
Prowokacja "Gazety Polskiej Codziennie" jest od wczoraj tematem numer jeden. Monika Olejnik w swoim felietonie na łamach "Gazety Wyborczej" komentuje całą sytuację krótko: opadły mi ręce.
Telefon do sędziego, niby z Kancelarii Premiera, niby od asystenta Tomasza Arabskiego. Niecałe dwadzieścia minut rozmowy pokazały, że prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku był gotowy omawiać sprawę aresztu Marcina P. i terminu ewentualnej rozprawy. Zobacz: Prezes Sądu próbował konsultować się z Kancelarią Premiera w sprawie Marcina P. "Nie ma żadnego problemu"
Monika Olejnik pisze, że nigdy nie widziała tak "usłużnego sędziego".
Monika Olejnik
dziennikarka
Jak pisze dalej dziennikarka teraz właściwie nie wiadomo już czy Marcin P. siedzi w areszcie dlatego, że powinien, czy dlatego, że sędzia "wyczuł z tembru głosu niby-asystenta co należy zrobić".
Olejnik z przekąsem zauważa, że całą sprawę wykorzystuje standardowo już opozycja, która winę zwala na Tuska.
Cały felieton przeczytasz w "Gazecie Wyborczej".
