Kto obroni posłów przed Strażą Marszałkowską? Była pracownica Sejmu: Jestem zdruzgotana

Kilka dni temu ktoś zagroził posłance Lubnauer śmiercią. Policja szybko ustaliła, że sprawcą był funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej.
Kilka dni temu ktoś zagroził posłance Lubnauer śmiercią. Policja szybko ustaliła, że sprawcą był funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej. fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Informacja o tym, że autorem gróźb śmierci wobec posłanki Katarzyny Lubnauer był funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej, wstrząsnęła opinią publiczną. Zdaniem byłej pracownicy Biura Prasowego Sejmu, ten incydent nie wziął się z powietrza. – Moja hipoteza jest taka, że funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej poczuli przyzwolenie na to, by gorzej traktować polityków spoza partii rządzącej – mówi naTemat Anna Godzwon.


Anna Dryjańska: Jakie wrażenie zrobiła na pani informacja, że sprawcą gróźb śmierci wobec posłanki Katarzyny Lubnauer jest funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej?

Anna Godzwon: Jestem zdruzgotana. Poruszyło mnie to zwłaszcza dlatego, że nie chodzi o jakiś świeży narybek, tylko osobę z 19-letnim stażem, z którą musiałam się wielokrotnie mijać na sejmowych korytarzach. W głowie mi się to nie mieści.

Jak długo pracowała pani w Sejmie?

15 lat jako dziennikarka, 3 lata jako urzędniczka Biura Prasowego, łącznie 18.
Pamięta pani, żeby kiedykolwiek wydarzył się podobny incydent?

Nie. To rzecz absolutnie bezprecedensowa.

Wie pani albo podejrzewa, który funkcjonariusz groził śmiercią posłance Lubnauer?

Nie mam pojęcia. Straż Marszałkowska liczy ponad 100 osób, więc trudno zgadywać. I chyba jednak wolę nie wiedzieć, o kogo chodzi.

Jak zmieniała się Straż Marszałkowska przez lata?

Funkcjonariusze robili się coraz bardziej profesjonalni. Gdy przyszłam do Sejmu na początku lat 90-tych panowie – wtedy to byli wyłącznie panowie – zachowywali się trochę wyniośle wobec polityków opozycji i dziennikarzy.

Dlaczego?

Bo zawalił im się dotychczasowy świat. Byli przyzwyczajeni do tego, że w Sejmie zasiada praktycznie jedna partia, a jedyni dziennikarze, którzy mogą się pojawić w parlamencie, to pracownicy mediów państwowych.

Transformacja to wszystko zmieniła. Nagle w Sejmie zaroiło się od polityków opozycji demokratycznej w swetrach pachnących naftaliną, z których wielu uchodziło w PRL za czarne charaktery, bo byli internowani i więzieni.

Oczywiście w parlamencie pojawiło się też mnóstwo dziennikarzy, bo powstało sporo prywatnych redakcji, które chciały mieć w Sejmie swoich przedstawicieli. Ja byłam jedną z nich. Nowicjusze – i polityczni, i medialni – początkowo nie wiedzieli co, gdzie i jak.


Ile trwała ta wyniosłość funkcjonariuszy Straży Marszałkowskiej?

Krótko. Funkcjonariusze wkrótce nas poznali, polubili, zaczęliśmy mówić sobie dzień dobry, a nawet wspólnie żartować. Przy tym nadal profesjonalnie dbali o bezpieczeństwo Sejmu i parlamentarzystów: byli uprzejmi, ale stanowczy. Te wszystkie rzeczy są ważne, bo przecież przez Sejm przewalają się dzikie tłumy: wycieczki, goście posłów, zewnętrzni eksperci uczestniczący w komisjach…


Mówi pani o zwykłym trybie działania parlamentu, a przecież zdarzają się nadzwyczajne okoliczności. Jak wtedy radzili sobie funkcjonariusze?

Nawet w trudnych sytuacjach Straż Marszałkowska stawała na wysokości zadania. Mówię na przykład o roku 2002, gdy funkcjonariusze usunęli z okupowanej mównicy posła Gabriela Janowskiego.

Podobnie było w 2010 roku, kiedy wszyscy byliśmy w szoku po katastrofie smoleńskiej, a Sejm pracował, odbywały się liczne uroczystości, a funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej wykazywali się zrozumieniem, dyskrecją wobec dziennikarzy czy rodzin zmarłych parlamentarzystów.
Skoro było tak dobrze, to jak doszliśmy do tego, co mamy dziś?


Dla mnie cezurą był grudzień 2016 roku. Być może źle zaczęło się dziać już wcześniej, ale to wtedy wszyscy mogli zobaczyć w internecie i telewizji, jak funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej dogadują posłom opozycji i blokują im wejście do sali kolumnowej, gdzie trwały obrady. Moja hipoteza jest taka, że funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej poczuli przyzwolenie na to, by gorzej traktować polityków spoza partii rządzącej.Za pani czasów nie było takich sytuacji?

Nie. To było nie do pomyślenia, by władza wykorzystywała Straż Marszałkowską przeciw opozycji.

To dobrze, że Straż Marszałkowska ma broń?

W świecie, w którym istnieje ryzyko terroryzmu, jest to konieczne. Funkcjonariusze nie mogą stać i patrzeć, jak ktoś atakuje gmach parlamentu czy posłów. Muszą być w stanie szybko i skutecznie kogoś obronić.

A kto obroni posłów przed Strażą Marszałkowską?

(milczenie) Mam nadzieję, że to był jednostkowy przypadek.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
MAMA:DU 0 0Ją okrzyknięto "babą od zboków", jej uczniów "zboczonymi". Psycholożka zdradza, co robi na WDŻ
0 0Czy istnieje męska depresja poporodowa? Terapeuta o tym, z czym przychodzą do niego polscy mężczyźni
0 0Chcesz być eko, ale nie wiesz, jak zacząć? Oto 15 BANALNYCH sposobów na zero waste
0 0Podstawowy argument antyszczepionkowców obalony! Prawnik wyjaśnia najprościej, jak się da
0 0Wypijają 18 l mleka na śniadanie. Liczba porodów 44-latki zadziwia, a wkrótce kolejny

DZIEJE SIĘ

0 0"Gwarantuję, że idę do Sejmu". To on miał oddać mandat Piotrowiczowi
0 0Piotrowicz jednak nie trafi do Sejmu! PiS ucina spekulacje