
Niemal całą sobotę na Placu Teatralnym w Warszawie trwały uliczne wyścigi. Impreza odbyła się po raz trzeci i po raz trzeci wywołała protesty mieszkańców, skarżących się na hałas. W naTemat uważamy, że centrum miasta jest centrum dlatego, by dużo się w nim działo. Naszą uwagę zwrócił jednak inny problem. Dostaliśmy mail od jednej z mieszkanek ulicy prowadzącej na trasę wyścigów. Z bogato udokumentowanym opisem bezczynności Policji i Straży Miejskiej.
REKLAMA
I to już jest coś, czym zająć się warto. Po pierwsze dlatego, że przykłady lekceważenia obowiązków są na zdjęciach czytelniczki naTemat ewidentne. Po drugie dlatego, że zdjęcia pokazują czarno na białym o co chodzi. I wreszcie last but not least, bo sam ostatnio czekałem w Warszawie na pomoc Straży Miejskiej (i się jej nie doczekałem) i sam dzwoniłem na Policję na numer 112 (i nikt nie odebrał przez długie minuty). Więc zastanawiam się, jak są wydawane pieniądze z mojego PIT-u, których część zostaje każdego roku w budżecie miejskim.
Jeśli jesteście z innych miast napiszcie, jak u Was jest z czasem reakcji i ogólną życzliwością i chęcią pomocy Policji i Straży Miejskiej.
A oto list czytelniczki:
Mieszkam na ulicy Senatorskiej w Warszawie. Od rana obserwowałam pracę Policji, która robiła co mogła, żeby nie wiedzieć źle parkujących aut, które zastawiały chodniki, przejścia dla pieszych, trawniki, a nawet jezdnię. Wszystko to pod okiem spacerujących patroli policyjnych, oraz przy znaku zakazu wjazdu na Senatorską.
Już zanim impreza się zaczęła, poprosiłam patrol policyjny złożony z dwóch kobiet o interwencję. Pokazałam palcem źle zaparkowane auta i ... zostałam wyśmiana. Sfotografowałam je, kiedy chowały się w parku przez większą część imprezy.
Sfotografowałam także inny patrol, do którego się zgłosiłam z prośbą o interwencję - kobieta i mężczyzna (nr leg 659806 i 694808). I co? I sama zostałam spisana!
Żeby zmusić ich do konfrontacji z łamaniem przepisów drogowych, zaczęłam iść w stronę domu zamiast podać policjantowi moją datę urodzenia, po tym jak dostał już imię i nazwisko, adres, oraz imiona rodziców. Policjant rzucił się za mną w pogoń krzycząc żebym się zatrzymała. Twardo szłam w stronę swojej klatki schodowej pokazując mu po kolei źle zaparkowane auta. Nie zatrzymał się przy żadnym, za to siłował się ze mną przy wejściu do klatki. Tak!
W mieszkaniu zadzwoniłam od razu po Straż Miejską. Przyjechali po 2,5h. Spisali parę aut i odjechali zostawiając bez mandatu auto stojące wprost na przejściu dla pieszych. Dalej tam stoi. Mam 39 lat i chcę przestać płacić na te służby! Po prostu się poddaję.
Uroczyście oświadczam, że rezygnuję z usług Policji i Straży Miejskiej. Nie chcę, żeby moje pieniądze były w taki bezczelny sposób marnowane. Czy jest jakiś sposób, żeby moje pieniądze do nich nie trafiały? Jak to wyegzekwować? I niech miasto nie mówi, że wspaniale zabezpiecza imprezę i dba o dobro mieszkańców! Bo to zwyczajnie nie jest prawda.