Prof. Tomasz Grodzki zareagował na artykuł prawicowego portalu.
Prof. Tomasz Grodzki zareagował na artykuł prawicowego portalu. Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Tym razem uczciwość marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego podważa portal niezależna.pl, który zajął się majątkiem polityka. "Z oświadczenia majątkowego Grodzkiego wynika, że tylko w 2018 r. z prywatnej praktyki zarobił 300 tys. zł. Jeśli brał po 150 zł od pacjenta, musiałby ich przyjąć ok. 2 tys. w roku" – czytamy w tekście. Na reakcję Grodzkiego nie trzeba było czekać.

REKLAMA

"Podsumowując, z tytułu „niezwykle rzadkich” wizyt w swoim prywatnym gabinecie w ciągu trzech lat Grodzki zarobił 700 tys. zł. Żeby uzbierać taką kwotę, musiałby przyjąć ponad 4,5 tys. pacjentów – kilku dziennie. Jak to możliwe, skoro w tym samym okresie Tomasz Grodzki był senatorem, dyrektorem szpitala (do czerwca 2016 r.) i wykładowcą Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego?" – zastanawia się autor artykułu na stronie niezalezna.pl.

Prof. Grodzki wyraźnie i jednoznacznie stwierdził, że informacje podane przez portal nie są prawdziwe. Oświadczenie w tej sprawie marszałek przesłał Onetowi.

"Moje przychody w ramach specjalistycznej indywidualnej praktyki lekarskiej pochodziły w ogromnej większości z kontraktu realizowanego dla szpitala, w którym pracowałem. Takie kontrakty mają dziesiątki tysięcy lekarzy w Polsce" – napisał i zaznaczył, że w jego przypadku był to kontrakt ze Specjalistycznym Szpitalem im. prof. Alfreda Sokołowskiego w Szczecinie, gdzie pracował jako Koordynator Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej oraz Koordynator Transplantacji Płuc.

Podkreślam zatem, że przychody ze specjalistycznej indywidualnej praktyki lekarskiej nie muszą oznaczać wyłącznie wynagrodzenia za wizyty w gabinecie lekarskim. W moim przypadku oznaczają w znakomitej większości wynagrodzenie za kontrakt szpitalny. Publikując jakiekolwiek informacje, warto jest zapoznać się z istotą zagadnienia. Tego wymaga rzetelność dziennikarska, o którą apeluję.

prof. Tomasz Grodzki

marszałek Senatu

Podkreślił także, że jest to szukanie sensacji dziennikarskiej tam, gdzie jej nie ma. "Gdyby portal niezalezna.pl podjął próbę skontaktowania się ze mną i wyjaśnienia tej materii, nie musiałbym teraz wyjaśniać rzeczy tak oczywistych" – podsumował.

Szukanie haków Przypomnijmy, że próba zdyskredytowania prof. Tomasza Grodzkiego trwa od kiedy został on wybrany na marszałka Senatu. W mediach sprzyjających rządowi pojawiają się informacje, które mają uderzyć w wiarygodność Grodzkiego, chodzi przede wszystkim o zarzuty dotyczące łapówek.

W ostatnich dniach polityczne zamieszanie wywołane przez apel CBA. Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało o prowadzeniu dochodzenia w sprawie korupcji w jednym ze szczecińskich szpitali. W komunikacie padła też deklaracja o zapewnieniu "klauzuli niewinności" dla tych, którzy zgłoszą podobne przypadki. Zostało odebrane jednoznacznie: to próba szukania haków na prof. Tomasza Grodzkiego.