
Izraelskie firmy już grożą rządowi, że nie wstrzymają działalności, jeśli nie otrzymają odszkodowań. Dziennik "Jerusalem Post" pisze, że z powodu drugiego lockdownu w tym kraju pracę może stracić 300 tys. osób.
REKLAMA
Rząd Izraela zdecydował się na drastyczne kroki. W najbliższy piątek w tym kraju rozpoczyna się drugi lockdown.
Ograniczenia zaczną obowiązywać w w piątek, w przeddzień święta Rosz Haszana, czyli żydowskiego Nowego Roku. Kolejny lockdown ma potrwać co najmniej trzy tygodnie. Zamknięte zostaną między innymi szkoły, restauracje, centra handlowe i hotele. Otwarte mają pozostać supermarkety i apteki.
Otwarte będą mogły być te firmy prywatne, które nie przyjmują klientów. Natomiast sektor publiczny ma działać, ale z mniejszą liczbą pracowników.
Do tego wprowadzone zostaną także ograniczenia w przemieszczaniu się. W czasie lockdownu Izraelczycy będą musieli pozostać w promieniu 500 metrów od swoich domów. Dozwolone będą podróże do pracy.
– To nie będą takie święta, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. I na pewno nie będziemy mogli świętować z naszymi dalszymi rodzinami – przyznał w telewizyjnym wystąpieniu premier Izraela Benjamin Netanjahu. Tłumaczył, że ograniczenia to skutek kolejnego dużego wzrostu liczby zakażeń.
Czytaj także: 20 tys. osób w szkołach na kwarantannie. Przypadek tego kraju powinien być przestrogą dla wszystkich
W proteście przeciw obostrzeniom ze stanowiska zrezygnował minister ds. budownictwa Jaakow Licman, który na początku pandemii pełnił funkcję ministra zdrowia. Polityk skrytykował wprowadzenie restrykcji, które ograniczą możliwość uczestniczenia we wspólnych modlitwach w synagogach podczas świąt Rosz Haszana i następującego po nim Jom Kipur.
źródło: "Jerusalem Post"
