
Minister sprawiedliwości zapewnia, że nie prosił szefa gdańskiego sądu okręgowego o akta afery sopockiej. Ryszardowi Milewskiemu grozi sądem i ocenia, że nowe zarzuty to wynik zbliżającego się posiedzenia KRS, która może odwołać Milewskiego ze stanowiska.
REKLAMA
Ryszard Milewski zarzuca Jarosławowi Gowinowi, że ten zażądał od niego akt afery sopockiej, bo wśród nich znajduje się stenogram ze spotkania, w którym Gowin brał udział. – Jest to kłamstwo, które skończy się w sadzie - nigdy z Milewskim o aktach nie rozmawiałem – zapewnił Jarosław Gowin w "Jeden na jeden" w TVN24. Przyznał, że był na spotkaniu organizowanym przez Jacka Karnowskiego, prezydenta Sopotu.
– Jednak nigdy z Milewskim na ten temat nie rozmawiałem – zapewnił. – Jedyna rozmowa, którą odbyłem, dotyczyła prowokacji dziennikarskiej, którą Milewski zresztą przedstawił w zupełnie innym świetle – relacjonował minister sprawiedliwości. Tłumaczył, że było to spotkanie towarzyskie, na którym nie rozmawiano o kwestiach biznesowych. – Na pewno było więcej osób niż wymieniono – mówił Gowin. Wśród gości miał być m.in. prezes Naczelnej Rady Adwokackiej.
Zobacz też: Ryszar Milewski, prezes sądu w Gdańsku kontratakuje: Gowin politycznie rozgrywa całą aferę pod siebie
– W 2008 roku nie wiedziałem o czymś takim jak "afera sopocka" – zapewniał w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim polityk PO. W jego ocenie zarówno informacja podana przez RMF FM, jak i wczorajszy wywiad dla "Gazety Wyborczej", są ściśle związane z wnioskiem o odwołanie Milewskiego, który jutro będzie rozpatrywała Krajowa Rada Sądownictwa. – Tonący brzytwy się chwyta – stwierdził Gowin.
Gowin odpierał zarzuty, które podniósł we wczorajszej rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Ryszard Milewski. Sędzia zarzucił, że Wojciech Hajduk, ówczesny dyrektor departamentu w MS, żądał by zdymisjonowano pracowników sądu i pozwolono to ogłosić Gowinowi. Potwierdził, że taka rozmowa miała miejsce, ale na pewno nie miała przebiegu przedstawionego w wywiadzie dla "GW".
Minister sprawiedliwości bronił swojej opinii o "duchu prawa". – Samo sformułowanie było niefortunne, treść mojej wypowiedzi podtrzymuję – zapewnił gość Bogdana Rymanowskiego. Mówił też o spotkaniu z sędziami, którzy mieli go poprzeć. – W sytuacji gdy litera nie jest jasna, a tak często jest, to postępują zgodnie z duchem prawa – relacjonował.
Podobnie mówił o "sitwie". – Jeżeli prezes Milewski używa takich zarzutów, to te słowa są coraz bardziej aktualne – mówił Gowin. Tłumaczył, że miał tu na myśli konkretnie Gdańska. Co więcej, według Gowina, nic nie wskazuje na to, że Marcin P. był chroniony przez wymiar sprawiedliwości. Tłumaczył, że sitwa to "część środowisk prawniczych, które sprzeciwiają się reformie prokuratury i sądownictwa".
– W sprawie niejasnych przepisów Polacy nie oczekują, że będę się chował za przepisany, Polacy oczekują od rządu działań – tłumaczył Gowin. Relacjonował też spotkanie z premierem Tuskiem, do którego doszło już po niefortunnej wypowiedzi ministra. – Miałem poczucie, że premier w pełni akceptuje kierunek moich działań – ocenił.
