"Na wybory idę z premedytacją". Nauczyciele zmieniają okręgi, żeby zagłosować na rywala Zalewskiej

Nauczyciele zmieniają okręgi wyborcze,  żeby zagłosować w wyborach do Parlamentu Europejskiego na kontrkandydata Anny Zalewskiej.
Nauczyciele zmieniają okręgi wyborcze, żeby zagłosować w wyborach do Parlamentu Europejskiego na kontrkandydata Anny Zalewskiej. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Nauczyciele planują zablokować Annie Zalewskiej drogę ucieczki do Brukseli. Chcą, by minister odpowiedziała za "deformę edukacji". Dlatego też masowo pobierają zaświadczenia o prawie do głosowania poza miejscem zamieszkania i planują ruszyć na Dolny Śląsk czy Opolszczyznę, żeby w wyborach do Parlamentu Europejskiego poprzeć kontrkandydata Zalewskiej.


"Także postanowione. Pobieram zaświadczenie upoważniające mnie do głosowania poza miejscem zameldowania i 26 maja lecę tam, gdzie mam najbliżej. W moim przypadku będzie to Głogów, i tam oddam głos. Będzie to głos nie za, a przeciw Zalewskiej" – otwarcie deklaruje w sieci Filip, nauczyciel z Piły.


W samochodzie ma trzy wolne miejsca i oferuje, że zabierze innych, którzy też chcą "podziękować minister Annie Zalewskiej za reformę i zachowanie podczas strajku nauczycieli". Jedno już ktoś zajął.

– Zmieniam okręg wyborczy, by pani Zalewska w kraju odczuła skutki swoich działań. W przyszłym roku szkolnym także wielu rodziców zrozumie, o co walczyli nauczyciele (nie związki). Do Parlamentu Europejskiego powinni być wybrani politycy, którzy sprawdzili się w kraju. Niestety pani Zalewska nie spełnia tego kryterium – mówi nam Filip.


Takich jak on jest wielu. Pracownicy oświaty z całej Polski mobilizują się i zmieniają okręgi wyborcze, żeby zagłosować przeciwko Annie Zalewskiej. Niektórzy zamierzają przemierzyć nawet pół Polski, żeby "zaszkodzić Zalewskiej w wyborach do PE". "Każdy głos jest na wagę złota – nie można pozwolić, by Zalewska uciekła" – uważa nauczycielka z Torunia.

Ucieka jak szczur

Anna Zalewska, skompromitowana minister edukacji, jest "jedynką" na liście PiS do Parlamentu Europejskiego w okręgu dolnośląsko-opolskim (12.). Będzie rywalizować z "lokomotywą" Koalicji Europejskiej, czyli szefową Polskiej Akcji Humanitarnej Janiną Ochojską.


Specjaliści od politycznego PR-u nie dają obecnej minister edukacji dużych szans na wygraną. – Pewnie jakieś głosy twardego elektoratu dostanie, ale nie sądzę, że zostanie europosłanką. Ludzie dostrzegają, że ucieka jak szczur z tonącego okrętu, że pogrążyła polską edukację – mówił nam Wiesław Gałązka z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Z kolei Mirosław Oczkoś, specjalista ds. marketingu politycznego, uważa, że szansą na sukces Zalewskiej w wyborach do PE jest tylko bezrefleksyjność twardego elektoratu PiS.

– Nadzieja pani Zalewskiej jest tylko taka, że ona jest wśród tego elektoratu PiS rozpoznawalna i on nie będzie kalkulował, czy jest dobra, czy zła. Ważne, że jest nasza. Poza tym jest na pierwszym miejscu na liście, jest ministrem edukacji, pan prezes ją namaścił – wymienia Oczkoś. I właśnie tego obawiają się nauczyciele, którzy do września zawiesili swój strajk.

Przez Zalewską ucierpią wszyscy
Filip uczy w Szczecinku i Pile. Do Głogowa, gdzie planuje zagłosować przeciwko Zalewskiej, ma ponad 200 kilometrów. Ale to nie jest w ogóle istotne. Chodzi o to, żeby obecna minister edukacji nie reprezentowała Polski na arenie międzynarodowej.

– Uważam, że jej polityczna kariera powinna się zakończyć. A to wszystko dlatego, że za jej sprawą, system edukacji, który – delikatnie mówiąc – był wadliwy, został doprowadzony do ruiny. Na zmianach, które wprowadziła pani Zalewska ucierpią wszyscy – tłumaczy.

Ale zabolało go także, jak obecny rząd na czele z Zalewską rozwiązał kwestię strajku nauczycieli.

– Nagle okazało się, że w trzy dni można każdego uprawnić do przeprowadzania matur. Ale kiedy chodzi o wprowadzanie przepisów, np. dotyczących podstaw programowych, to spotykamy się z miesięcznymi opóźnieniami i okazuje się, że podstawy zmieniają się już w trakcie roku szkolnego – wytyka Filip i wierzy, że zmobilizują się nie tylko nauczyciele, ale i ich rodziny i znajomi.

Nie Zalewska, a Ochojska

Maria uczy w niewielkiej szkole w Wielkopolsce. I już teraz wie, że 26 maja wyruszy na Dolny Śląsk. Jeśli nie zbierze się tyle osób, żeby wynająć autobus, to wsiądzie w samochód. I przemierzy 400 kilometrów.

Jeszcze nie jest pewna, czy zagłosuje we Wrocławiu, czy w mniejszym Miliczu, ale na pewno odda głos przeciwko Annie Zalewskiej i chętnie wybierze Janinę Ochojską.

– Zdecydowałam się zmienić okręg wyborczy, ponieważ uważam, że pani Zalewska powinna odpowiedzieć za swoją deformę tu, na miejscu, a jej ewentualna wygrana do Parlamentu Europejskiego byłaby zwyczajnie ucieczką od odpowiedzialności – uważa Maria. I podkreśla, że Zalewska musi zmierzyć się z chaosem, jaki we wrześniu pojawi się w szkołach, kiedy podwójny rocznik rozpocznie naukę.

Niech odpowie
Marek na Facebooku publikuje kolorowe grafiki z konturem Polski i zachęca hasłami: "Przepiękny Dolny Śląski i cudna Opolszczyzna. Koleżanki i koledzy nauczyciele, warto odwiedzić. Może 26 maja tego roku?"; "Jestem nauczycielem, pani Zalewska. Zmieniam specjalnie okręg wyborczy, żeby zagłosować. I nie jestem sam". To właśnie Marek, nauczyciel z 35-letnim stażem, jest jednym z tych, którzy wpadli na pomysł, żeby zmobilizować pracowników oświaty do zmiany okręgów wyborczych i głosowania na kontrkandydatów Anny Zalewskiej. Sam też zamierza ruszyć na Dolny Śląsku, chociaż mieszka w Wielkopolsce. Jego głos powędruje do Janiny Ochojskiej.

– Zależy mi na tym, żeby Zalewska poniosła odpowiedzialność za to, co zrobiła. Chodzi o to, żeby nie gratyfikować wszystkich tych, którzy w Polsce zrobili tyle złego – opróżnili swoje koryta do dna, a teraz poza granicami szukają innych. Ona zrobiła wszystko, żeby pokazać społeczeństwu, że nauczyciel jest nikim – uważa mężczyzna.
Marek
nauczyciel z Wielkopolski

Mam głęboką nadzieję, że Zalewska poniesie odpowiedzialność i że nie będzie się szarogęsić w Brukseli. A poza tym, ja każdego ranka normalnie będę mógł spojrzeć w lustro. I myślę, że ta myśl jest bardzo popularna wśród nauczycieli. Zależy nam też, żeby podtrzymać na duchu nauczycieli, żeby pokazać że choć strajk jest zawieszony, to nauczyciele nie położyli pokornie po sobie uszu.

Trudno jest mówić o skali ruszenia nauczycieli. – Do mnie piszą tysiące osób. Powstają różne grupy w mediach społecznościowych, ale trudno to zamknąć w liczbach – dodaje Marek.

I przyznaje, że wcale nie boi się, że po ewentualnej porażce w wyborach do PE Zalewska nadal będzie blisko MEN. – PiS to wyrachowana instytucja i oni dobrze wiedzą, ile złego dla polskiej oświaty zrobiła Zalewska – stwierdza.

A jeśli zostanie w kraju

Nauczycielka z Warszawy Zofia Grudzińska na początku też myślała, żeby "urządzić sobie wycieczkę na Dolny Śląsk czy Opolszczyznę" i zagłosować przeciwko Zalewskiej. – Nauczyciele są tak wściekli na panią Zalewską, że nie chcą, by pojechała do Brukseli, co jest po ludzku absolutnie zrozumiałe – opowiada.

Ale później zaczęła analizować system liczenia głosów. – Tam jest nie tylko d'Hondt, ale i Charlie Meier. I właśnie ten Charlie Meier trochę nas zaniepokoił. Okazuje się, że to gra o wielką niewiadomą. A może się okazać, że opuszczamy okręgi, w których przepadają głosy dla całkiem fajnych kandydatów. Przy takiej grze w toto lotka, to doszliśmy do wniosku, że każdy głosuje na tego, kogo będzie uważał za godnego wyboru –zaznacza Grudzińska, nauczycielka, przedstawicielka Fundacji Obywatele dla Edukacji.
Zofia Grudzińska
nauczycielka

Pojawiają się różne koncepcje, bo jedni mówią: głosujmy na Ochojską i w tym momencie nic się nie zmienia, bo ludzie, którzy ekstra przyjeżdżają powiększają liczbę głosów oddanych na KO. A lista PiS-u zyskuje te głosy, które i tak by uzyskała. Inni mówią głosujcie na "trójkę" z listy PiS-u. No więc pan Sławomir Kłosowski, jak był europosłem, to by sobie został. Więc ja nie wiem, czy skórka za wyprawkę. Pokazanie wściekłości, to jest to, czego ludzie chcą, ja to szanuję. Sama też chętnie pokazałabym wściekłość, ale w sposób przekładający się na realia.

Grudzińska jest wręcz pewna, że nawet, jeśli Zalewska dostanie się do Parlamentu Europejskiego, to i tak niczego tam nie osiągnie i "nikomu nie zaszkodzi".

– Kto jej w Brukseli będzie słuchał? Ona tam będzie po prostu odbierała nagrody za wykonanie zadania, które w 2015 roku zlecił jej Kaczyński. To dla nikogo nie było tajemnicą, że ona miała obiecaną jedynkę na liście PiS. Ale jeśli Zalewska zostanie w kraju, to nadal będzie trzeba ją w tych eszelonach rządowych wykorzystywać.

Imiona niektórych bohaterek – na ich prośbę – zostały zmienione.