
Reklama.
Na kierowców padł blady strach, zwłaszcza na tych, którzy mają ciężką nogę i nie patrzą na limity prędkości. Od 1 lipca mogli w łatwiejszy sposób stracić prawo jazdy za prędkość i to w terenie niezabudowanym. Rządzący planowali zmienić kodeks drogowy i przepisy dotyczące prędkości w terenie zabudowanym rozszerzyć o teren niezabudowany.
I tak przekroczenie prędkości o 50 km/h poza miastem także skutkować miało zatrzymaniem prawa jazdy na trzy miesiące. Do tego prawodawca postanowił jeszcze bardziej skomplikować sprawę – zdecydowano się bowiem na wykreślenie z przepisów zapisu, który umożliwiał jeżdżenie z prędkością 60 km/h po terenie zabudowanym między godzinami 23 a 6 rano.
Te dwie zmiany należy jednak włożyć, póki co, między bajki, ponieważ nie trafiły one nawet do Sejmu, bo wraz z nimi planowano wprowadzić bezwzględne pierwszeństwo pieszych na pasach. Zapis, który miał znaleźć się w kodeksie został oprotestowany przez Politechnikę Krakowską oraz Tramwaje Warszawskie i ostatecznie nie trafił do Sejmu pod głosowanie. Chodziło o brzmienie nowego przepisu, który według krytyków nowych zapisów finalnie zmniejszał bezpieczeństwo zarówno pieszych jak i kierujących.
Przed nami wybory, a po nich wakacje. Najprawdopodobniej Sejm nie zdąży zająć się zmianami przed urlopami dla posłów. Do tematu wróci pewnie dopiero na jesieni.
Czytaj także: Ujawniono ważny raport ministerstwa. Tak polscy kierowcy szaleją przy przejściach dla pieszych
źródło: Motofakty.pl