
Więźniowie mają dużo czasu na przemyślenia. Nie brakuje go również na pisanie wniosków. Okazuje się, że rocznie do sądów wpływa kilkaset skarg z żądaniami pieniężnego zadośćuczynienia. Plastikowe sztućce czy surówka niepasująca do obiadu. Są zdania, że to narusza ich dobra osobiste.
REKLAMA
Sędzia Jan Leszczewski z Sądu Okręgowego w Łomży twierdzi, że wnioskami więźniów są "zalewani". Zaznacza, że kilku osadzonych przez cały czas na coś się skarży. Podobnego zdania jest Marcin Dziurda, prezes Prokuratorii Generalnej. Przekonuje, że "około 40 proc. spraw, jakimi się zajmujemy, to właśnie pozwy więźniów".
Jak czytamy w "Rzeczpospolitej", to właśnie Prokuratoria Generalna musi bronić Skarbu Państwa, od którego więźniowie domagają się zadośćuczynienia.
Za zimno, za gorąco
A powodów pisania wniosków jest mnóstwo. W celi zimą jest zbyt chłodno, latem zbyt gorąco, szafki nie są pomalowane, brakuje fragmentów parkietu, telewizora, posiłki nie są wystarczająco ciepłe, trzeba je jeść plastikowymi sztućcami. Zdarza się też, że surówka nie pasowała do obiadu.
Zobacz też: Morderca, John Massey wydostał się po linie z więzienia. Czy w Polsce zdarzają się spektakularne ucieczki?
Za te wszystkie przewinienia więźniowie żądają czasem grubych pieniędzy. Jeden z nich chciał od państwa 200 tysięcy złotych za to, że nie może obejrzeć sobie telewizji kiedy chce, a tylko o określonych porach w więziennej świetlicy.
Inny skazany żalił się na grzyb na ścianach i złe warunki swojej celi. Sprawa była na tyle doniosła, że trafiła przed oblicze sądu najwyższego. Dopiero SN orzekł, że skazany mieszkał co prawda w takich warunkach, ale tylko przez trzy miesiące i była to cela zastępcza, bo w poprzedniej przeprowadzano remont.
Zdarzył się przypadek, gdy więzień domagał się powołania biegłego sądowego, który będzie mógł potwierdzić, że plastikowe sztućce szkodzą skazanemu.
Wątpliwe uzasadnienie
Rzecz jasna, lwia część takich wniosków nie jest uwzględniana. Skazani mają jednak pole do manewru. Jest też oskarżenie, dzięki któremu mogą wynegocjować jakieś zadośćuczynienia. Chodzi o przeludnienie. Wtedy można mówić o naruszeniu godności osobistej. Ale nie dostają wysokich odszkodowań. Domagają się kilkudziesięciu tysięcy złotych, dostają około tysiąca.
Przeczytaj też: Zaobrączkowany przestępca po sąsiedzku. Władze chwalą system, a sąsiedzi przeżywają gehennę
Przeczytaj też: Zaobrączkowany przestępca po sąsiedzku. Władze chwalą system, a sąsiedzi przeżywają gehennę
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że więzień nie zarabia. Jest więc zwolniony z kosztów sądowych, nie żałuje więc sobie. Urzędnicy przyznają, że te wnioski to niejednokrotnie jawna kpina. Ale w świetle prawa oni muszą każdy z tych pozwów rozpatrzeć.
Źródło: "Rzeczpospolita"