
O tym, ile festiwal Wratislavia Cantans znaczy dla Wrocławia, kto jeszcze słucha muzyki poważnej i jak sztuka na najwyższym poziomie może okazać się świetnym interesem naTemat opowiada europosłanka SLD, Lidia Geringer de Oedenberg - wieloletnia dyrektor wrocławskiego festiwalu.
Czym jest Wratislavia Cantans dla Wrocławia?
Lidia Geringer de Oedenberg:Od bardzo wielu lat wpisuje się w pejzaż kulturalny miasta. I do tego stopnia jest to wydarzenie ważne, że oczekuje się z niecierpliwością na każdy kolejny program, kolejnych zaproszonych artystów. To dla Wrocławia wielkie kulturalne święto. Moim zdaniem, to największy i najważniejszy festiwal w tym regionie.
Bez Wratislavia Cantans Wrocław byłby zupełnie innym miejscem?
Kiedy festiwal powstawał, wydawało się, że jest to jedyny naprawdę widoczny wyróżnik Wrocławia na tle innych miast. Bo to właśnie do Wrocławia ściągały tłumy melomanów, ustawiających się w wielotysięczne kolejki przed kościołami. Wtedy to była nowość, by prezentować taką muzykę w historycznych wnętrzach. Muzykę, która została specjalnie do tych wnętrz napisana, jak na przykład oratoria.
Od kiedy w latach założono festiwal Wratislavia Cantans, wszyscy nim żyją i z pewnością Wrocław byłby inny, gdyby nie miał tej bardzo ważnej tradycji. Wokół której zbudowano również inne bardzo znaczące wydarzenia i działalność kulturalną innych instytucji.
Kto dziś słucha muzyki poważnej, tylko emeryci? Jest skazana na zaniknięcie?
Zupełnie tak nie sądzę. Odkrywa się na nowo muzykę i nowe wykonania. Ta muzyka zaczyna być wykonywana na kopiach starych instrumentów, więc brzmienia stają się zupełnie inne. A na koncertach jest też dużo młodzieży.
Jednak mamy też inne czasy. Gdy festiwal powstawał, nie było możliwości posłuchania takiej muzyki w internecie, czy na płycie. Nie można było posłuchać koncertu w wybranym czasie, było tylko "tu i teraz". Festiwal był więc atrakcją, która przyciągała. Dzisiaj natomiast też są tłumy, ale możliwości posłuchania muzyki i wybrania innej oferty kulturalnej miasta, Polski i całej Europy są zupełnie inne.
Okazuje się, że rok chopinowski dał Polsce większe wpływy, niż Euro 2012. Sztuka na najwyższym poziomie może być dobrym interesem?
Myślę, że w przypadku Polski to może być strzał w dziesiątkę, by "sprzedawać" naszą ofertę kulturalną. Nasza prezydencja pokazała, że jest ogromne zapotrzebowanie na nieznaną dotąd, a wspaniała ofertę kulturalną. W Parlamencie Europejskim mieliśmy około 50 wystaw związanych z Polską. Z polską nauką, kulturą i sztuką, a także sztuką kulinarną. I wszyscy tutaj zachwycali się tą ofertą.
Co więcej, ludzie mający wyższe wykształcenie i wydawałoby się obycie w świecie, dopiero dzięki tamu odkrywali, że Maria Curie nosiła też nazwisko Skłodowska, a Fryderyk Chopin był Polakiem, a nie Francuzem.
To są niby szczegóły, ale dzięki takiej ofercie mieli okazję dowiedzieć się więcej o Polsce i zachłysnąć się naszą kulturą. Do tego stopnia, że polskie nowości kulturalne pojawiające się w tej części Europy cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Nie wspominając już o polskich delikatesach, które rosną tu jak grzyby po deszczu, sprzedając doskonałą polską kuchnię.
A wracając jeszcze do muzyki. Co szczególnie polecałaby pani podczas tegorocznego Wratislavia Cantans?
Sądzę, że dla tych, którzy kochają Bacha - a wśród melomanów ich nie brakuje - wyjątkowo interesujące będą właśnie koncerty bachowskie. Sama żałuję, że nie będę ani na jednym, ponieważ jestem cały czas w Brukseli.
Przed laty również wpadłam na pomysł, by jedną z edycji zorganizować z podtytułem "W imię Bacha". Wtedy zaprezentowaliśmy wszystkie największe utwory oratoryjne i kantatowe tego kompozytora. Cieszyło się to ogromnym powodzeniem. Pomimo tego, iż wydawało się, że festiwal będzie bardzo monotematyczny.
Zobacz też: Nocne szaleństwo. David Bowie jest goblinem, Sting jeździ na vespie, Jagger uprawia seks
Natomiast w tym roku najlepszą jakość wykonań gwarantują także zaproszenia artyści, tacy jak Andrew Parrott, czy Paul McCreesh.
