W Budapeszcie wschód miesza się z zachodem
W Budapeszcie wschód miesza się z zachodem shutterstock.com

„Jest cieplej niż w Polsce, tanio i dość egzotycznie, przynajmniej od strony językowej”. Budapeszt to nowy modny kierunek eskapad. Lata się do niego na wakacje, weekendowe imprezy i wieczory panieńskie. Wszystko dzięki pewnej firmie lotniczej i jej wakacyjnej ofercie. Za symboliczne 19 złotych w ciągu godziny można przenieść się do kraju ostrej papryczki, tokaju i gulaszu.

REKLAMA
Do niedawna jeszcze nasi „prawie” południowi sąsiedzi byli znani tylko z piosenki o „Dziewczynie o perłowych włosach”, letniego festiwalu muzycznego Sziget i Balatonu, nad którym tłumnie spędzali wakacje nasi rodacy w latach 80. i 90. Reszta była okryta tajemnicą. Wiadomo było, że kraj jest mały, nie ma gór, ani dostępu do morza, a zrozumienie słowa po węgiersku graniczy z cudem. Co poniektórzy pamiętali jeszcze Węgry z zamierzchłych wypraw "na handel", ale w zbiorowej świadomości kraj praktycznie nie istniał. Wszystko zmieniła pewna oferta tanich linii lotniczych, która kusi lotem do stolicy leczo za jedyne 19 złotych. Nagle Budapeszt stał się modny i popularny. Teraz wszyscy do niego jadą, właśnie z niego wracają albo kupują bilety.
– Decyzję podjęłam spontanicznie – opowiada mi Martyna Człapska, która do Budapesztu wybiera się za kilka tygodni. – Mam mało urlopu, a bardzo zależało mi na wycieczce zagranicznej. Berlin i Pragę już widziałam, więc postanowiłam odwiedzić kolejną bliską stolicę. Na Węgrzech byłam kilkakrotnie jako mała dziewczynka. Pamiętam, że było bardzo gorąco. Mam nadzieję, że tym razem pogoda mnie nie rozczaruje. Oglądałam prognozy i okazuje się, że choć nasze kraje leżą blisko siebie, to klimat mamy odmienny. Liczę na to, że będzie to stosunkowo egzotyczna podróż, niskim kosztem – dodaje Martyna.
Cena rzeczywiście gra rolę, i nie chodzi tu tylko o bilet, który jest promocyjny, ale także o cały pobyt. Budapeszt zaskakuje niskimi cenami i olbrzymią ofertą turystyczną. Każdy więc znajdzie tam coś dla siebie. Miłośnicy zabytków na pewno zachwycą się miejscową starówką, zwolennicy sportów będą mogli popływać w jednym z licznych termalnych basenów, które znajdują się na terenie miasta, a szaleni imprezowicze będą mogli zabawić się w węgierskim klubie. – Największe wrażenie zrobiły na mnie kluby, które mieszczą się w opuszczonych, starych kamienicach – opowiada mi Asia Kowalska, która właśnie wróciła z Budapesztu. – U nas czegoś takiego nie można znaleźć. Klimat miasta tworzą też jeżdżące po nim trolejbusy, które wyjątkowo mnie rozczulają. Poza tym Budapeszt jest pełen sprzeczności. Z jednej strony są piękne bulwary z butikami i designem, z drugiej wystawy sklepowe, które przypominają mi te, które w Polsce można było zobaczyć 30 lat temu – mówi Asia.
Budapeszt niewątpliwie też kusi bliskością. – Na wyjazd zdecydowałem się w czwartek, w sobotę byłem w Budapeszcie na imprezie, a niedzielnego kaca leczyłem już w Warszawie – opowiada Janek. Osób, które decydują się na krótki wypad do stolicy Węgier jest zdecydowanie więcej. – Warszawa trochę mi się już nudzi, dlatego pomysł, żeby wyjechać do innego kraju się pobawić wydał mi się ciekawy. Tym bardziej, że bilet kosztował mnie tyle, ile taksówka z Placu Zbawiciela do domu – dodaje Janek z przekąsem.
– Budapeszt jest miastem, które stoi w rozkroku. Między Wschodem a Zachodem – opowiada mi Martyna Możdżeń, która na Węgry jeździ regularnie. – Z jednej strony są tam swojskie bary i sklepiki, z drugiej luksusowe butiki i drogie hotele. Wszystko jest wymieszane. Bloki opierają się o zachwycające kamienice z XIX wieku, a wszystko to poprzetykane jest małymi spelunkami, gdzie co i rusz wpada się na jednego. Budapeszt jest miastem magicznym, pełnym zaskoczeń. Kocham tamtejszą dzielnicę Opera, piękną kawiarnię w paryskim stylu Aleksandra Bookstore Cafe i kabaret Moulin Rouge, który mieści się w starym wiatraku. Podoba mi się to, że w jednych dzielnicach alkohol można kupić tylko za dnia, a w innych pić można na krawężniku.
Najważniejsza jednak jest atmosfera, wyjątkowo luźna. Węgrzy chętnie nawiązują kontakt, zagadują, w tym mieście trudno czuć się obco. Kluby też są absolutnie fantastyczne. Tak jak zamknięty ostatnio Godor, który był w fundamentach planowanego teatru, czy a38, który mieści się na statku, albo Szimpla, która do złudzenia przypomina nasze warszawskie Le Madame. W tym mieście na pewno nie można się nudzić – dodaje rozmarzona Martyna.
Warto więc sprawdzić. Cena kusi, bliskość kusi i pogoda też jak najbardziej. Można wyskoczyć na jeden dzień, albo zapomnieć się na długie tygodnie. Poznajmy "prawie" sąsiada.