzie będę mogła przelać pieniądze na emeryturę. No litości! Ja oczekuję tylko, żeby jak najszybciej uporać się z tym problemem, nie mam do niczego głowy, a ta chce mi jeszcze wcisnąć jakiś fundusz!
Zastanawiam się, dlaczego nie mamy jednego systemu przekazywania informacji na linii policja - ubezpieczyciel - urząd. Po co wypełniać formularze, skoro raz przekazane dane i numer sprawy mogłyby wystarczyć. I nie jestem jedyna! Przecież to dotyka setek ludzi w Polsce każdego dnia. Ja w tej chwili nie pracuję, więc udaje mi się to załatwić, chory przyjaciel pożyczył mi swoje auto, ale w innej sytuacji musiałabym wziąć tydzień urlopu.
To naprawdę niedorzeczne. Oczywiście wiem, że świat się nie zawalił. Mogłam dostać w łeb od tych złodziei, ale ciężko nazwać przyjaznym państwo, w którym ofiara ma nadal ciężej, niż sprawca...