
Dawid Kostempski był kandydatem Koalicji Obywatelskiej w jednym ze śląskich okręgów senackich. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jego komitet nie miał nic wspólnego z Koalicyjnym Komitetem Wyborczym KO. W ten sposób "kandydat niezależny" sprawił, że mandat senatora powędrował do kandydatki PiS.
REKLAMA
Koalicyjny Komitet Wyborczy Koalicja Obywatelska, z dopiskiem PO N. iPL Zieloni, zarejestrowano 12 sierpnia. Natomiast 26 sierpnia Dawid Kostempski zarejestrował swój komitet wyborczy, który nazywał się Komitet Wyborczy Wyborców Koalicja Obywatelska Dawida Kostempskiego.
To podobieństwo, jak łatwo się domyślić, nie jest efektem przypadku...
Kandydat niezależny łamie pakt senacki
Dawid Kostempski jest prawnikiem i przedsiębiorcą, ale przede wszystkim politykiem. Był prezydentem Świętochłowic. W fotelu włodarza miasta usiadł w 2010 roku kandydując z ramienia Platformy Obywatelskiej. To stanowisko pełnił do 2018 roku.
Dawid Kostempski jest prawnikiem i przedsiębiorcą, ale przede wszystkim politykiem. Był prezydentem Świętochłowic. W fotelu włodarza miasta usiadł w 2010 roku kandydując z ramienia Platformy Obywatelskiej. To stanowisko pełnił do 2018 roku.
W wyborach parlamentarnych w 2019 roku chciał ubiegać się o mandat senatora. I tu właśnie pojawił się problem. Koalicja Obywatelska zamierzała bowiem w senackim okręgu nr 74 postawić na innego kandydata, Henryka Mercika ze Śląskiej Partii Regionalnej. Zgodnie z senackim paktem opozycja wystawiała tylko jednego kandydata, który miał walczyć z kandydatem PiS.
Kostempski nie zrezygnował jednak ze swojego zamierzenia. "Idę ja - Dawid Kostempski. Co najważniejsze: wiem że z Wami, bo dla Was! Tych, którzy pragną zmian. Wprost ze śląskiej ulicy, którą widać na tym zdjęciu, na Warszawę - do Senatu, mimo młodego wieku. 40-latek do Senatu? (...) Wierzę, że wielu z Was wesprze moją kandydaturę, bo tak jak ja pragniecie zmian, a nie tylko 'dobrej zmiany'" – tak 28 sierpnia na FB ogłosił swój start w wyborach jako kandydat niezależny.
Wyrzucony z PO
Taki ruch, start w wyborach i nazwa komitetu Kostempskiego sugerująca, że jest on jednak kandydatem KO, nie spodobał się w Platformie Obywatelskiej. Decyzją zarządu został wyrzucony z partii, o czym media poinformował w tamtym czasie Borys Budka.
Taki ruch, start w wyborach i nazwa komitetu Kostempskiego sugerująca, że jest on jednak kandydatem KO, nie spodobał się w Platformie Obywatelskiej. Decyzją zarządu został wyrzucony z partii, o czym media poinformował w tamtym czasie Borys Budka.
– Były prezydent Świętochłowic założył komitet Koalicja Obywatelska z własnym nazwiskiem. Był protest w komisji wyborczej z naszej strony. Tam Koalicja ma innego kandydata – mówił wiceszef PO.
O niehonorowym zachowaniu mówił także w rozmowie z dziennikarzami TVS Wojciech Saługa, szef śląskich struktur PO. – Nazywanie tego Koalicją Obywatelską czyjąś jest działaniem niehonorowym, jest podszywaniem się pod czyjś komitet. Rozumiem to jako działanie bardzo nieetyczne, no ale nie takie rzeczy widzieliśmy w polityce – stwierdził.
Sam Kostempski w rozmowie z naTemat przekonuje jednak, że wybór takiej nazwy komitetu wynika z... jego przywiązania do wartości reprezentowanych przez ugrupowanie.
– Wartości Koalicji Obywatelskie były, są i będą mi bliskie. Dwukrotnie z poparciem Platformy Obywatelskiej zostawałem prezydentem Świętochłowic. Startowałem również w wyborach na przewodniczącego regionu PO na Śląsku, podczas których konkurowałem z Wojciechem Saługą. Leży mi na sercu stan demokracji w Polsce a wierzę, że obecnie Platforma Obywatelska wraz z koalicjantami jest jedyną siłą, która może skutecznie przeciwstawić się destrukcyjnej polityce PiS – mówi.
Wielcy przegrani
Kostempskiemu szybko zarzucono, że swoim działaniem wspiera Prawo i Sprawiedliwość. Sam kandydat niezależny od początku kampanii podkreślał, że chce "postawić tamę PiS-owi". "By działacze namaszczeni przez Jarosława Kaczyńskiego nie zawłaszczyli Izby Wyższej, tak jak kawałek po kawałku zawłaszczyli już niemal cały kraj" – wyjaśniał na Facebooku.
Kostempskiemu szybko zarzucono, że swoim działaniem wspiera Prawo i Sprawiedliwość. Sam kandydat niezależny od początku kampanii podkreślał, że chce "postawić tamę PiS-owi". "By działacze namaszczeni przez Jarosława Kaczyńskiego nie zawłaszczyli Izby Wyższej, tak jak kawałek po kawałku zawłaszczyli już niemal cały kraj" – wyjaśniał na Facebooku.
– Faktycznie pojawiają się takie głosy. Jednak w trakcie kampanii pojawiło się też wiele głosów wspierających moją kandydaturę. Razem z osobami, które pracowały w tej kampanii, robiliśmy wszystko, by odebrać PiS mandat w tym okręgu – komentuje zarzuty w rozmowie z naTemat.
13 października na Kostempskiego oddało na niego głos prawie 37 tys. wyborców. Natomiast na kandydata Koalicji Obywatelskiej Henryka Mercika ponad 52 tysiące. Zwyciężyła jednak Dorota Tobiszewska z Prawa i Sprawiedliwości, poparło ją niemal 72 tysiące osób.
– Start Dawida Kostempskiego z KKW Koalicja Obywatelska, mógł w sprawić, że odebrał on głosy Koalicji Obywatelskiej, a przez to kandydatka z PiS uzyskała relatywnie większy wynik – mówi w rozmowie z naTemat adwokat Michał Szpakowski.
"Nieprawidłowe zachowanie PKW"
Szpakowski po tym, jak w portalach społecznościowych zobaczył jacy kandydaci, a raczej z jakich komitetów, starali się o mandat senatora w senackim okręgu wyborczym nr 74 (Chorzów, Rudę Śląską, Siemianowice, Świętochłowice oraz Piekary Śląskie) , ostanowił napisać protest. Jego złożenie leżało już jednak w rękach wyborców.
Szpakowski po tym, jak w portalach społecznościowych zobaczył jacy kandydaci, a raczej z jakich komitetów, starali się o mandat senatora w senackim okręgu wyborczym nr 74 (Chorzów, Rudę Śląską, Siemianowice, Świętochłowice oraz Piekary Śląskie) , ostanowił napisać protest. Jego złożenie leżało już jednak w rękach wyborców.
– Pan Kostempski wykorzystał to, że zgodnie z art. 267 Kodeksu Wyborczego, jako posiadający nazwisko na "K" będzie wyżej na liście, a przynajmniej taka jest teza sprzeciwu wyborczego. Jednak akurat to, że jest wyżej na liście, jest prawidłowe. Nieprawidłowe było zachowanie PKW, która przyjęła zawiadomienie o rejestracji tego komitetu bez zastrzeżeń – wyjaśnia prawnik.
Jak dodaje nasz rozmówca, nie było żadnego uzasadnienia, dlaczego kandydat miałby posługiwać się nazwą, emblematami, czy jakimkolwiek odniesieniem do Koalicji Obywatelskiej, bo nie był to komitet związany choćby w najmniejszym stopniu z KO.
– Teza jest taka, że osoby, które chciały oddać głos na KO, oddały głos na pana Dawida Kostempskiego, myśląc, że on jest kandydatem KO. Jedynym sposobem na zaskarżenie tej nazwy, jest właśnie złożenie protestu wyborczego. Nie można zaskarżyć przyjęcia zawiadomienia o powołaniu komitetu bez zastrzeżeń. Można tylko zaskarżyć odmowę i w dodatku może robić pełnomocnik wyborczy odrzuconego komitetu wyborczego. Nie może zaskarżyć tego inny komitet wyborczy ani inna osoba – podkreśla.
Dawid Kostempski przyznaje, że mimo zamieszania wokół jego startu w wyborach chciałby odzyskać zaufanie w PO.
– Cieszę się i doceniam głosy wielu partyjnych kolegów z regionu, którzy nie tylko mnie obarczają odpowiedzialnością za niekorzystny bieg spraw. Zrobię wszystko, by wspierać Koalicję Obywatelską i odzyskać zaufanie kolegów i koleżanek z partii – kończy.
