
Te rozmowy dowodzą, że de facto nie jest to szpital, lecz propagandowa hucpa. Renata Kim w "Newsweeku" opisuje, jak wygląda leczenie w szpitalu tymczasowym na Stadionie Narodowym w Warszawie.
Leczenie na Narodowym
Kiedy tymczasowy szpital na Stadionie Narodowym ruszał na początku listopada, zapowiadano, że przyjmie 1200 covidowych pacjentów – przypomina tygodnik. Rzeczywistość wygląda zgoła inaczej.Jesteśmy wszyscy bardzo źli na Szpital Narodowy, umieszczenie tam pacjenta graniczy z cudem. Jeśli ma niewyrównaną cukrzycę – nie wezmą, zaburzenia gazometryczne – nie wezmą. Próbowałem przenieść tam chorego, bo u nas nie było miejsca, ale po półgodzinnej rozmowie telefonicznej dostałem odmowę. A pracujący tam kolega radiolog narzeka, że nie ma komu robić badań, bo pacjentów jest tak mało. Śmiejemy się gorzko, że chory musi być zdrowy, żeby tam trafić.
Wbrew zapewnieniom władz w szpitalach na Mazowszu nie ma wolnych miejsc, wręcz przeciwnie, placówki są przepełnione. A Narodowy nie przyjmuje.
Trudno w tym odnaleźć sens i logikę. Także wśród pacjentów, którzy spełnili kryteria i trafili na Narodowy. Oni przyznają, że mogą tam liczyć na opiekę wyśmienitą. Personel lekarski to w zdecydowanej większości młodzi rezydenci, którzy z poświęceniem zajmują się chorymi.
Chorzy na Narodowym
"Newsweekowi" udało się skontaktować z 50-letnim panem Tomaszem. Gdy trafił na Narodowy, był jednym z 20 pacjentów. Teraz zajętych łóżek jest nieco więcej, około 35. Jedyne, na co może narzekać, to na ciągły hałas. I brak jakiejkolwiek intymności, bo wszyscy leżą obok siebie, bez przedzielenia choćby parawanami.Opieka jest znakomita. O cokolwiek poproszę, dostaję. (...) I wszystko z uśmiechem, serdecznie. To młody personel, prawie sami rezydenci, wielu z nich już przeszło COVID, niektórzy nawet dwa razy. Podziwiam ich. Chcą nas leczyć, ale nie mają wpływu na to, ilu pacjentów dostaną. Chcieliby więcej, bo wiedzą, że mają tu warunki do leczenia. Szkoda, że ktoś to blokuje. Dla nas, pacjentów, to dobrze, ale inni ludzie niepotrzebnie cierpią.
Farsa na Narodowym. Lekarz: mieszkam w pięciogwiazdkowym hotelu, siedzę w pustym szpitalu