Polskie kościoły katolickie muszą mieć określone godziny otwarte i zazwyczaj być zamknięte całymi dniami?
Polskie kościoły katolickie muszą mieć określone godziny otwarte i zazwyczaj być zamknięte całymi dniami? Fot. Mateusz Baj / Agencja Gazeta

Poza niedzielą polskie kościoły katolickie zazwyczaj są otwarte tylko w określonych godzinach. Inaczej jest co prawda w przypadku świątyń zabytkowych i atrakcyjnych turystycznie, ale tam znowu swego rodzaju cudem jest jest spotkanie kogoś, kto odpowiedziałby na najbardziej nurtujące nas pytania. Poszukujący wsparcia wierzący nie mają na kogo liczyć, podobnie jak niewierzący, czy wyznawcy innych religii odwiedzający kościół z czystej ciekawości.

REKLAMA
Na problem ten zwrócił niedawno uwagę jeden z naszych czytelników. – Zupełnie inaczej czuję się w świątyniach buddyjskich i hindu. Tam każdy stara się zainteresować mnie swoją religią – napisał w komentując artykuł w naTemat.
I trudno nie przyznać temu racji. W ciągu tygodnia raczej nie da się wejść do świątyni, która nie jest atrakcją turystyczną. Gdy ktoś tak po prostu chce porozmawiać o swoich problemach, odetchnąć chwilę przy modlitwie, lub dowiedzieć się więcej o religii, musi wcześniej sprawdzić godziny otwarcia kościoła. Wiele osób to odstrasza, wiele nie wie też, że jeśli nikogo nie ma w kościele, zapewne ktoś chętny do rozmowy czeka na plebanii.
ks. Grzegorz Kudlak
duszpasterz, psycholog

Godziny otwarcia mają wszystkie kościoły na świecie. We Włoszech wielokrotnie próbowałem się wcisnąć do świątyń w godzinach sjesty i było to po prostu niemożliwe.

Bloger naTemat i zarazem proboszcz w maleńkiej Jasienicy, ks. Wojciech Lemański przyznaje jednak, że i tam decydujące bywają godziny otwarcia. – Ja widząc kogoś nieznajomego kręcącego w pobliżu kościoła najczęściej wychodzę i pytam, w czym mogę pomóc, ale przecież nie zawsze jest ktoś na plebanii. Nie wiem jednak jak jest w innych kościołach, bo każdy ksiądz jest inny, jak każdy człowiek bywa inny. Wyobrażam sobie też, co muszą czuć księża z Bazyliki Mariackiej, czy katedry na Wawelu, gdzie każdego dnia ktoś chce przychodzić na rozmowę – mówi.
Bywają jednak sytuacje zupełnie inne, gdy do ludzi pojawiających się pod kościołem natychmiast wychodzą nawet hierarchowie. A w przypadku, który wspomina ks. Lemański, właściwie najważniejszy hierarcha w naszym kraju. – Pamiętam wizytę w Przemyślu, gdy byłem tam po raz pierwszy. Akurat abp Józef Michalik był w okolicach katedry i mimo tego, że miał rękę w gipsie, sam zaproponował, że chętnie opowie coś więcej o tym kościele, gdy tylko zobaczył dwie osoby chodzące w okolicy. To było niezwykłe doświadczenie, bo ani nie umawialiśmy się na wizytę, ani go o to specjalnie nie prosiliśmy.
Zamykają się wszyscy. Z braku zainteresowania, ze strachu...
Zdaniem ks. Grzegorza Kudlaka, który doświadczenie duszpasterskie zdobywał m.in. jako w jednej z londyńskich parafii, zamknięte świątynie nie są typowe tylko dla naszego kraju. Duchowny nie sądzi również, by w pełni uzasadnione było twierdzenie, że to charakterystyczne tylko dla chrześcijan. – Godziny otwarcia mają wszystkie kościoły na świecie. We Włoszech wielokrotnie próbowałem się wcisnąć do świątyń w godzinach sjesty i było to po prostu niemożliwe – mówi.
Ksiądz podkreśla też, że warto byłoby w tej dyskusji oddzielić potrzeby osób poszukujących wiary i turystów. – Jeżeli kościół ma być dla kogoś miejscem turystycznym, to te godziny otwarcia powinny być dla niego oczywiste – ocenia.
ks. Wojciech Lemański
proboszcz parafii w Jasienicy

Ktoś musiałby tych kościołów strzec. Wystarczy spojrzeć na przystanki autobusowe, czy kolejowe żeby oczami wyobraźni zobaczyć podobnie zniszczony kościół. To wcale nie jest żadna fantastyczna wizja, skoro niszczy się w jedną noc elewację świątyni, która została wyremontowana po wielu latach/

Jest też inny problem. Gdy świątynia jest już nawet non-stop otwarta, staje się łatwym celem wszelkiej maści złodziei i wandali. – Musimy dostosować się do realiów. By nie narazić się na wyrywanie skarbonek łomami, co nie jest rzeczą rzadką w miejscach kultu – mówi ks. Grzegorz Kudlak. – Ktoś musiałby tych kościołów strzec. Wystarczy spojrzeć na przystanki autobusowe, czy kolejowe żeby oczami wyobraźni zobaczyć podobnie zniszczony kościół. To wcale nie jest żadna fantastyczna wizja, skoro niszczy się w jedną noc elewację świątyni, która została wyremontowana po wielu latach – dodaje ks. Wojciech Lemański.
Nasz bloger podkreśla też, że zachowanie powagi świątyni jest dziś coraz trudniejsze nawet w czasie nabożeństwa. – Tak było choćby w przypadku powtórnego pogrzebu Anny Walentynowicz, gdy dwóch ludzi chodziło po kościele z transparentem, bo uznali, że mogą tam robić co zachcą. A jutro może zrobić to osoba, która będzie prezentowała poglądy odmienne od nich i zrobimy wtedy Hyde Park w każdym kościele. Ludzie będą tam rozstrzygali spory w wiosce, czy dzielnicy, bo jest dużo ludzi, nagłośnienie – mówi. Zdaniem ks. Lemańskiego, zamknięte czasami świątynie to cena za zachowanie ich sacrum, powagi miejsca.
"Szukamy sposobu na zmiany"
Marzenie o otwartych przez całą dobę kościołach nie jest jednak niemożliwe. – Mamy taki kościół w Warszawie, parafię Św. Józefa, który jest otwarty całą dobę, trwa tam wieczysta adoracja. To jest więc możliwe. Tylko w tym kościele jest to możliwe z bardzo dużą świadomością wiernych, którzy włączyli się w stałą obecność w świątyni. Ksiądz nie jest w stanie otworzyć kościoła i czuwać, ale jeśli jest zaangażowanie ze strony ludzi, jest to możliwe – twierdzi ks. Kudlak.
Duchowny dodaje, że w Kościele wciąż szuka się sposobu, by możliwość poszukania chwili zadumy nie była uzależniona od godzin otwarcia świątyni, a w jej murach czekał ktoś gotów na rozmowę. – Bardzo duże powodzenia mają Noce Konfesjonałów. Szukamy sposobów na to, by pokazać, że nie trzeba zamykać miejsc kultu. Choć może dopiero raczkujemy i to za mało – ocenia.
Co więc zrobić, gdy stajemy przed zamkniętymi drzwiami kościoła, lub nawet trafimy na godziny jej otwarcia, ale w środku nie ma nikogo gotowego odpowiedzieć na nurtujący nas problem, potrzebę serca? – Z reguły powinniśmy liczyć na to, że w takiej sytuacji powinniśmy iść móc zapukać do drzwi plebanii. Z praktyki wiem jednak, że tam niestety przychodzą w takich momentach ludzie pijani, albo mający problemy ze zdrowiem psychicznym. Inni to wyjątkowe przypadki. Zupełnie inaczej jest w wielkiej Brytanii, gdzie ludzie szukają kościoła, a w Polsce ludzie mają taki wybór, że z niego nie korzystają – tłumaczy ks. Kudlak.