
"Taka matka, to nie matka" – grzmi jedna z komentujących. "To jest właśnie polska mentalność... Zajechać matkę" – odpowiada inna. Prawdziwa burza rozpętała się po tym, jak władze Tarnowa poinformowały o nietypowej sytuacji i zwróciły się z prośbą o pomoc. Co ważne, samorząd apeluje, by pochopnie nie oceniać postawy matki.
Do tarnowskiego Pogotowia Opiekuńczego zgłosiła się 25-letnia kobieta z czwórką małych dzieci. – Weźcie je sobie, nie chce ich wychowywać, nie chce się nimi zajmować, nie mogę ich utrzymywać – oświadczyła pracownikom pogotowia. Cała czwórka to mali chłopcy - najstarszy ma sześć lat, najmłodszy nieco ponad roczek.
Władze Tarnowa robią wszystko, by dla chłopców znaleźć rodzinę zastępczą. Za cel postawiono sobie to, by dzieci trafiły do jednego domu, aby zwyczajnie czterech braci nie rozdzielać.
Tyle że nie na tym polega instytucja rodziny zastępczej. Wręcz przeciwnie - władzom Tarnowa zależy na znalezieniu domu dla chłopców w miarę blisko, aby matka mogła ich odwiedzać. – Miastu zależy na tym, żeby dzieci zostały w Tarnowie lub przynajmniej gdzieś w bliższej okolicy, żeby matka mogła mieć z nimi nadal kontakt – przyznaje w rozmowie z naTemat Ireneusz Kutrzuba, rzecznik prezydenta Tarnowa.
Zarzuty pod adresem matki w większości przypadków są niesłuszne. Kobieta, zdając sobie sprawę, że nie może dzieciom zapewnić odpowiedniego bytu, warunków do wychowania, itd., jednak mimo wszystko wykazała się odpowiedzialnością. Nie porzuciła ich, nie zostawiła ich samopas, wychodząc z domu, nie zrobiła czegoś gorszego - a wiadomo, że takie przypadki raz po raz mają miejsce. Wzięła dzieci, spakowała, przyprowadziła do pogotowia, gdzie chłopcy znaleźli opiekę. I nie zaprzestała z nimi kontaktu. Już parokrotnie odwiedziła ich w pogotowiu.
A zarzutów wobec matki jest cała masa. Pada też pytanie - co z ojcem, dlaczego on nie zajął się chłopcami. Wygląda na to, że kobieta z czwórką dzieci i z masą problemów z tym związanych została zupełnie sama.
Do tej pory z deklaracją udzielenia pomocy do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Tarnowie i do Urzędu Miasta zgłosiło się około stu osób. Wiele obiecuje pomoc materialną, ale sporo zgłoszeń to poważne deklaracje złożone przez konkretne rodziny zastępcze. – Ponad 30 rodzin zastępczych wyraziło chęć przyjęcia dzieci. W większości są to rodziny z dala od Tarnowa. Te zgłoszenia są w tej chwili weryfikowane – informuje Ireneusz Kutrzuba.
– Wiele czynników wpływa na to, że rodzin zastępczych jest za mało w stosunku do potrzeb. Jednym z poważniejszych problemów jest wizerunek rodzica zastępczego, ich postrzeganie. Kiedyś uważano, że jest to szlachetne poświęcenie. Dziś coraz częściej przeciwstawia się rodzinę zastępczą rodzinie biologicznej. Tak jakby to rodzina zastępcza była winna, że do niej trafiają te dzieci – wyjaśnia Joanna Luberadzka-Gruca.
Stosunek władz do tematu najlepiej obrazuje los projektu ustawy o zmianie ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Dokument powstał wiosną 2018 roku i... gdzieś tam utknął w sejmowych młynach. Koalicja na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej powoli traci nadzieję, że ustawa zostanie uchwalona.
– Trzeba wziąć pod uwagę, że ktoś rezygnuje z pracy zawodowej, przechodzi szkolenia, zdobywa wszystkie wymagane certyfikaty, spełnia określone w ustawie warunki. A co mu oferują władze powiatu? 2 tys. zł brutto. Często kwota ta jest podwyższana choćby w zależności od liczby dzieci pod opieką, ale czasem nie – przyznaje Joanna Luberadzka-Gruca.
