
Te rozmowy dowodzą, że de facto nie jest to szpital, lecz propagandowa hucpa. Renata Kim w "Newsweeku" opisuje, jak wygląda leczenie w szpitalu tymczasowym na Stadionie Narodowym w Warszawie.
Leczenie na Narodowym
Kiedy tymczasowy szpital na Stadionie Narodowym ruszał na początku listopada, zapowiadano, że przyjmie 1200 covidowych pacjentów – przypomina tygodnik. Rzeczywistość wygląda zgoła inaczej.
Za grube miliony urządzono propagandową pokazówkę. Kancelaria Premiera raz po raz z dumą obwieszczała każdy kolejny etap prac nad uruchomieniem szpitala. Wyliczano, ile kilometrów przewodów elektrycznych położono, ile kilometrów rur miedzianych do tlenu zamontowano. W stadionowych pomieszczeniach ustawiono 300 łóżek, w tym 45 stanowisk intensywnej terapii. I co? I w większości świecą pustkami.
Kryteria przyjęć pacjentów są bardzo wyśrubowane. W efekcie na SOR-ach innych szpitali w Warszawie jest nadal tłok, a na Narodowym cisza i spokój. Lekarze przyznają, że raz po raz dzwonią tam z prośbą o przyjęcie pacjenta, dla którego w ich placówce nie ma miejsca. Właściwie zawsze spotykają się z odmową.
Trudno w tym odnaleźć sens i logikę. Także wśród pacjentów, którzy spełnili kryteria i trafili na Narodowy. Oni przyznają, że mogą tam liczyć na opiekę wyśmienitą. Personel lekarski to w zdecydowanej większości młodzi rezydenci, którzy z poświęceniem zajmują się chorymi.
Chorzy na Narodowym
"Newsweekowi" udało się skontaktować z 50-letnim panem Tomaszem. Gdy trafił na Narodowy, był jednym z 20 pacjentów. Teraz zajętych łóżek jest nieco więcej, około 35. Jedyne, na co może narzekać, to na ciągły hałas. I brak jakiejkolwiek intymności, bo wszyscy leżą obok siebie, bez przedzielenia choćby parawanami.
– Wiem wszystko o dolegliwościach kilkunastu osób z sąsiedztwa, bo leżymy blisko siebie, bez żadnych parawanów. Wszyscy w dwóch boksach, po 16 łóżek. Spać można tylko na boku albo na brzuchu, więc siłą rzeczy patrzysz na sąsiada, który cierpi bardziej lub mniej niż ty. Ewentualnie chrapie – opowiada pan Tomasz.
Mężczyzna trafił na Narodowy z SOR-u szpitala przy Lindleya z rozpoznaniem obustronnego zapalenia płuc. Na miejscu czekał na niego cały sztab medyków. I tak pozostało.
Czytaj także:
Nagła zmiana ws. Szpitala Narodowego. Są nowe kryteria przyjęć pacjentów Farsa na Narodowym. Lekarz: mieszkam w pięciogwiazdkowym hotelu, siedzę w pustym szpitalu
Po tym, jak wyciekły informacje, w jakich warunkach odbywa się leczenie w Szpitalu Narodowym, postanowiono nieco poluzować kryteria przyjmowania chorych. Wykreślono m.in. warunek, że chory nie może mieć zapalenia płuc.

Więcej na ten temat w najnowszym wydaniu tygodnika "Newsweek".