
Solidarna Polska to "pożyteczni idioci" Donalda Tuska, a demokracja Roberta Biedronia to "geje biegający po ulicy z gołą pupą" – stwierdził na antenie Radia Zet rzecznik PiS Adam Hofman.
REKLAMA
W programie "7 Dzień Tygodnia" w Radiu Zet politycy dyskutowali o wczorajszym marszu "Obudź się Polsko" zorganizowanym przez środowiska prawicowe na czele z PiS i Solidarną Polską, oraz o sejmowej debacie na temat katastrofy smoleńskiej. Nie obyło się bez kłótni.
Prezydencki minister Tomasz Nałęcz oburzał się na słowa posła PiS Krzysztofa Szczerskiego. Podczas wczorajszej partyjnej konwencji mówił on, że "lokator jednego pałacu siedzi w niemieckiej kieszeni, a drugiego w budzie ruskiej". – Kpić z nazwiska i nazwy w Polsce to dowód braku wychowania i chamstwa – stwierdził Nałęcz.
Zdaniem Roberta Biedronia, posła Ruchu Palikota, wczorajszy marsz to wina premiera Donalda Tuska. – Obudź się Donaldzie Tusku. Demony, które budzi Kaczyński, to efekt braku dialogu ze strony władze ze społeczeństwem – powiedział Biedroń. Sam marsz ocenił jako niedemokratyczny.
Natychmiast odpowiedział mu rzecznik PiS Adam Hofman. – Pana demokracją są geje biegający z gołą pupą po ulicy – wypalił.
Czytaj także: Ciała Anny Walentynowicz nie było w grobie. "Wszystko pomylono". Smoleńsk na nowo podzieli Polaków?
Hofman krytykował też ostatnie materiały Wiadomości TVP i usprawiedliwiał wczorajszą pikietę sympatyków "Gazety Polskiej" przed siedzibą telewizji. – Widocznie poszła dyrektywa ze strony PO i stąd jednostronny przekaz Wiadomości. W normalnym świecie, w którym prawda jest naczelną zasadą mediów, nie powinno to mieć miejsca – ocenił.
Hofman wdał się także w kłótnię z dwoma innymi politykami obecnymi studiu: Markiem Siwcem i Jackiem Kurskim. Kiedy ten pierwszy mówił, że marsz mu się nie spodobał, rzecznik PiS stwierdził: "Niech mi pan nie radzi, co pan wujek dobra rada". Solidarną Polskę uznał zaś za "pożytecznych idiotów Donalda Tuska".
Polityk PO Jacek Protasiewicz tłumaczył się z działań jego partyjnych kolegów po katastrofie smoleńskiej. Zdumienie w studiu Radia Zet wywołało jego stwierdzenie, że w Smoleńsku po katastrofie nie było oficjalnej delegacji rządowej.
