
W tych reakcjach nie brakuje słów powszechnie uważanych za obelżywe. Mundurowi nie kryją bowiem swojej wściekłości po tym, jak Rzecznik Praw Obywatelskich opublikował "Oświadczenie w związku z zatrzymaniem i traktowaniem mężczyzny podejrzanego o zabójstwo w Mrowinach". Wśród policjantów ruszyła zbiórka pod petycją o odwołanie Adama Bodnara.
Na policyjnych forach aż wrze z oburzenia wobec tego, co znalazło się w oświadczeniu firmowanym przed Adama Bodnara. "Przez ludzi takich jak Bodnar za chwilę policjanci będą mieli mniejsze prawa niż gangsterzy" – to jeden łagodniejszych komentarzy. W ostrzejszych mowa jest o tym, że kadencję Rzecznika Praw Obywatelskich należałoby skrócić.
Pisać petycje i wywalić na zbity pysk tego kosmitę RPO. On gdyby pracował w policji i musiał aresztować mordercę, to na pewno miałby dla niego lizaka, aby grzecznie wszedł do radiowozu. A zresztą nie ma co zakładać, że byłby wstanie pracować w policji, bo po tych wypowiedziach istnieje uzasadnione podejrzenie, że oblałby psychotesty.
Ale nie tylko antyterroryści przyznają, że są po prostu na służbie takie chwile, kiedy trzeba działać - oczywiście zgodnie z procedurami - a nie zastanawiać się czy dyskutować. "Jako policjant ogniwa patrolowo-interwencyjnego, nie żaden antyterrorysta, spróbuję podać kilka
powodów, dlaczego należy działać zdecydowanie i stanowczo" – pisze do mnie funkcjonariusz, przedstawiając "historie z życia wzięte". Z jego życia:
"Wchodzimy we dwóch do mieszkania (masz szczęście, jak z partnerem, z którym robiliście to wiele razy i znacie swoje możliwości; niestety często z młodym albo młodą po szkole, o których nie wiadomo nic, jak zadziałają w sytuacji zagrożenia). Zgłoszenie jakich wiele: chłop popił i poleciała pięść.
Nie wiemy, czy ten człowiek jest zdrowy psychicznie. Może w obliczu munduru zareagować agresją wobec nas albo autoagresją. Są sytuacje, gdzie wyskakują z okna, są sytuacje, gdzie wyskakują do nas z nożem.
O tym wszystkim każdy funkcjonariusz pamiętać musi przy każdej, zdawałoby się nawet najdrobniejszej interwencji. Tym bardziej jeśli ma do czynienia z zabójcą. "Podejrzany to inteligentny i sprawny fizycznie młody człowiek. Człowiek, który z zimną krwią zaplanował zabójstwo, następnie go dokonał, a na koniec zacierał ślady i próbował kreować swoje alibi. Mając wszystko zaplanowane, czy zapomniał o planie B, który zakładał ewentualne zatrzymanie? Prawdopodobnie nie" – zwraca uwagę autorka bloga "Z pamiętnika policjantki".
I tu jest ta cienka granica, o której każdy dziś powinien pamiętać. To głośna sprawa Igora Stachowiaka, wobec którego funkcjonariusze byli "tak stanowczy", że ten nie przeżył na wrocławskim komisariacie. Wszyscy podkreślający, że przecież Jakub A. przyznał się do zabicia 10-letniej Kristiny z Mrowin, powinni pamiętać, że Tomasz Komenda też na wstępnym etapie dochodzenia przyznał się do zgwałcenia 15-letniej Małgosi. Dopiero potem odwołał zeznania. A po latach udało się udowodnić, że z tą zbrodnią nie miał nic wspólnego.
Policjanci zdają sobie sprawę, że w ich służbie czasem dochodzi do pomyłek. Bywa, że ich skutki są fatalne. Ale i tak to nie przekonuje ich do racji Adama Bodnara. "RPO, zanim zabrał głos, winien był wystąpić do Policji z zapytaniem o wszystkie okoliczności zatrzymania, a dopiero na podstawie uzyskanej odpowiedzi sformułować własne tezy, zalecenia etc. Nie, to, co on zrobił, jest nie do obrony" – pisze mi jeden z funkcjonariuszy.
