
Według ustaleń "Gazety Wyborczej", premier Mateusz Morawiecki godziny przed ogłoszeniem zamknięcia cmentarzy miał polecieć rządowym samolotem do Wrocławia. Szef rządu udał się tam na pogrzeb kolegi, chociaż takie wykorzystanie samolotu jest możliwe tylko w ramach wykonywania obowiązków służbowych.
REKLAMA
Do Wrocławia Mateusz Morawiecki przyleciał w piątek o godz. 9:20. Było to kilka godzin przed ogłoszeniem zamknięcia cmentarzy od 31 października do 2 listopada. Jak podaje "Gazeta Wyborcza" na pokładzie samolotu oprócz załogi był tylko premier i kilku oficerów SOP.
Jak ustaliła gazeta, Morawiecki oprócz wizyty na pogrzebie przyjaciela Bernarda Bednorza, nie robił nic innego. Nie miał we Wrocławiu żadnych spotkań wynikających z pełnionej funkcji. – Na uroczystości był tylko z matką. Towarzyszyło mu zaledwie kilku ochroniarzy. Wyglądało, jakby nie chciał rzucać się w oczy – mówi jeden z informatorów "GW".
Po uroczystości premier wrócił do Warszawy. Także samolotem. Gazeta zapytała o tę podróż Kancelarię Premiera i dlaczego miała ona taki status, ale nie dostała odpowiedzi.
Przypomnijmy, że już jedna z najważniejszych osób w kraju poniekąd straciła stanowisko przez nadużywanie rządowych maszyn, żeby latać do domu. Był to marszałek Sejmu Marek Kuchciński.
Czytaj także: Drogi marszałek Kuchciński. Podniebne podróże polityka PiS kosztowały Polaków miliony
Czytaj także: Drogi marszałek Kuchciński. Podniebne podróże polityka PiS kosztowały Polaków miliony
źródło: "Gazeta Wyborcza"
