
Mateusz Morawiecki nie ma wątpliwości, że ostatnia fala protestów w Polsce przyczyniła się do wzrostu zakażeń koronawirusem. Powołał się na ustalenia grupy ekspertów z Uniwersytetu Warszawskiego. Ci jednak... odcięli się od tego, co powiedział premier.
REKLAMA
Premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej powołał się na raport naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego, w którym miał znaleźć informację o tym, iż ostatnie manifestacje mają duży wpływ na epidemię. Nie podał jednak autorów tej opinii ani nie przytoczył ich żadnej publikacji.
Okazało się, że chodzi o ekspertów z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Uniwersytetu Warszawskiego. Oni sami wydali oświadczenie, dotyczące słów szefa rządu.
"W obecnym stadium rozwoju modelu nie jesteśmy metodologicznie przygotowani, aby uwzględnić w sposób odpowiedzialny tego typu zgromadzenia jako odrębny czynnik.
Nieuprawnione jest stwierdzenie, że z modelu ICM UW wynika, iż protesty uliczne mogą zwiększyć liczbę stwierdzonych przypadków z 25 tys. na 31 tys." – przekazano 3 listopada.
Nieuprawnione jest stwierdzenie, że z modelu ICM UW wynika, iż protesty uliczne mogą zwiększyć liczbę stwierdzonych przypadków z 25 tys. na 31 tys." – przekazano 3 listopada.
Tym samym naukowcy odcięli się od słów Morawieckiego, ale jeszcze w środę premier uparcie stał przy swoim.
– Według analiz specjalistów z Uniwersytetu Warszawskiego, każdego dnia wzrost liczby zakażeń na skutek protestów ulicznych może wynosić ok. 5 tys. osób każdego dnia. Po miesiącu możemy mieć ok. 150 tys. osób więcej niż mielibyśmy gdyby każdy trzymał się tych zasad, które określamy – przekonywał.
Dodajmy, że wpływ protestów w ramach Strajku Kobiet na liczbę zakażeń, to tak naprawdę znak zapytania. Prof. Krzysztof Simon w rozmowie z Onetem zwrócił uwagę, że większe ryzyko zakażenia koronawirusem zachodzi w zamkniętych pomieszczeniach, a protesty odbywają się na otwartej przestrzeni.
