
3 miliony - tyle widzów obejrzało najnowszy odcinek "Zniewolonej". Polacy kochają telenowele, ale ten ukraiński serial kostiumowy jest prawdziwym fenomenem. I wcale nie oglądają go tylko widzowie uzależnieni od TVP. Produkcja osiągnęła sukces w miesiąc z zupełnie innych powodów.
"Zniewolona" to absolutna świeżynka. Miała premierę na tegorocznym festiwalu w Cannes, a w TVP jest wyświetlana dopiero od 1 lipca (można ją nadrobić w serwisie VOD). Początkowo były tylko trzy odcinki tygodniowo, ale widzowie byli tak spragnieni dalszych perypetii chłopki Katieriny, że telewizja podwoiła liczbę. A rozpoczęty niedawno drugi sezon serialu miał premierę wcześniej niż na Ukrainie.
Ostatnie lata pokazały, że popyt na takie rzeczy jest wysoki. Ludzie uwielbiają oglądać historie o pasji, intrygach, łzach i miłości. Można się dzięki nim przenieść w czasie do magicznej ery. Akcja naszego serialu rozgrywa się w XIX wieku. To czas ogromnych rozkloszowanych sukien, szytych z metrów tkanin, marszczeń i koronek.
"Zniewolona" zdobyła ogromną rzeszę fanów w miesiąc - widać to również w sieci. Twitter z jednej strony jest przesiąknięty polityką, ale z drugiej wiele osób przeżywa na nim seriale. I podobnie jak w przypadku np. "M jak miłość" lub "Gry o tron", gdzie po każdym odcinku był wysyp postów, również i po seansach "Zniewolonej" wszyscy chwytają za smartfony.
Jak w każdej sferze życia, również i w tej wykryto polityczne odniesienia i teorie spiskowe. Czy serial jest metaforą Polaków zniewolonych przez PiS? A może to marksistowska propaganda? Niech każdy oceni to we własnym zakresie.
Serial jest nie tylko nakręcony z rozmachem, ale to też tak naprawdę pierwsza nowoczesna, zagraniczna opera mydlana osadzoną w naszym kręgu kulturowym. Przez to oglądają ją nie tylko emeryci i kanapowi maniacy TVP, ale i fani produkcji Netflixa czy HBO. Na facebookowej grupie portalu Filmawka.pl poznałem młode osoby, które wciągnęły się w fabularną historię Ukrainy z XIX wieku. Z różnych powodów.
Serial ogólnie opowiada o młodziutkiej, niewinnej i dobrej dziewczynie, która sama w sobie rozkochała widzów. Pojawia się wątek prawdziwej, ale zakazanej miłości. Wiele osób chce ją skrzywdzić właśnie za tą miłość, przez to serial trzyma cały czas w napięciu. Może nie sama przemoc umieszczona w tym serialu przyciąga ludzi, ale taka prawda o człowieku, o czasach w jakich się żyło wtedy i te wszystkie intrygi dodaje.
Wątek miłosny w "Zniewolonej" wciągnie każdą kobietę. Mama porównuje go do historii Izaury. Ciekawi ją też m. in. pokazanie ruchów oporu przeciwko wyzyskowi ziemskiemu. Ogląda serial sama, bo ojciec z roboty dopiero wraca o 21 i wątpię żeby go to wkręciło. Ja nie oglądam, bo nie lubię historycznych motywów i nieudanych wątków miłosnych.
