Klub "Warszawa Powiśle"
Klub "Warszawa Powiśle" Fot. Alina Gajdamowicz / Agencja Gazeta

Klub "Warszawa Powiśle" walczy o przetrwanie. W jego obronę włączają się kolejne znane osoby, jak choćby Kuba Wojewódzki. Bywalcem "PKP" jest także Grzegorz Łapanowski, znany kucharz i bloger naTemat.

REKLAMA
Nasz bloger wkleił dziś na swoją tablicę na Facebooku fragment artykułu z serwisu gazeta.pl na temat sytuacji klubu "Warszawa Powiśle". Autor pisze o konieczności obrony jednego z najmodniejszych miejsc w stolicy. Kilka dni temu Straż Miejska złożyła wniosek, o odebranie klubowi koncesji na alkohol.
Grzegorz Łapanowski mieszka na warszawskim Powiślu. Na co dzień obserwuje co dzieje się w klubie, nie tylko z okna własnego mieszkania, ale także jako klient. Kilka razy w tygodniu przychodzi na kawę do "PKP" i jak mówi, nie chciałby tego zmieniać. Odebranie koncesji na sprzedaż alkoholu mogłaby bowiem okazać się dla tego miejsca wyrokiem.
Czytaj także: Kuba Wojewódzki i Grzegorz Łapanowski jednym głosem. Gwiazdy bronią PKP Powiśle

Mieszka pan na Powiślu. Mieszkańcom klub podobno przeszkadza, panu nie?
Grzegorz Łapanowski: Ciężko sobie wyobrazić lepszą lokalizację na ten klub. Nie jestem oczywiście fanem bicia butelek i tego jak wygląda okolica po sobotniej imprezie. Jednak ci ludzie równie dobrze mogliby pić w parku na ławce. To nie jest miejsce, gdzie ryzykuje się utratę szczęki, gdzie permanentnie są burdy. Młodzi ludzie spędzają tu czas i prowadzą weekendowe życie towarzyskie.

Dlaczego broni pan tego miejsca? Jest fajne, ale według straży miejskiej powoduje problemy.
Dwóch młodych ludzi zrobiło ze starego i pustego kawałka przestrzeni ważne miejsce spotkań. To ono ożywiło Powiśle i od niego zaczęło się klubowe pączkowanie na obrzeżach centrum.
Uważam jednocześnie że to ważne, aby prawo było przestrzegane. Nie można dopuścić do demolowania okolicy. Uważam jednak, że nie dzieje się tam nic skandalicznego.
Parę razy w tygodniu piję tam kawę, chodzę na spotkania. To ulubione miejsce warszawskich hipsterów. Chodzę tam nie tylko dlatego, że mieszkam za rogiem. W tym miejscu jest po prostu coś magicznego. Sam fakt, że przychodzę tam przecież nie tylko ja, a tysiące ludzi sprawia, że z warto o nie powalczyć.
Być może jednak ludzie, którzy tam przychodzą przekroczyli pewne granice?
Problemem jest to, że w naszym kraju życie kulturalne związane jest z piciem alkoholu. Tyle tylko, że pijemy go zdecydowanie za dużo.
Źródło sporu leży jednak po obu stronach. Większość ludzi którzy tam przychodzą kupują alkohol nie w klubie, a okolicznym sklepie nocnym lub na stacji benzynowej. Ludzie piją wódkę i to nie w klubie, a w okolicach. Czy to wina "dworca powiśle"? Ukaranie ludzi, którzy go stworzyli jest nie fair.
Co w takim razie należałoby zrobić aby rozwiązać problem?
Mam nadzieję, że jakoś się dogadają. To, jak głośny stał się ten temat pokazuje, że to naprawdę ważne miejsce dla wielu ludzi.
Miejsce powinno zostać. Ewentualnie kontrole policji w okolicy powinny służyć podniesieniu bezpieczeństwa i przestrzeganiu ciszy nocnej. Tyle. Odebranie koncesji nie jest rozwiązaniem, czego dowodzi przykład Chłodnej 25.