Czesław Michniewicz chwali sobie współpracę z menadżerami, nie kryjąc, że są też wyjątki.
Czesław Michniewicz chwali sobie współpracę z menadżerami, nie kryjąc, że są też wyjątki. Fot. Łukasz Ogrodowczyk / Agencja Gazeta

Wiele się ostatnio mówi i pisze o menadżerach piłkarskich. Agenci nie mają dobrej opinii wśród władz polskich klubów. A co o nich sądzą trenerzy? Niektórzy mówią, że są oni największym złem polskiej piłki. Że są sępami, które krążą nad ich biednymi klubami, wciskając im słabych piłkarzy. Inni szkoleniowcy mają do agentów ambiwalentny stosunek. Ale są i tacy, którzy twierdzą, że menadżerowie wręcz pomagają im w pracy.

REKLAMA
– Menedżerowie to jest plaga piłki nożnej. Oni nic nie robią, tylko wszystko psują. Jak jest dobry zespół, to go popsują. Bo oni chcą sprzedać, za wszelką cenę – powiedział przed niespełna miesiącem w rozmowie z naTemat Jerzy Piekarzewski, honorowy prezes Polonii Warszawa. W sukurs poszedł mu ostatnio były dyrektor sportowy Arki Gdynia.
– Tworzy się o mnie celowo fałszywy wizerunek, furiata, pieniacza, że dlatego nie ma w Arce znaczących, wartościowych zawodników, bo jestem skłócony z menedżerami. Tylko zapomnieli dodać, że z nieuczciwymi menadżerami. Za pieniądze, które mi proponowali menedżerowie jako część należnej mi prowizji od transferów zawodników, mógłbym spokojnie żyć bez pracy kilka lat! – powiedział Andrzej Czyżniewski na łamach Sport.pl.
Nie szkodzą, a nawet pomagają!
O tym, jaka jest ogólna opinia o menadżerach piłkarskich pisaliśmy niedawno. Można zaryzykować stwierdzenie, że większość właścicieli klubów i trenerów na większości agentów szybciej powiesiłaby psy niż honorowy medal za zasługi w sporcie. Są jednak tacy szkoleniowcy, którzy twierdzą, że praca menadżera bardzo im pomaga.
Czesław Michniewicz
Trener piłkarski, Mistrz Polski z Zagłębiem Lubin

Czasami tak jest. Piłka nożna to bardzo specyficzne, a do tego małe środowisko. Znajomy menadżer może czasami przekonać zawodnika do transferu, że w danym klubie jest większa szansa rozwoju, niż on początkowo sądził.

– Czasami tak jest. Piłka nożna to bardzo specyficzne, a do tego małe środowisko. Znajomy menadżer może czasami przekonać zawodnika do transferu, że w danym klubie jest większa szansa rozwoju, niż on początkowo sądził – twierdzi w rozmowie z naTemat trener Czesław Michniewicz, który jednocześnie podkreśla, że jak w każdym zawodzie, tak i w menadżerce pracują różni ludzie. – Nie można uogólniać. To oczywiste, że są ludzie, którzy chcą pomagać i ci, dla których liczy się tylko kasa – twierdzi szkoleniowiec.
Z tym, że menadżer piłkarski może ułatwić pracę trenerowi zgadza się też były szkoleniowiec Śląska, Ryszard Tarasiewicz, który przecież wprowadził wrocławski klub do ekstraklasy po wielu latach jego tułaczki po niższych ligach. – Na pewno to jest ułatwienie. Ale nie można ufać im w ciemno. Są trenerzy wierzący menadżerom bezgranicznie i angażujący piłkarzy na podstawie ich oceny. Nie oglądają zawodnika, nie chcą nawet kaset z jego grą. Dla mnie to niewyobrażalne, aby zakontraktować gracza w taki sposób – mówi naTemat Tarasiewicz.
Odpowiedzialność spoczywa na trenerze
Znacie to? Klub miał grać o najwyższe cele w lidze, przed sezonem kupiono kilku zawodników, w których pokładano olbrzymie nadzieje. Kibice uwierzyli, że ich zespół może być wysoko, ale rzeczywistość nie była taka, jaką ją sobie wymarzono. I zaczyna się szukanie winnego. Bardzo często znajduje się on bardzo szybko. "To menadżer! Przecież on wcisnął nam tych wszystkich bezwartościowych zawodników. Zapewniał, że ich słaba gra to chwilowy brak formy." Wyobrażam sobie, że takie słowa czasami padają w gabinetach polskich klubów.
Ryszard Tarasiewicz
Trener piłkarski, były szkoleniowiec Śląska Wrocław

Nie można myśleć w ten sposób. Menadżerowie mogliby przywozić piłkarzy wagonami, ale przecież i tak ostateczna decyzja o transferze należy do trenera.

– Nie można myśleć w ten sposób. Menadżerowie mogliby przywozić piłkarzy wagonami, ale przecież i tak ostateczna decyzja o transferze należy do trenera – uważa Tarasiewicz. – Menadżer to sprzedawca, zawsze chwali swój "towar". Trzeba zatem pamiętać, że dobry towar nie potrzebuje reklamy, a złemu żadna nie pomoże. Jednak menadżerowie nie mają w polskich klubach takiej siły, aby decydować o poszczególnych transferach – mówi Michniewicz.
Tarasiewicz podczas rozmowy zwraca uwagę też na inny bardzo ważny element pracy menadżera. To wiarygodność. – Jeśli ktoś będzie przysyłał do klubu wciąż słabych piłkarzy, to opinia o nim bardzo szybko wpłynie na to, że po pewnym czasie nikt nie będzie traktował go poważnie. Dziś wszystko, co mówi menadżer, można w pięć minut sprawdzić w Internecie. Nie sprawdzi się tylko jednego. Mianowicie, czy zawodnik pasuje charakterem do innych piłkarzy – wyjaśnia były trener Śląska Wrocław.
"Oni tylko psują, bo chcą sprzedawać"
Jerzy Piekarzewski ma o menadżerach bardzo złe zdanie. Podczas spotkania nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to co o nich powiedział, to bardzo delikatna krytyka. Honorowy prezes Polonii Warszawa, człowiek, który piłce nożnej poświęcił całe życie stwierdził, że menadżerowie nie mają interesu w budowaniu dobrych zespołów, bo oni zarabiają nie wtedy, gdy one odnoszą sukcesy, tylko gdy sprzedają swoich zawodników.
Jerzy Piekarzewski
Ikona i honorowy prezes Polonii Warszawa

Ciągle odbierałem telefony: „Nie bierz tego z Jagiellonii, nie dotykaj gówna”. Kolejny, z Górnika Zabrze: „Nie dotykaj, bo to jest złom, pijak, rozrywkowy chłopak”. A Wojciechowski nie pytał, tylko ich brał. Ktoś go podpuszczał, pewnie menedżerowie. To jest plaga piłki nożnej. Oni nic nie robią, tylko wszystko psują. Jak jest dobry zespół, to go popsują. Bo oni chcą sprzedać, za wszelką cenę. CZYTAJ WIĘCEJ


Zapytałem więc moich rozmówców, czy spotkali się w swojej pracy z sytuacją, w której menadżer starał się wymusić transfer piłkarza. – Mi się to nie zdarzyło – odpowiada z pewnością w głosie Tarasiewicz. I dodaje: – Zawsze starałem się rozmawiać z piłkarzem o jego przyszłości. Trzeba planować ruchy kadrowe. Nie można przecież zawsze odrzucać ofert zakupu piłkarza. Wszystko jednak trzeba robić z głową – uważa Tarasiewicz i na przykład podaje osobę Sebastiana Mili, z którym klub przedłużył kontrakt właśnie w momencie, gdy przyszła ciekawa oferta z zagranicy.
Nie jest jednak tak, że dla każdego menadżera liczy się dobro klubu. – Byłem świadkiem, gdy pewien agent dzwonił do prezesa innego klubu, starając się go nakłonić do złożenia propozycji zakupu jego podopiecznego. Twierdził, że to pomoże mu w negocjacjach przy nowym kontrakcie w aktualnym klubie piłkarza – zdradza Michniewicz.
Największy minus pracy menadżerów
To jak to jest z tymi menadżerami? Z jednej strony słyszymy, że wszystko w polskiej piłce idzie do przodu, a kulą u nogi są agenci, ci źli, pazerni agenci. Z drugiej dochodzą nas głosy, że są oni bardzo ważnym ogniwem budującym zespoły. Że ich praca to bardzo często pomoc dla szkoleniowców, którzy w natłoku obowiązków albo z powodów finansowych często bez polecenia zawodnika przez menadżera nie dowiedzieliby się o jego istnieniu.
– To, o co zawsze miałem największe pretensje do menadżerów to brak cierpliwości. Czasami wystarczyła gorsza dyspozycja zawodnika, kilka słabszych meczów, aby jego agent zaczął już rozglądać się za nowym klubem. Zamiast zainteresować się losem zawodnika, zapytać, co jest przyczyną jego kłopotów, to proponowano nowe miejsca do kontynuowania kariery. Oczywiście takie, w których o grę będzie łatwiej. Ale po transferze często okazywało się, że gra toczy się według tego samego scenariusza: Dobry początek, słabszy moment, poszukiwanie nowego klubu. – kończy Michniewicz.
Czesław Michniewicz w wywiadze dla Orange Sport