
Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek zaznaczył podczas rozmowy z Onetem, że jego zdaniem w szkołach aktualnie nie ma wysokiej transmisji wirusa COVID-19. Czarnek dodał jednak, że zamknięcie szkół było konieczne, aby ograniczyć przemieszczanie się nie tylko dzieci, ale i innych osób.
REKLAMA
– W szkołach jest bezpiecznie. Nie ma tam szczególnie wiele ognisk zakaźnych i wysokiej transmisji wirusa. Statystyki pokazują, że problem pojawia się w niewielkiej liczbie placówek. Od 18 stycznia ponad 90 proc. szkół w całym kraju (od 99 do około 95 proc. z nich) pracowała w trybie stacjonarnym, z uwzględnieniem zasad reżimu sanitarnego – przyznał Przemysław Czarnek.
Minister edukacji i nauki na pytanie, dlaczego w takim razie rząd zdecydował się zamknąć szkoły, odpowiedział, że w tej sytuacji chodziło "o kwestię przemieszczania się i zwiększonych relacji między ludźmi".
– Ponad 1,2 mln dzieci wraz z opiekunami to kilka milionów osób w ruchu każdego dnia. Trzeba ten ruch powstrzymać na te trzy tygodnie, bo szpitale przestają być wydolne. Po co zamyka się baseny, muzea czy siłownie? Tam też nie odkryto szczególnych ognisk koronawirusa, ale chodzi o to, żeby ograniczyć mobilność i kontakty ludzi. Trzeba to zablokować na kilka tygodni, by zwalczyć trzecią falę – uważa szef resortu.
Przemysław Czarnek w dalszej fazie rozmowy zaznaczył, że wszyscy "zdają sobie sprawę z tego, iż dzieci, zwłaszcza te z klas I-III, muszą chodzić do szkoły". Ministerstwo jest świadome, że nauka zdalna w najmłodszych rocznikach jest najmniej efektywna.
– Przecież nauka zdalna jest najmniej efektywna w najmłodszych rocznikach. Z drugiej strony wszyscy wiemy, że ta trzecia fala, wywołana głównie wariantem brytyjskim, wyrządza ogromne straty i trzeba było podjąć stanowcze kroki – podkreślił Czarnek.
Przypomnijmy, że od poniedziałku do 11 kwietnia uczniowie klas I-III szkół podstawowych będą uczyli się zdalnie. Do 11 kwietnia została również wydłużona nauka zdalna dla uczniów klas IV-VIII szkół podstawowych i szkół średnich. Jedynie zajęcia w przedszkolach nadal odbywają się w trybie stacjonarnym.
Dzieci coraz bardziej narażone
Z analizy międzynarodowego zespołu naukowców opublikowanej w piśmie "The Lancet" jasno wynika, że otwarcie szkół było jednym z głównych powodów gwałtownego wzrostu liczby zachorowań na świecie. Naukowcy w swoim raporcie ostrzegli, że najmłodsze dzieci roznoszą koronawirusa tak samo jak osoby dorosłe.Na temat rozwijającej się liczby zakażeń wypowiedział się także immunolog doktor Paweł Grzesiowski, który w przeszłości znany był z celnych komentarzy odnoszących się do wciąż rozwijającej się epidemii COVID-19. Zdaniem doktora, występują cztery główne źródła zakażeń. To według immunologa: domy pomocy społecznej, szkoły, szpitale i miejsca pracy.
Przypomnijmy, że w październiku ubiegłego roku ministerstwo edukacji poinformowało, że szkoły stanowią jedynie 2 proc. wszystkich zakażeń. Patrząc na dane regionalnych sanepidów, sytuacja wygląda nieco inaczej. W samym Gdańsku ogniska koronawirusa w 30 proc. związane są ze szkołą.
źródło: Onet
