
Reklama.
Jarosław Kaczyński lubi takie powroty. Np. ustrojowo pieczołowicie rekonstruujemy PRL. Prezes PiS-u ukształtował się w tamtym systemie i przez 30 lat wolnej Polski nie zdołał z niego wyrosnąć. Od pięciu lat - systematycznie, po kawałku - przywraca nam Polskę Ludową na wielu poziomach.
Wróciła figura I sekretarza, nomenklatura, obsesja antyniemiecka, centralizacja, nagonka na „prywaciarzy” (przedsiębiorców),zblatowane z rządem związki zawodowe, wymiar sprawiedliwości podporządkowany władzy wykonawczej i tak dalej. Pełna restauracja dyktatury ciemniaków jest blisko.
Jednak na niektórych odcinkach wracamy jeszcze dalej. Np. propaganda w TVP, jak i wytwarzanie podziałów społecznych sięga aż do swych korzeni, czyli do lat 30-tych ubiegłego wieku. Jarosław Kaczyński straszący uchodźcami, którzy przenoszą „pasożyty i pierwotniaki” wpisywał się w narrację III Rzeszy o Żydach zarażających tyfusem plamistym.
A powtarzane przez polityków prawicy i rządowe media hasła o „ideologii LGBT”, trafnie opisał badacz nazistowskiego języka, Victor Klemperer: „niekończące się powtórzenia mają na celu uczynienie wiarygodnym tego, co fikcyjne, i pożądanym tego, co złe”. Kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą.
Teraz nadszedł - za sprawą nowego ministra edukacji i nauki - czas na powtórkę z
epoki wiktoriańskiej. Przemysław Czarnek zaleca polskim kobietom, by czyniły to, do czego „powołał je Pan Bóg”, czyli rodziły dzieci, a nie zajmowały się swoją edukacją i karierą. Mają też czekać na niewiernych i pijanych mężów, aż ci „sponiewierani przez życie, ale wrócą i nawrócą się”. Pełnić jedyną funkcję kreowania ogniska domowego.
epoki wiktoriańskiej. Przemysław Czarnek zaleca polskim kobietom, by czyniły to, do czego „powołał je Pan Bóg”, czyli rodziły dzieci, a nie zajmowały się swoją edukacją i karierą. Mają też czekać na niewiernych i pijanych mężów, aż ci „sponiewierani przez życie, ale wrócą i nawrócą się”. Pełnić jedyną funkcję kreowania ogniska domowego.
Wydawało się, że takie bezalternatywne ujęcie roli kobiety w społeczeństwie dawno wylądowało na śmietniku historii. Już w 1867 roku Narcyza Żmichowska zalecała płci pięknej: „Uczcie się, jeśli możecie, i myślcie o tym, żebyście sobie same wystarczyły, bo w razie potrzeby nikt na was z opieką i wsparciem nie czeka”. Edukacja miała dać kobietom niezależność życiową i szansę na indywidualny rozwój. Tak się też stało.
Jednak mężczyźni ze Zjednoczonej Prawicy nie mogą się pogodzić z osiągnięciami feminizmu. Stąd te marzenia, by wrócić do układów dziewiętnastowiecznych, gdzie kobiecy popęd płciowy leczono zimnymi kąpielami, za homoseksualizm wsadzano do więzienia, a żona miała być „aniołem w domu”.
Tamte wzorce są kopiowane łącznie z towarzyszącą im hipokryzją. W nasyconej „moralnością” epoce wiktoriańskiej mocno rozwinęła się prostytucja, u nas najgłośniejszymi piewcami konserwatywnych zasad są panowie pokroju Stanisława Pięty, którego igraszki z kochanką śledziło pół Polski.
Obserwując pilnie to, co się dzieje wokół, można zaryzykować stwierdzenie, że PiS intensywnie wspiera cofkę aż do czasów przedoświeceniowych. Wespół w zespół z Kościołem Katolickim. To abp Marek Jędraszewski ubolewał w 2018 roku, że „Europa pragnie za wszelką cenę manifestować triumf rozumu nad religijnością”. Wiadomo, nie ma to jak ciemnota i zabobon. A jak wierni bezrozumni, to łatwiej nimi sterować.
To bardzo na rękę populistom, także tym ze Zjednoczonej Prawicy. Bo właśnie to oni są mocni w uproszczeniach, półprawdach, fake newsach. To oni inspirują spiskowe teorie, im służy niszczenie autorytetów naukowych oraz instytucji. Boją się postępu, stąd mają do zaoferowania regres. Nie mają pojęcia, jak odpowiedzieć na wyzwania czy ryzyka przyszłości, dlatego wracają do starych czasów.
I dlatego nie stawiają zdecydowanej tamy np. ruchom antyszczepionkowym (Andrzej Duda: Nie szczepię się, bo nie), koronasceptykom (Mateusz Morawiecki: Tego wirusa już nie ma), czy kreacjonistom, którzy próbują z programów nauczania wyrugować Darwina, bo to przecież „Bóg stworzył świat w sześć dni” (Marek Kuchciński raczył zorganizować na ten temat konferencję w Sejmie).
Ostatnio w drodze na przystanek autobusowy dostrzegłam billboard. Na nim brudne dłonie trzymają okrwawioną hostię. Napis: „STOP Komunii Świętej na rękę!”. Okazuje się, że to akcja Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Piotra Skargi. Chce dać odpór zaleceniom hierarchów, by w trakcie epidemii nie podawać opłatka do ust. Zaś podanie go na rękę przyczynia się - zdaniem Stowarzyszenia - do „masowej utraty wiary w realną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i profanacji”.
Członkowie Stowarzyszenia w ogóle nie dostrzegają zagrożenia, jakie może nieść ze sobą kontakt jednej ręki księdza z wieloma ustami wiernych. Więcej - przekonuje się nas, że nie ma żadnego ryzyka epidemicznego (!), powołując się na opinię... włoskich lekarzy katolików. Tak w praktyce kwestionuje się ustalenia rozumu i nauki. Co przed nami? Tu trzeba odpowiedzieć cytatem z „Seksmisji”: „Ciemność widzę! Ciemność!”.