W jego teledysku wystąpili Frasyniuk, Michalik, Hołdys. Raper-górnik opowiada, dlaczego walczy z "dobra zmianą"

Dominik Kearney, czyli Dominik z ZDS, nagrywa antyrządowe piosenki.
Dominik Kearney, czyli Dominik z ZDS, nagrywa antyrządowe piosenki. Fot. Screen z YouTube
– Mam 40 lat i nie myślę pod kątem wielkiej kariery. Piszę i śpiewam o tym, co mi na sercu leży. Zależy mi na tym, żeby w Polsce dobrze się działo. A to, co PiS robi w tym kraju... tego nie było za czasów komuny: sterowanie telewizją, sterowanie ludźmi za 500 złotych – mówi nam raper Dominik z ZDS-u, który nagrał kolejną antyrządową piosenkę.


"Dość dyktowania tego jak mam żyć, jak mam się modlić, do czego dążyć. Codziennie na kacu przez was się budzę, chora władzo – to my wolni ludzie!" – rapuje Dominik z ZDS. W teledysku do utworu "My wolni ludzie" przewijają się znani działacze, muzycy i dziennikarze. To kolejny kawałek, w którym raper ze Śląska krytykuje Prawo i Sprawiedliwość.


Na czyje zlecenie powstał klip "My wolni ludzie"?

Dominik Kearney, czyli Dominik z ZDS: – Na niczyje zlecenie.

Nie lubi pan PiS i stwierdził, że nagra kolejny antyrządowy kawałek?

Nie podoba mi się aktualna władza i w sumie od roku nagrywam antyrządowe kawałki. Mam ich już na swoim koncie pięć, z czego dwa nie dotyczą polityki, wszystkie wrzucam do sieci.

Po co powstał kawałek "My wolni ludzie"? Ma mobilizować Polaków do pójścia na wybory?

Ten kawałek jest o tolerancji, równości. To numer patriotyczny. Dosłownie jednym zdaniem nawiązuję w nim do polityki.
"Chora władza" – to akurat wybrzmiało dość mocno.


I od kiedy Eliza Michalik, która występuje w teledysku, udostępniła w swoich mediach społecznościowych klip, wezbrała fala nienawiści. Chociaż ta piosenka została opublikowana już w maju. Wystarczy przejrzeć komentarze, żeby zrozumieć, że to typowy trolling.

Piszą też bezpośrednio do pana? W sieci wytykają, że ten utwór jest kiepski.

Nie, bezpośrednio do mnie nikt nie pisze. Odzywają się tylko trolle, którzy dostają po kilka złotych za komentarz.

Jak pan przekonał Adama Bodnara, Władysława Frasyniuka, Zbigniewa Hołdysa, Krzysztofa Skibę cze Elizę Michalik, żeby wystąpili w teledysku?

W realizacji tego klipu pomógł mi Piotrek Schramm. Pierwszy kawałek, "Dobrą zmianę" wrzuciłem do sieci rok temu, a każdy kolejny polityczny klip wysyłałem do znanych osób, żeby go publikowały. Czasami to wypalało, czasami nie.


Z Piotrem Schrammem załapałem kontakt. Kiedy powstał "My wolni ludzie", to z mojej strony padł pomysł, czy może zaprosić do udziału w nim kilka osób. I on bardzo mi pomógł w tych kontaktach. Dalej może będzie jakaś współpraca w tym kierunku. Zobaczymy.

"My wolni ludzie" to kolejna piosenka, która uderza w obecną władzę i odsłania pana sympatie polityczne. Jest pan jednym z niewielu raperów, który się z tym nie kryje. Nie obawia się pan, że w taki sposób może sobie zaszkodzić?


Nie zamierzam kalkulować w ten sposób, czy mi się coś opłaca, czy nie. Mam 40 lat i nie myślę pod kątem wielkiej kariery. Piszę o tym, co mi na sercu leży. Zależy mi na tym, żeby w Polsce dobrze się działo. A to, co PiS robi w tym kraju... tego nie było za czasów komuny: sterowanie telewizją, sterowanie ludźmi za 500 złotych.

Co pana najbardziej wkurza w obecnej władzy?

Najgorsze jest to, że PiS wykorzystuje budżet państwa do promocji swojej partii. Jak można z telewizji publicznej, która ma służyć wszystkim Polakom, zrobić propagandową tubę? Propaganda w TVP jest tak obrzydliwa, że jeśli ktoś jej nie dostrzega, to albo jest ślepy, albo nie myśli. Przerażające jest to, że 40 proc. ludzi nadal na nich głosuje.

Wiem, że PiS robi wszystko, żeby tę władze utrzymać. Odwołują się do nienawiści, dają przyzwolenie na delikatny faszyzm. I nie ścigają tych ludzi, którzy na szubienicach wieszali wizerunki europosłów.

W utworze "Dobra zmiana" śpiewa pan wprost "dobra zmiana ma was w dupie" i pokazuje pan twarz Piotrowicza, Pawłowicz, Kaczyńskiego, Pięty. Nie obawia się pan, że coś może panu grozić?

Nie wiem. Testuję demokrację. Jeśli oni twierdzą, że jest wolność słowa, to ja z tego korzystam. I póki co, nic się nie dzieje.

Poza tym, rap zawsze był muzyką buntu, chociaż w Polsce nie jest popularne, by rapować o polityce w ten sposób. W Stanach to zupełnie normalne. A u nas jest ogromnym szokiem, że ktoś rapuje o polityce i krytykuje "dobrą zmianę". Bunt i krytyka to sens to funkcja tej muzyki. Według mnie władzy nigdy nie należy chwalić, zawsze trzeba ją piętnować. A tym bardziej tę obecną.

A może wymyślił pan sobie taką formę kariery poprzez krytykę "dobrej zmiany"?

Dopiero po fakcie zauważyłem, że ta popularność faktycznie rośnie, jak śpiewam o polityce. Tekst "Dobra zmiana" ma trzy lata. Nagrałem go po tym, jak PiS doszedł do władzy i zaczął robić bałagan w Trybunale Konstytucyjnym. Śledziłem to i zacząłem pisać kawałek.

Mam już następne numery, które w sobotę wiozę do studia. Jeden z nich jest o podejściu władzy do homofobii, drugi to też krytyka "dobrej zmiany". Taka zaktualizowana wersja pierwszego numeru "Dobra zmiana".

Myśli pan, że przyłoży rękę do lepszego wyniku opozycji w wyborach parlamentarnych?

Kiedyś tak sobie pomyślałem, zaraz po napisaniu tekstów tych kawałków, że nawet jeśli jedna osoba po ich przesłuchaniu zmieni zdanie, to będzie fajnie.

Raper opozycji? Może powinni pana zatrudnić i płacić za wspieranie podczas kampanii, w końcu działa pan na ich korzyść...


Działam na własną korzyść. A że ktoś dodatkowo z tego skorzysta.. Piszę o tym, co mnie boli i wkurza. Generalnie mam rodzinę, jestem szczęśliwy i nie mam większych problemów. Najbardziej głowę zajmuje mi sytuacja w kraju. To mnie martwi. A jeżeli ktoś na tym skorzysta, to może sobie ten kawałek opublikować, nie chcę za to żadnych pieniędzy.


A gdyby na przykład PO zaproponowało panu taki układ: nagrywasz dla nas piosenki, my ci płacimy i wykorzystujemy to na własny użytek?


Na pewno nie chciałbym pisać piosenek na zlecenie żadnej partii. Jeśli coś jest w sieci, to można sobie to wykorzystać, ale dla nikogo nie będę nic nagrywał.

Nagrywa pan po pracy, na co dzień jest pan górnikiem ze Śląska, prawda?

Tak, z Dolnego Śląska, pracuję w spółce KGMH.

To spółka należąca do Skarbu Państwa. Nie boi się pan,= że wyrzucą pana z pracy?

Miałem na początku takie przemyślenia. Ale widzę, że w pracy pojawiają się komentarze, że co prawda część kolegów się ze mną nie zgadza, ale zdecydowana większość docenia formę. Nawet od tych postawionych troszkę wyżej słyszę: "trzymaj tak dalej".

Być może jest jakieś ryzyko, że jak moje kawałki za bardzo wypłyną, to będzie przykaz z góry, żeby mnie zwolnić. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Liczę tutaj na demokrację, o której mówi PiS.

Myślę, że nie jest jeszcze w tym kraju aż tak źle. Pracuję na stanowisku fizycznym, jestem operatorem, a nie jakimś nadsztygarem. Jestem zwykłym szarym pracownikiem i śmieszne byłoby, gdybym zwolnili tzw. "fizola", który ciężko haruje.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem
0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
0 0"Dowiemy się, kto stoi za @KastaWatch". Te profile na Twitterze rozkręcały kampanię hejtu