
11-letni Julek Wróbel z Warszawy przegrał walkę z glejakiem mózgu. Rodzina chłopca zebrała wcześniej pieniądze na jego leczenie, jednak przez pandemię nie mogła się z nim udać do zagranicznych specjalistów.
REKLAMA
Informacja o śmierci 11-latka z Warszawy została opublikowana na stronie na Facebooku poświęconej stanowi zdrowia chłopca.
"Kochani, w imieniu pogrążonej w rozpaczy rodziny informujemy, że dziś w nocy nasz Najdzielniejszy z Wojowników, po heroicznej walce dostał Anielskie Skrzydła. Zapewne właśnie jeździ na hulajnodze lub BMXie w rajskim skateparku. Juleczku tak wiele nas nauczyłeś! Pamiętaj, że na zawsze pozostaniesz w naszych sercach THE BEST" – czytamy we wpisie.
Czytaj także: Lekarze z Polski nie dawali Julkowi Wróblowi szans, jednak jego rodzice znaleźli specjalistów zajmujących się eksperymentalnymi metodami leczenia za granicą. Dzięki pomocy mieszkańców warszawskiego Ursynowa oraz zorganizowanej przez nich akcji "Ursynów gra dla Julka", udało się uzbierać całą sumę pieniędzy, która miała być przeznaczona na leczenie 11-latka.
Niestety, przeszkodą w rozpoczęciu terapii okazała się pandemia. Julek najpierw nie mógł udać się z rodzicami do Szwajcarii, a następnie do Meksyku. Po zakwalifikowaniu go na leczenie do Hamburga również okazało się, że nie może tam wyjechać ze względu na sytuację pandemiczną.
Niestety, zanim jakikolwiek wyjazd doszedł do skutku, Julek Wróbel zmarł. Rodzina poinformowała na wspomnianej stronie również o pogrzebie chłopca i zwróciła się z prośbą do osób, które zamierzają w nim uczestniczyć.
"Jeśli zechcielibyście nam w niej towarzyszyć, prosimy, nie ubierajcie się na czarno (Juleczek bardzo nie lubił tego koloru), nie przynoście też kwiatów. Wpłaćcie dowolną kwotę na chore dziecko potrzebujące pomocy, a Julkowi przynieście Hot-wheels'a, który towarzyszyć mu będzie w ostatniej ziemskiej drodze lub balon z helem, który wyślemy do niego do nieba" – poprosili najbliżsi zmarłego chłopca.
Czytaj także: