
Poznaliśmy go w 2010 roku, kiedy podszywając się pod szefa Kancelarii Prezydenta chciał dostać własny program w TVP. Teraz wraca na fali afery Amber Gold. Dziennikarz "Gazety Wyborczej" przeprowadza własne śledztwo w sprawie Pawła Mitera, który "zasłynął" niedawno przekazaniem Marcinowi P., fałszywej notatki ABW informującej go o rzekomej operacji specjalnej wymierzonej właśnie w szefa parabanku.
Miter ma 27 lat, mieszka w jednym z wrocławskich apartamentowców i jeździ mercedesem. Jak mówi w rozmowie z Jackiem Harłukowiczem, nie pracuje, bo ma bogatą rodzinę. "Gazeta Wyborcza" pisze, że "wygląda jak rasowy hipster". Próbował studiować politologię i dziennikarstwo, ale mu nie wyszło. Podobnie jak nie wyszła "prowokacja" z marca 2010 roku.
Wtedy to podszywając się pod szefa Kancelarii Prezydenta, Jacka Michałowskiego próbował otrzymać własny program na antenie TVP. Na szczęście nic z tego nie wyszło, ale sam Miter utrzymuje, że była to jedynie prowokacja mająca pokazać mechanizmy działania w tej instytucji.
Teraz o Miterze znów zrobiło się głośno. I chyba o to głównie mu chodzi. A to wszystko za sprawą fałszywej notatki ABW.
ABW od razu poinformowała, że notatka to fałszywka.
Jak pisze Harłukowicz, szefowi Amber Gold przekazał ją właśnie Paweł Miter. Zdobył jego numer telefonu i tak rozpoczęła się ta dziwna znajomość. Miter potwierdza to pokazując dziennikarzowi kilkadziesiąt SMS-ów, które wymienił z Marcinem P. Pytany o to, czy sam sfałszował notatkę, zaprzecza.
Patrząc na jego przeszłość trudno jednak traktować to wszystko wiarygodnie. Oprócz "prowokacji" z TVP Miter był znany z "kwitów na Arabskiego". Autor przypomina, że nieco ponad rok temu w prokuraturze złożył zawiadomienie o możliwości popełnieni przestępstwa przez ówczesnego szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego. Śledztwo umorzono. Czytaj: Prokuratura obawia się, że Marcin P. popełni samobójstwo. Jest jednym z najbardziej chronionych więźniów w Polsce
Jeszcze wcześniej chłopak zgłosił się do wrocławskiego oddziału "Gazety Wyborczej" twierdząc, że został pobity ze względu na swoją działalność dziennikarską.
Cały materiał przeczytasz w "Gazecie Wyborczej"
