Widok na helikoptera telewizji SkyNews na miejsce zdarzenia, Manhattan, Nowy Jork
Widok na helikoptera telewizji SkyNews na miejsce zdarzenia, Manhattan, Nowy Jork Fot. SkyNews

Z pierwszych ustaleń śledczych wynika, że wszyscy ranni w piątkowej strzelaninie pod Empire State Building to ofiary policji. Według śledczych zamachowiec wystrzelił pięć pocisków, a policjanci szesnaście.

REKLAMA
Do strzelaniny doszło w piątek w Nowym Jorku, pod budynkiem Empire State Building. Według relacji świadków napastnik, 58-letni Jeffrey Johnson, projektant kobiecych akcesoriów ubraniowych, czekał pod budynkiem swojej byłej pracy. Później podszedł do byłego współpracownika i po prostu strzelił. Napastnik oddał jeszcze cztery strzały.
– Według wstępnych informacji prokuratury, badania balistyczne wykazały, że już więcej strzałów z broni Johnsona nie padło – informuje portal TVN24.pl.
Władze miasta już kilka godzin po strzelaninie oświadczyły, że ranni mogli ucierpieć również od strzałów oddanych przez policjantów. Funkcjonariusze, zaalarmowani przez świadków ruszyli za napastnikiem, który kiedy się zorientował, że idą za nim, gwałtownie wyjął broń. Policjanci otworzyli ogień. Johnson zginął na miejscu, ale od strzałów ucierpieli również przypadkowi ludzie.
TVN24.pl

Dało o sobie znać słabe wyszkolenie strzeleckie nowojorskich policjantów, które w przeszłości już kilka razy stało się obiektem docinków w USA. Spośród 16 strzałów oddanych z dwóch metrów, według prokuratury, jedynie siedem trafiło Johnsona, z czego trzy przeszły na wylot. CZYTAJ WIĘCEJ


Rannych zostało dziewięć osób. Policja twierdzi, że "wszyscy ucierpieli od rykoszetów i odłamków betonu odłupywanych przez policyjne kule".