
Sondaże w ostatnich dniach pokazały, że prezydent Andrzej Duda traci poparcie. Podobno w PiS wrze za sprawą szefowej jego kampanii, wcześniej gotowało się z powodu gestu Lichockiej. Samą kampanię źle ocenia nawet były rzecznik PiS. "PiS się sypie" – podsumował wreszcie parę dni temu "Fakt". Aż przypomina się rok 2007, gdy partia Kaczyńskiego po swoich rządach poniosła klęskę. Jaka wtedy była atmosfera? Czy w ogóle można porównywać do dzisiejszej?
Właściwie po aferze z przekazaniem 2 mld złotych dla TVP jest tylko gorzej. Sondaże nagle pokazują, że Duda stracił już kilka punktów procentowych poparcia, a najnowszy wykazał nawet, że w II turze wyborów prezydenckich przegrałby z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. – Jest po prostu słabo – ocenił początek jego kampanii były rzecznik PiS Marcin Mastalerek.
Dzisiaj Szefowa Sztabu Prezydenta A. Dudy – Pani Turczynowicz–Kieryłło – to mały problem. To co się dzieje z prezesem NIK, ze służbami, z wymianą ludzi w służbach, to jest bardziej znaczące. A gest pani Lichockiej jest tak symboliczny, że ośmiorniczki przy nim, jak się okazuje, nie są wielkim problemem. Sekwencja tych zdarzeń jest dla PiS bardzo niekorzystna.
Dlatego niektórzy już komentują, że PiS skończy jak AWS. Albo jak w 2007 roku, gdy po dwóch latach rządów oddał władzę PO. Zresztą, podobnie było w 2018 roku, gdy po aferze z nagrodami PiS też tracił poparcie. Wtedy nawet dziennikarze "dobrej zmiany" przewidywali rychły koniec PiS.
To, co dzieje się teraz to jej zdaniem efekt drugiej kadencji i tego, że jest to Zjednoczona Prawica. – Również tego, że widać zmęczenie władzą – mówi.
Senator Bogdan Zdrojewski był wtedy szefem klubu PO w Sejmie. Został nim w 2006 roku, gdy to Platforma była w kryzysie, i był nim do końca kadencji w 2007 roku. – Jesteśmy przed momentem upadku. PiS się sypie. To jest efekt moich obserwacji nie z ostatniego miesiąca tylko od listopada ubiegłego roku, gdy pojawiły się pierwsze symptomy, że w PiS pęka – ocenia dzisiejszą sytuację w rozmowie z naTemat.
Była świadomość, że wybory do PE wygrali dzięki PO i mobilizacji swojego elektoratu. Że wybory do Sejmu wygrali ledwo, ledwo. Że dostała się Lewica i już jest im trudniej w Sejmie. Niespodziewana porażka do Senatu nadwyrężyła przekonanie o możliwości permanentnego wygrywania. Dziś istnieje bardzo poważna obawa w PiS, czy wygrają wybory prezydenckie. Nie ma już takiej buty i aroganckie.
Zdecydowaliśmy się na wariant z przedterminowymi wyborami, bo żadnego innego wyjścia nie było. Ale proszę też sobie przypomnieć, że w wyborach w 2007 roku PiS polepszyło swój wynik wyborczy o około 5 pkt. proc., czyli zdobyło prawie milion głosów więcej niż w 2005 roku. Zmienił się wtedy kod genetyczny PiS-u, który wchłonął znaczną część wyborców LPR i Samoobrony. Czytaj więcej
Poseł Tadeusz Aziewicz zaczął swoją pierwszą kadencję w Sejmie wraz z pierwszym rządem PiS. – Przyjechałem gotowy do pracy, a normalna praca nie była możliwa. Funkcjonowaliśmy od kryzysu do kryzysu, ciągle ogłaszane były przerwy w obradach. Pamiętam konflikty na linii Kaczyński-Giertych-Lepper, potem rozpad koalicji i wątpliwości dotyczące przedterminowych wyborów. Wielu z nas sądziło, że warto poczekać, by PiS do końca się wypalił. Jednak Tusk był zdeterminowany, aby rozwiązać Sejm i doprowadził do tego, to jego wielka historyczna zasługa – mówi naTemat.
Z różnych stron dochodzą sygnały o poważnych walkach poszczególnych frakcji. Jest to odczuwalne nie tylko w parlamencie, ale m.in. w spółkach skarbu państwa, gdzie wycinają się pisiewicze z różnych obozów, stąd ciągłe rotacje w zarządach.
Joanna Kluzik-Rostkowska, dziś posłanka KO, minister pracy w pierwszym rządzie PiS, mówi, że obecną sytuację kojarzy bardziej z końcówką rządów AWS. – Obserwowałam to jako dziennikarka. Pamiętam, jak wszystko zaczęło się wtedy sypać. Teraz też nie wytrzymują napięć. Jarosław Kaczyński nie panuje nad partią tak jak w roku 2006 czy 2007, jest starszy, sprawia wrażenie wyraźnie zmęczonego. W dodatku ośrodków władzy jest kilka – zauważa.
