
Od 2002 roku w Huwnikach pod ukraińską granicą znajduje się Placówka Straży Granicznej. Obok, od 2006 roku, działa tu nowoczesne lądowisko dla śmigłowców. I właśnie tu, pod wsią liczącą około 500 mieszkańców, miały lądować śmigłowce z marszałkiem Sejmu na pokładzie. Tu, w Huwnikach, Marek Kuchciński ma mieć też działkę, którą podobno odwiedza. Sprawdzamy. Ale mieszkańcy reagują inaczej niż można się spodziewać...
REKLAMA
Przy okazji afery "Kuchciński-gate" Huwniki zyskały ogromny rozgłos. Niemal wszystkie drogi tu ostatnio prowadzą. Mała wieś w gminie Fredropol, położona 20 kilometrów od Przemyśla – rodzinnego miasta marszałka Sejmu – pojawia się praktycznie we wszystkich doniesieniach o jego lotach na Podkarpacie. W jakimś sensie odczuwa chwile sławy.
Od marca 2016 do lipca 2019 roku Marek Kuchciński miał latać do Huwnik siedem razy. A być może, jak sugeruje Wirtualna Polska, "jeszcze częściej niż wynika z oficjalnych danych podanych przez Kancelarię Sejmu".
Jak często odwiedza działkę?
Media wiele pisały o tym, że właśnie tu marszałek Sejmu ma działkę. Niektóre donosiły o posiadłości. Przekaz był jeden."Kuchciński lądował w Bieszczadzkim Oddziale Straży Granicznej, gdzie czekała już na niego limuzyna SOP, która zabierała go na działkę lub do domu" – podawano. Pisano też, na przykład, że Kuchciński chętnie na tej działce wypoczywa.
Media wiele pisały o tym, że właśnie tu marszałek Sejmu ma działkę. Niektóre donosiły o posiadłości. Przekaz był jeden."Kuchciński lądował w Bieszczadzkim Oddziale Straży Granicznej, gdzie czekała już na niego limuzyna SOP, która zabierała go na działkę lub do domu" – podawano. Pisano też, na przykład, że Kuchciński chętnie na tej działce wypoczywa.
Jak często tu przyjeżdża? Chcieliśmy sprawdzić, co to za działka lub posiadłość. Jednak mieszkańcy Huwnik, z którymi udaje mi się porozmawiać, są zaskoczeni. Niektórzy szeroko otwierają oczy ze zdumienia, bo o żadnej działce marszałka Sejmu u siebie nie słyszeli.
Lokalni działacze wiedzą więcej. Oni przyznają anonimowo, że działka jest. Ale – tu kolejne zaskoczenie – twierdzą, że dziś kompletnie nie do wypoczynku.
– To jest bzdura. Proszę nie wierzyć w te bzdury, że tam coś jest. Tam nie ma żadnego domu, żadnego majątku. Nie ma nic. Tam są krzaki. Wszystko jest pozarastane. Wszystko jest dziko zarośnięte. Wszystko trzeba by tam oczyścić – reaguje emocjonalnie jeden z nich.
Nasz rozmówca przyznaje, że nie wie, o którą działkę konkretnie chodzi, ale twierdzi, że zna okolicę. – Tam kiedyś były grunty nieużytków rolnych, gdzie bydło się wypasało. A potem wszystko zarosło. Agencja sprzedała ziemię na działki. Dużo ludzi z Przemyśla wtedy je kupowało, nie wiem, czy rodzina marszałka też. W każdym razie dziś nic się tam nie dzieje, wszystko zarasta, chwasty rosną – opowiada.
Inny z lokalnych urzędników też twierdzi, że nie widzi możliwości, by korzystać z tej działki. – Ona znajduje się w obszarze leśnym. Od lat po prostu jest i tyle. Nie ma możliwości korzystania z niej – mówi naTemat. Według niego działka nie jest duża. Jest zalesiona. I jest pewien, że nie ma tam żadnego domku.
"15 minut do Przemyśla"
Czy marszałek odwiedzał działkę, tego nie wiemy. Ale mógł lądować w Huwnikach, bo np. odwiedzał Straż Graniczą. Na pewno w 2016 roku przywiózł do Huwnik przewodniczącego szwedzkiego Riksdagu. Razem wizytowali wówczas Bieszczadzki Oddział SG. "Zaprezentowano sprzęt używany do ochrony granicy państwowej oraz lotnisko i hangar dla śmigłowców wraz ze stacjonującym tam sprzętem" – to wspomnienie z tej wizyty na stronie Bieszczadzkiego Oddziału SG.
Czy marszałek odwiedzał działkę, tego nie wiemy. Ale mógł lądować w Huwnikach, bo np. odwiedzał Straż Graniczą. Na pewno w 2016 roku przywiózł do Huwnik przewodniczącego szwedzkiego Riksdagu. Razem wizytowali wówczas Bieszczadzki Oddział SG. "Zaprezentowano sprzęt używany do ochrony granicy państwowej oraz lotnisko i hangar dla śmigłowców wraz ze stacjonującym tam sprzętem" – to wspomnienie z tej wizyty na stronie Bieszczadzkiego Oddziału SG.
Ale mógł też jechać z Huwnik do domu w Przemyślu. – W mieście się o tym mówi. Że po co miał latać do Rzeszowa, skąd do Przemyśla jedzie się 40 minut, skoro z Huwnik jedzie się 15 minut. Zawsze szybciej – mówi jeden z lokalnych polityków.
Z Huwnik blisko też do Kalwarii Pacławskiej, gdzie, jak wiadomo, marszałek był na odpuście.
"Ludzie stali i robili zdjęcia"
Przy Strażnicy, gdzie jest lądowisko dla helikopterów, biegnie droga powiatowa, którą można dojechać również do Arłamowa. Teren jest ogrodzony, położony obok miejscowości. Mało kto tamtędy przechodzi. – Turyści jeżdżą do Kalwarii i do Arłamowa. Przez Huwniki tylko przejeżdżają – twierdzi jeden z mieszkańców.
Przy Strażnicy, gdzie jest lądowisko dla helikopterów, biegnie droga powiatowa, którą można dojechać również do Arłamowa. Teren jest ogrodzony, położony obok miejscowości. Mało kto tamtędy przechodzi. – Turyści jeżdżą do Kalwarii i do Arłamowa. Przez Huwniki tylko przejeżdżają – twierdzi jeden z mieszkańców.
Ale słyszę, że jak raz przyleciał Marek Kuchciński, to samochody na obcych rejestracjach zatrzymywały się przy lądowisku. – Ludzie wtedy stali i robili zdjęcia. On tam był może ze 20-30 minut. Widziałem to na własne oczy. To był jedyny raz, gdy widziałem tu Kuchcińskiego. Ta wizyta była nagłośniona – opowiada nam jeden z mieszkańców.
"Helikoptery latają non stop"
W Huwnikach mieszka około 500 osób. Oprócz Strażnicy znajduje się tu Dom Pomocy Społecznej. I to właściwie wszystko. W lutym byli tu z wizytą premier Mateusz Morawiecki i szef MSWiA Joachim Brudziński. Odwiedzili Strażnicę, ale spotkania z elektoratem nie było.
W Huwnikach mieszka około 500 osób. Oprócz Strażnicy znajduje się tu Dom Pomocy Społecznej. I to właściwie wszystko. W lutym byli tu z wizytą premier Mateusz Morawiecki i szef MSWiA Joachim Brudziński. Odwiedzili Strażnicę, ale spotkania z elektoratem nie było.
– Helikoptery lądują u nas non stop. Nie wiadomo, czy wojskowe, czy cywilne, nie wiemy kto jest na pokładzie. Myśmy się już do nich przyzwyczaili. Chyba nikt już nie zwraca na nie uwagi – słyszę. Mężczyzna dodaje jeszcze, że żadnych rządowych kolumn nie widać.
Pytam o loty marszałka. Nikt nie wie. "Nie mam pojęcia" – to najczęstsza odpowiedź. Jakby się zmówili. Nikt nie zgadza się na podanie nazwiska. Mam wrażenie, że w ogóle nikogo podróże marszałka tu nie obchodzą. – Mieszkam niedaleko Strażnicy. Tu ciągle jakieś helikoptery lądują. Ale czy to pan marszałek? Nie mam bladego pojęcia. Naprawdę nie wiem. Tylko raz widziałam, jak premier jechał na Arłamów – reaguje młoda mieszkanka.
Lokalny działacz: – Wiem, że bywał na Strażnicy, ale co i jak, nie mam pojęcia. Nie wiem, ile razy. Mam inne sprawy na głowie.
I jeszcze jeden: – Nic nie wiem, oprócz tego, że w ubiegłym roku był na odpuście. Wtedy widziałem go osobiście.
Zapytaliśmy oficjalnie, ile razy marszałek lądował w Huwnikach, ale do chwili publikacji tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi od Straży Granicznej.
