
Jedną z osób, które broniły Patryka Jakiego po raporcie NIK o programie "Praca dla więżniów", była Beata Kempa. Na sugestie europosłanki PiS o tym, że raport miał być działaniem na zlecenie, zdecydowanie odpowiedziała NIK.
REKLAMA
"W nawiązaniu do wypowiedzi pani B. Kempy informujemy, że kontrola dot. Służby Więziennej nie była 'zleceniem' a standardową procedurą. Publikacja jej wyników a także w przypadku nieprawidłowości skierowanie zawiadomień do prokuratury są ustawowym obowiązkiem NIK" – odpowiedziała Izba na Twitterze.
W raporcie NIK na temat programu pilotowanego przez Patryka Jakiego zawarte były dane o licznych patologiach i nieprawidłowościach. Chodziło też o to, że program przez swoją nieskuteczność stał się swoim własnym zaprzeczeniem – miała z niego skorzystać niewielka liczba osadzonych.
Wymownym przykładem marnotrawstwa publicznych pieniędzy było zdjęcie, które pokazywano po przedstawieniu raportu. Poniższa inwestycja kosztowała 370 tys. zł, choć powinna wielokrotnie mniej, o ile w ogóle w tym stanie powinna ujrzeć światło dzienne.
Patryka Jakiego bronili partyjni koledzy. Beata Kempa sugerowała, że Marian Banaś chce ją zniszczyć, twierdząc, że raport o "Pracy dla więźniów" był materiałem na zlecenie. – Jest zlecenie również na mnie – powiedziała europosłanka PiS i polityczka Solidarnej Polski.
Jeszcze dalej w obronie partyjnego kolegi poszedł inny urzędnik Ministerstwa Sprawiedliwości i szef gabinetu Zbigniewa Ziobry, Jan Kanthak. Porównał Jakiego do Kazimierza Wielkiego, który zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną.
