Zofia Nierodzińska została wezwana na przesłuchanie do Żandarmerii Wojskowej.
Zofia Nierodzińska została wezwana na przesłuchanie do Żandarmerii Wojskowej. Fot. Facebook / Zrzut z filmu Zofii Nierodzińśkiej

Wyciągnęła z torby jajka i zaczęła rzucać nimi w drzwi jednego z poznańskich kościołów. Swoją akcję nagrała i wrzuciła do sieci. Teraz Zofii Nierodzińskiej, feministce i zastępczyni dyrektora Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu, grozi jej do dwóch lat więzienia.

REKLAMA
Kościół, który kobieta obrzuciła jajkami to kościół garnizonowy. A jego proboszcz – jak informują dziennikarze "Gazety Wyborczej" w poznaniu – to wpływowy ksiądz - oficer, kapelan wojskowej żandarmerii, sądu i prokuratury. Dlatego też Zofię Nierodzińską na przesłuchanie wezwał Wydział Żandarmerii Wojskowej w Poznaniu.
Zofia Nierodzińska obrzuciła obrzuciła kościół jajkami 24 października, wtedy właśnie trwały największe protesty spowodowane decyzją Trybunału Konstytucyjnego, który uznał tzw. embriopatologiczną przesłankę aborcji za niezgodną z polską konstytucją.
Film dokumentujący to zdarzenie Nierodzińska opatrzyła komentarzem: "Chyba nie było to najrozsądniejsze, ale jesteśmy na wojnie, prawda?". Po niecałym miesiącu kobieta otrzymała wezwanie z komisariatu policji. Napisano w nim, że jest wezwana "w charakterze sprawcy wykroczenia w sprawie o wykroczenie z art. 65 Kodeksu wykroczeń". Artykuł ten odnosi się do "Wprowadzenia w błąd organu państwowego lub instytucji".
Zofia Nierodzińska
Wypowiedź dla "Gazety Wyborczej"

To jest nieprawda, nie było takiego zdarzenia. Policja zaskoczyła mnie na ciemnej klatce schodowej. Policjanci szukali mnie i pytali moich sąsiadów, czy ja tu gdzieś mieszkam. Obeszli wszystkich sąsiadów, traktuję to więc jako próbę zastraszenia, jakiś performance władzy.

Gdy na nich trafiłam, powiedziałam, że chcę zadzwonić do prawnika. Zrobiłam to, a po kontakcie z prawnikiem pokazałam policjantom dowód i podałam im wszystkie dane. Policjanci nie chcieli mi nic wręczyć, chcieli sprawdzić, czy mieszkam pod tym adresem.

Kolejne wezwanie było już wezwaniem z Wydziału Żandarmerii Wojskowej w Poznaniu. Tym razem chodziło już o obrazę uczuć religijnych.
"Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2" – brzmi art. 196 Kodeksu karnego.
– Obrazić można podmiot, czyli człowieka, a nie budynek. Do jakiej więc obrazy doszło, skoro nikogo tam nie było? To był akt mojej głębokiej niezgody na to, co się stało z pseudotrybunałem i jego pseudoorzeczeniem. Ale na pewno nie miałam takiej intencji, żeby obrazić wiernych i jakąś konkretną osobę. Był to gest emancypacji. Jestem zdziwiona, że ktoś poczuł się tym osobiście obrażony. Pismo z żandarmerii przyniosło mi do domu dwóch uzbrojonych żandarmów – mówiła dyrektorka poznańskiej galerii.
Na przesłuchanie do żandarmerii poszła z prawnikiem. Przed budynkiem Żandarmerii Wojskowej, gdzie Zofia Nierodzińska była przesłuchiwana, odbyła się pikieta w jej obronie. Demonstranci krzyczeli m.in. "Wszystkich nas nie zamknięcie!", "Jest opresja, jest i opór!".

Czytaj także: