
Tajemnica lekarska przed ujawnieniem chroni wszystkie informacje, jakie lekarz może zdobyć o swoim pacjencie? Nic bardziej mylnego. Szczególnie, gdy dowie się, że człowiek siedzący w jego gabinecie może być groźnym przestępcą. Przesadna wiara w lekarski obowiązek zachowania poufności właśnie zgubiła groźnego pedofila, w schwytaniu którego pomógł... dermatolog.
REKLAMA
W dzisiejszym "Dzień Dobry TVN" jednym z gości był lekarz, który pomógł w schwytaniu pedofila wykorzystującego swoje dziecko. Jak dermatologowi się to udało? Dzięki podstępowi i dedukcji, która dała mu pewność, że jego mały pacjent musi być molestowany przez rodzica. Po przebadaniu dziecka i ojca okazało się, że cierpią na tę samą chorobę, która mogła zostać przeniesiona tylko podczas kontaktu seksualnego. Wtedy lekarz wiedział, że natychmiast musi powiadomić o wszystkim odpowiednie służby.
Czytaj również: Molestował dzieci, szkoła nie reagowała. Zapłaci 60 milionów. W Polsce trudno przełamać zmowę milczenia
Czy sam nie złamał jednak prawa i zachował się nieetycznie? O wszystkim dowiedział się przecież tylko dlatego, że krzywdzone dziecko i oprawca byli jego pacjentami. Mimo szczytnego celu, musiał więc zapomnieć, że obowiązuje go tajemnica lekarska, czyli konieczność zachowania dla siebie wszystkich informacji o pacjencie i jego otoczeniu, uzyskanych w związku z wykonywaniem czynności zawodowych.
Prawo nie zmusza do biernego milczenia
Zgodnie z obowiązującym prawem, lekarz musi utrzymać w tajemnicy także wszystko to, co w związku z badaniem ustalił samodzielnie. I pod żadnym pozorem nie wolno mu żadnych z tych informacji ujawnić publicznie w sposób umożliwiający identyfikację swojego pacjenta. Prawo mówi jednak, że jednym z wyjątków, które powalają medykom na chwilę zapomnieć o tajemnicy lekarskiej jest prawdopodobieństwo, że zachowanie pacjenta może stanowić niebezpieczeństwo dla jego życia lub zdrowia lub może on zagrażać innym osobom.
Zgodnie z obowiązującym prawem, lekarz musi utrzymać w tajemnicy także wszystko to, co w związku z badaniem ustalił samodzielnie. I pod żadnym pozorem nie wolno mu żadnych z tych informacji ujawnić publicznie w sposób umożliwiający identyfikację swojego pacjenta. Prawo mówi jednak, że jednym z wyjątków, które powalają medykom na chwilę zapomnieć o tajemnicy lekarskiej jest prawdopodobieństwo, że zachowanie pacjenta może stanowić niebezpieczeństwo dla jego życia lub zdrowia lub może on zagrażać innym osobom.
Żadnych wątpliwości, że w takich przypadkach tajemnica lekarska musi ustąpić większemu dobru nie ma też etyk medycyny, prof. Paweł Łuków. - Jeżeli chodzi o dziecko, lekarz miał obowiązek zgłosić, że jest ono ofiarą jakiejkolwiek przemocy. Pytanie może pojawić się w przypadku naruszenia tajemnicy dotyczącej ojca tego dziecka. Jednak nawet wtedy nie wydaje mi się, by powinien zostawić to wszystko dla siebie - ocenia.
Z etycznego punktu widzenia, na wspomnianym lekarzu ciążyło bowiem nie tylko poczucie odpowiedzialności zawodowej, ale także obowiązki wynikające ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości. - To oczywiste, że jeżeli mamy pewność, że ktoś jest ofiarą przestępstwa i mamy też informacje o tym, kto jest sprawcą, należy zawiadomić odpowiednie organy - tłumaczy etyk. Dodaje, że w tym przypadku ważne jest też to, jak informacje o przestępcy zostały ujawnione. Lekarz nie zrobił tego publicznie, ani nie próbował uprawiać samosądu np. w internecie. Natomiast natychmiast zgłosił się ze swoimi ustaleniami na policję.
- W takiej sytuacji, w jakiej został postawiony ten lekarz, obowiązek zachowania poufności powinien ustąpić dobru dziecka - podsumowuje Paweł Łuków.
