
Pogrzeby prawosławnych duchownych w Serbii i Czarnogórze stały się ogniskami koronawirusa. Wielowiekowa tradycja wyparła nawet reguły bezpieczeństwa w czasie epidemii covid-19.
REKLAMA
Metropolita Czarnogóry i Przymorza biskup Amfilochiusz zmarł 30 października na koronawirusa. Pogrzeb patriarchy odbył się 1 listopada z całkowitym pominięciem obostrzeń w czasie epidemii covid-19.
Uczestnicy uroczystości nie mieli masek i nie zachowywali dystansu. Wielu z nich zgodnie z tradycją ucałowało ręce i czoło zmarłego hierarchy.
W rezultacie podczas pogrzebu zaraziły się setki, jeśli nie tysiące wiernych. Sam Amfilochiusz zachęcał też do nietypowych metrod walki z koronawirusem. W maju wzywał do organizowania pielgrzymek jako "boskiej szczepionki" na epidemię.
Wśród zakażonych był Irinej – Ireneusz, patriarcha Serbii, który celebrował pogrzeb Amfilochiusza. Zwierzchnik Kościoła prawosławnego Serbii trafił do szpitala trzy dni później z rozpoznanym zakażeniem. Zmarł w zeszły piątek. Również w jego pogrzebie uczestniczyły tysiące wiernych. Wielu z nich całowało jego zwłoki.
"Gazeta Wyborcza" przypomina, że już w maju aresztowano Joannice, innego biskupa Serbskiego Kościoła Prawosławnego w Czarnogórze, tak jak siedmiu innych kapłanów. Powodem było zorganizowanie procesji w Niksici, mimo obowiązujących obostrzeń.
Uwięzienie duchownego skończyło się zamieszkami w Czarnogórze, a także oficjalnymi protestami metropolity Moskwy Hilariona, prezydenta Serbii Aleksandara Vucicia oraz patriarchy Serbii Ireneusza.
Czytaj także: Nie żyje ksiądz z Garwolina. Był zakażony koronawirusem
