Wiemy, co prezydent Duda mówił na spotkaniu z nauczycielami. "Pierwsza taka rozmowa"

Katarzyna Prądzyńska, nauczycielka etyki i wicedyrektora SP 1 w Kole uczestniczyła w rozmowach z prezydentem Andrzejem Dudą.
Katarzyna Prądzyńska, nauczycielka etyki i wicedyrektora SP 1 w Kole uczestniczyła w rozmowach z prezydentem Andrzejem Dudą. Fot. Screen/https://youtu.be/qhvRxCTADyc
– Prezydent przyznał, że nie jest prawdą, to, co mówią, ile zarabiamy. Przyznał, że to są fałszywe dane, które pokazują w telewizji – mówiła po spotkaniu Andrzeja Dudy z nauczycielami w Kole. Katarzyna Prądzyńska, wicedyrektorka SP nr 1 w Kole, zaproponowała prezydentowi mediacje, a on obiecał, że zadzwoni do Beaty Szydło, mówił też, że Agata Duda zastanawia się nad udziałem w Okrągłym Stole. Jak przebiegała ta rozmowa? – Liczę, że nie pójdzie na marne – mówi nam Prądzyńska.


To było chyba pierwsze w czasie strajku spotkanie Andrzeja Dudy z nauczycielami. Czuła Pani wagę tego spotkania? Że jest głosem całego środowiska?

To, co powiedziałam, mówiłam od siebie, ale w imieniu wszystkich nauczycieli. Bałam się, czy dobrze powiedziałam. Myślałam o tym, jak wróciłam do domu. Ale odzew, jaki otrzymałam, był piękny! Odezwali się do mnie ludzie, z którymi robiłam studia podyplomowe dziesięć lat temu. "Kasia, dobrze, właśnie o to chodzi! Trzeba rozmawiać!". I okazało się, że nie musiałam się bać.


Dziś jeden uczeń, Hubert, przywitał mnie po egzaminie ósmoklasisty: "Dobrze pani powiedziała. Tata też tak powiedział". A jak szłam rano do szkoły, to zaczepiła mnie pani w sklepie spożywczym: "Pani Kasiu, co będzie, bo mój syn zdaje maturę? A pani wczoraj z prezydentem rozmawiała". Odpowiedziałam: "Miejmy nadzieję, że będzie dobrze. Trzymajmy się tego, że będzie dobrze".


Liczy pani teraz na prezydenta?

Liczę, że nasza rozmowa, pierwsza z nauczycielami, nie pójdzie na marne. Że nie będzie to stracony czas dla dzieci. Spotkanie z prezydentem wzbudziło nadzieję. Tylko wszyscy mnie teraz pytają: Słuchaj, a on zadzwoni do premier Szydło? Odpowiadam: "Nie wiem, obiecał. Tylko tylko mogę powiedzieć". Zobaczymy w czwartek. Czy będzie jakiś oddźwięk naszej rozmowy.


Proszę opowiedzieć najpierw, jak doszło do spotkania z prezydentem.

Przed starostwem w Kole odbywało się spotkanie mieszkańców z panem prezydentem. My, nauczyciele, nie braliśmy w nim udziału, staliśmy za barierkami, za ulicą, spokojnie. Protestowaliśmy, żeby pan prezydent nas zauważył. I zauważył. Zaproponował, że jeśli nauczyciele chcą rozmawiać, to on jest gotowy do rozmowy i zaprasza. Koledzy powiedzieli, żebym poszła.

Sam z siebie zaproponował?

Tak. Wtedy stwierdziliśmy, dlaczego nie? Jeśli chce rozmawiać, my zawsze jesteśmy otwarci na rozmowę. Zdecydowaliśmy, że pójdą przedstawiciele różnych szkół. Poszłam ja, koleżanka z LO, kolega z Zespołu Szkół Technicznych i koleżanka ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego. Spotkanie odbyło się w starostwie. Po drugiej stronie stołu był dyrektor z Przedcza, u którego nauczyciele nie strajkują, byli nauczyciele, którzy nie strajkują i był pan prezydent. A także pan starosta i pani z wydziału oświaty w starostwie.

Czyli to było bardzo spontaniczne spotkanie.

Tak. O tym, że prezydent przyjedzie do Koła dowiedzieliśmy się jeszcze przed strajkiem. A potem odbył się łańcuszek serc nauczycieli pod starostwem i wtedy, w spontanicznym akcie, postanowiliśmy podczas jego wizyty zaprotestować.

Przybyli nauczyciele z różnych szkół, nie tylko z Koła. Specjalnie przyjechali z całego powiatu, z mniejszych miejscowości, ze wsi. Mieliśmy jeden transparent w napisem "Edukacja". Oprócz tego koszulki z wykrzyknikami. Nic poza tym. Żadnych emblematów związkowych. Przyszliśmy jako nauczyciele. Bez względu na to, czy ktoś należy do związku, czy nie, jesteśmy wszyscy nauczycielami. Krzyczeliśmy tylko: "edukacja". I prezydent nas zauważył.

Ile trwało spotkanie?

Około 40 minut.

Przeciwnicy strajku też zabierali głos?

Próbowali się włączyć, ale byli mało aktywni.

Co Państwo przekazali prezydentowi?

Zaczęliśmy od tego, że dane podawane przez rząd są fałszywe. U nas w Kole wychowawstwo wynosi 55 zł brutto, kwoty podawane przez telewizję są średnie. Powiedziałam prezydentowi: – Moja kuzynka ma 150 zł, inna 250, a my mamy 55 zł. Pan prezydent przyznał nam rację, że to średnia, że kwoty są zawyżone.

Potem powiedzieliśmy, że my jesteśmy w stanie iść na ustępstwa. My, nauczyciele, nie związkowcy. Niech to 9,6 proc. podwyżki, które proponuje rząd od września będzie od kwietnia. Czyli spotkajmy się w połowie drogi. Pan prezydent powiedział nam, że jeszcze z samochodu zadzwoni do pani Szydło i przekaże jej tę informację.

Powiedzieliśmy też o wychowawstwach. Że proponowane 300 zł to nie jest podwyżka dla nauczycieli, bo wielu nie ma wychowawstwa. To są bibliotekarze, pracownicy świetlicy, katecheci, część nauczycieli WF. Tu też prezydent przyznał rację.

Jakie robił wrażenie?

Był zainteresowany. Nie można powiedzieć, że nie.

Zaapelowała też Pani do niego o mediacje.

Powiedział, że co on może zrobić, nie jest rządem. A ja mówię: – Jeżeli w czwartek nie dojdzie do porozumienia, może pan być mediatorem lub powołać jakiegoś mediatora, który będzie autorytetem dla obu stron.

Pan prezydent powiedział, że autorytetem to byłby Jan Paweł II, ale niestety nie żyje. Powiedziałam wtedy, że odpowiada jak moi uczniowie na etyce, którym trudno znaleźć autorytety. Wtedy spytał: – A kogo by pani widziała?

Odpowiedziałam: – Siostra Małgorzata Chmielewska. Osoba nie związana z oświatą, pomagająca, bardzo mądra. Może taka osoba byłaby dobrym mediatorem?

Jaka była reakcja prezydenta?

Zrobił zdziwioną minę. I powiedział: – No, to jest jakiś pomysł. Powiedział to już na koniec, kiedy się żegnaliśmy.

A jak zareagował na propozycję siebie w roli mediatora?

Nie powiedział tak, ani nie. Odniosłam wrażenie, i jest to moje subiektywne wrażenie, że chyba było to dla niego zaskoczeniem, że go o to poprosiłam.

Opowiedziała też pani prezydentowi o tym, że jesteście sfrustrowani?

Tak. Bo my chcemy pracować. Chcemy uczyć dzieci, mieć z nimi kontakt. One mogą się czuć się dziś w jakiś sposób przez nas opuszczone. Nie chcemy by tak się czuli. Ale jakie mamy wyjście, gdy ciągle jak mantrę powtarza się jedno i to samo: Solidarność podpisała, więc reszta też niech się na to zgodzi. Właściwie pan Proksa podpisał. Nie chcę obrażać Solidarności. Bo u nas w szkole członkowie Solidarności strajkują. Tak samo jak inni. Pan Proksa nie jest przedstawicielem całej Solidarności nauczycielskiej.

Co odpowiedział prezydent?

Że zdaje sobie sprawę, że nie jest to łatwa sytuacja. Powiedział, że rozmawia ze swoją żoną, wie, że mało zarabiamy. Powiedział też, że jego żona zastanawia się, czy nie uczestniczyć w Okrągłym Stole. W tej chwili nie może złożyć jasnej deklaracji, ale zastanawia się. Takich słów użył.

Jak pani to odebrała? Dużo mówiło się o tym, że pani prezydentowa milczy i nie zabiera głosu jako nauczycielka.

Byłoby to dla nas miłym zaskoczeniem. Ładnym gestem w stronę nauczycieli, że nadal jest zainteresowana tym środowiskiem. Zdajemy sobie sprawę, że nie jest czynnym politykiem, że nie do niej należą decyzje, ale chociaż próba wsparcia, zrozumienia, byłaby przez nauczycieli dobrze odebrana.

Ma pani poczucie, że powiedziała wszystko, co leży dziś na sercu nauczycielom?

Myślę, że mówiłam najważniejsze rzeczy. O pensum, o tym, że trzeba usiąść do Okrągłego Stołu. Ale nich on nie dotyczy tylko płac, tylko zmian w oświacie. Żeby dzieci odczuły, że wszyscy chcemy dobrze dla nich, żeby nie uczyli się wiedzy encyklopedycznej, żeby umieli wykorzystać tę wiedzę w życiu. Żeby tornistry nie były takie ciężkie. Żeby lekcje były bardziej ciekawe

Ja rozumiem sfrustrowanie rodziców. Nie każdy ma babcię, dziadka. Nie każdy może zapewnić dziecku opiekę taką jakby chciał. Jestem w stanie zrozumieć rodziców i ich za to przeprosić, że muszą ponosić konsekwencje naszych decyzji. Ale prosiłabym ich też o zrozumienie dla nas. Bo my nie chcemy ich tylko dla siebie, ale i dla ich własnych dzieci, dla przyszłych pokoleń.

Jak sytuacja strajkowa wygląda w Kole?

Wszystkie szkoły strajkują, łącznie ze Specjalnym Ośrodkiem Szkolno-Wychowawczym. U mnie strajkuje 52 nauczycieli, 12 nie strajkuje.

Jest pani w ZNP?

Tak. Ale ja nie poszłam na spotkanie z prezydentem jako ZNP. U mnie w szkole ZNP nie ma wielu członków, a nauczyciele strajkują.

Jakie są nastroje?

Jesteśmy zmęczeni. Bardzo liczymy na czwartek i na to, że pan prezydent naprawdę zadzwonił do pani Szydło. I że spotkamy się w pół drogi, w kwietniu. Dziś czekałam na korytarzu na ósmoklasistów. Gdy wyszli, pomyślałam: Wreszcie jakiś hałas. Jak przyjemnie. Jak normalnie. Pytałam, jak poszło. Liczę, że jak wrócimy do szkoły po Świętach, to będą w niej uczniowie.

A wczoraj nasze dzieci same przyszły do nas. Byliśmy zdziwieni. Ósmoklasiści powiedzieli: – Jesteśmy z wami.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...