
Przy identyfikacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej pojawia się coraz więcej znaków zapytania. Dwa i pół roku po katastrofie nie wiadomo właściwie kto był przy identyfikacji oraz czy oprócz Anny Walentynowicz przypadkiem nie pomylono więcej ciał. Jedną z osób obecnych przy identyfikacji ofiar była zakonnica Maria Ślipek, która o wszystkim opowiada w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". Sprawa jest w toku, bo jak nieoficjalnie dowiedziała się gazeta możliwe jest nawet piętnaście ekshumacji.
Zakonnica była przy identyfikacji, bo – jak mówi – przebywała wtedy w Rosji i jedna ze współsióstr zadzwoniła z pytaniem, czy nie chce pomodlić się za ofiary katastrofy smoleńskiej. Ciała przewieziono wtedy do Biura Ekspertyz Medycyny Sądowej. Zakonnica wyjaśnia "Rzeczpospolitej", że ofiary katastrofy identyfikowano po tzw. "pierwszym rozpoznaniu".
Ze słów zakonnicy wynika, że identyfikacja ofiar katastrofy smoleńskiej opierała się głównie na pytaniach o rzeczy osobiste i pamiątki znalezionych bezpośrednio przy ofiarach. Niektóre ciała były tak zmasakrowane, że rozpoznanie było możliwe tylko właśnie dzięki np. dokumentom, które jakimś cudem się uchowały. Zdarzały się także przypadki, gdy rodzina bez żadnych wątpliwości rozpoznawała swojego bliskiego. Czytaj: Ewa Kopacz: Nie byłam przy identyfikacji Anny Walentynowicz. Nie mam problemu ze słowem przepraszam
Były jednak także przypadki, które nie rozwiewały wątpliwości. Rosjanie zaproponowali dalekiemu krewnemu ofiary, który przyjechał identyfikować ciało, aby zrobić badania DNA. Siostra mówi "Rz", że to jednak niewiele by dało, bo chłopak wyjaśniał, iż jest zbyt daleką rodziną i badanie nic nie wykaże.
W pierwszych dniach zidentyfikowano około 40 ciał, potem prokuratorzy poinformowali, że rozpoczyna się "długa i trudna identyfikacja", wiele ciał było rozczłonkowanych.
Zobacz: Prokuratura po ekshumacji Anny Walentynowicz potwierdza: Zamieniono ciała ofiar katastrofy smoleńskiej Do tej pory wykonano pięć ekshumacji, ale wojskowi śledczy przyznają się, że będą konieczne kolejne cztery. "Rzeczpospolita" nieoficjalnie dowiedziała się, że wątpliwości jest jeszcze więcej, a ostateczna liczba ekshumacji może sięgać nawet piętnastu.
Jak mówi w rozmowie z "Rz", były wiceprokurator generalny ewentualne błędy przy identyfikacji można było naprawić już w Polsce. Wystarczyło otworzyć zamknięte w Rosji trumny, na co zgodę musiał wydać prokurator.
Cały wywiad w "Rzeczpospolitej".
