Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jeżeli wicepremier Jarosław Kaczyński rzeczywiście przeniósł się z Żoliborza do rządowej willi przy ul. Parkowej, z pewnością nie uchroniło go to przed odczuciem gniewu Polek i Polaków. Warszawski protest swój finał znalazł bowiem właśnie tam.

REKLAMA

Późnym piątkowym wieczorem w okolicach ul. Parkowej w Warszawie zgromadziło się co najmniej kilka tysięcy Polek i Polaków, którzy wcześniej protestowali w innych częściach stolicy.

Czytaj także: "Nie można zmuszać do heroizmu". Poseł PiS wyznał, że nie cieszy go orzeczenie TK

Szczelnie wypełnili oni przyległe uliczki i stamtąd skandowali hasła, które miały dotrzeć do rządzących, a przede wszystkim do wicepremiera oraz prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego.

Ku zaskoczeniu wielu, w pewnym momencie do protestu dołączyli warszawscy taksówkarze - to środowisko nie jest raczej kojarzone z liberalnymi, a tym bardziej feministycznymi poglądami.

Czytaj także: Protestujący odeszli spod domu Kaczyńskiego. 15 tys. osób poszło przed budynek Sejmu

Sprawy nad Wisłą zaszły jednak tak daleko, iż cześć taksówkarzy zdecydowała się wesprzeć walkę o podstawowe prawa kobiet w Polsce.

Kilkukrotnie w okolicach rządowej willi, w której ma przebywać de facto najważniejszy człowiek w państwie, doszło do zaostrzenia sytuacji. Cześć najbardziej krewkich demonstrantów zaczęła napierać na kordon policjantów, inni odpalili race.

Czytaj także: Trzaskowski reaguje na brutalność policji. "Nie pozwolę na naruszanie praw obywatelskich"

Mówi się o co najmniej kilku osobach, które miały zostać zatrzymane podczas piątkowych wydarzeń.

Około godz. 23:00 większość protestujący zaczęła się jednak rozchodzić. Mała grupa osób związanych z organizatorami demonstracji ma pozostać na ulicach stolicy do momentu, w którym będzie wiadomo, ilu jest zatrzymanych i co im grozi.

Czytaj także: Chodakowska zaskoczyła. Żarliwa przeciwniczka aborcji też protestuje po wyroku TK