2010, Maja Kleczewska
2010, Maja Kleczewska Fot. Rafał Mielnik / AGENCJA GAZETA

"Biorę w 100 procentach odpowiedzialność za te słowa" – napisał Ryszard Węgrzyn w obszernym poście na temat niełatwej współpracy z Mają Kleczewską. Aktor zarzucił reżyserce, że "celowo i świadomie" była dla niego okrutna.

REKLAMA

Skala przemocy

Po tym, jak Anna Paliga odważyła się opisać skalę przemocy w szkołach teatralnych, coś w środowisku pękło. Coraz więcej osób zaczęło dzielić się swoimi doświadczeniami, padły konkretne nazwiska i zarzuty.
"Zanim zdecydowałem się opisać tę sytuację, pytałem, czy to zrobić, nie podawałem nazwisk, mówiłem tylko, że to przemoc w teatrze – wszyscy mówili, pisz!" – zaczął wpis Ryszard Węgrzyn.
Aktor odnosi się do spektaklu "Czyż nie dobija się koni?", który swoją premierę miał jesienią 2003 roku w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu. Reżyserowała go Maja Kleczewska.
Węgrzyn grał postać Grzegorza. Wspomina, że od początku "próbował najgorzej" i nieustannie słyszał, że wszystko robi źle i fatalnie. "Poziom agresji wobec mnie, wciąż wzrasta, w którymś momencie ta agresja dochodzi do zenitu, ale okazuje się, że zenit był wczoraj, dzisiaj agresja wzrasta jeszcze wyżej. Sytuacja staje się irracjonalna" – wspomina.

Zarządzanie strachem

Aktor uważa, że cały zespół został wmieszany w tę sytuację i zmanipulowany. Nazywa to "zarządzaniem strachem". Pisze, że koledzy i koleżanki okazywali mu wsparcie w ukryciu, żeby "się nie narazić". Wspomina jednak, że niektórzy stali się "pomocnikami Mai Kleczewskiej".
"Okazuje się, że w domu aktora po wieczornych próbach odbywa się, sabat – jaki ten Rysiek jest beznadziejny, niektórzy tego nie wytrzymują i opowiadają mi, jak bardzo źle się czują w tym sabatowym szaleństwie. Jest dobrze – jest kozioł ofiarny. Niestety do tego sabatu dołączają niektórzy aktorzy, bo to daje im poczucie, że my jesteśmy lepsi, on gorszy, tak więc poczucie własnej wartości wzrasta" – pisze Węgrzyn.
Zwrócił się również wprost do reżyserki: "Byłaś wtedy, Maju, okrutna, tak bardzo okrutna, wobec mnie i trwało to bardzo długo i za długo. Robiłaś to świadomie i celowo, tak czułem wtedy i tak czuję dzisiaj i nie mam wątpliwości. Wiem, co mówię, bo jestem aktorem z ponad 40-letnim stażem, 132 role tylko w teatrze... Nie jest sztuką wyżywać się na kimś, kto nie umie się bronić. A ja nie umiałem wtedy się bronić".

"Ty mnie nie szanowałaś"

Aktor napisał również, że wszyscy inni reżyserzy, z którymi pracował, szanowali jego integralność: "Ty mnie nie szanowałaś! (...) To złe spotkanie z Tobą to – o jeden raz za dużo!". Dodał, że reżyserka skrzywdziła nie tylko jego, ale również jego żonę i syna.
"A teraz schodzę na ziemię... Te rany, które mi zadałaś, Maju, krwawiły długo, ale teraz jest ok. Jednak mam wątpliwości, czy z tymi ranami dała sobie radę moja żona Basia, bo bardzo trudno to wszystko sobie jakoś tak racjonalnie wytłumaczyć. Wśród różnych blizn na ciele i duszy mam już na zawsze tę ranę zadaną przez Ciebie. To, co piszę o Tobie, to nie rewanż – to prawda, czas, na który czekałem lata – nadszedł i cieszę się, że doczekałem" – podsumował.
Post skomentował m.in. reżyser i dramaturg Maciej Podstawny: "A sprawy, o których piszesz i mnie spędzają sen z powiek. Musisz uwierzyć, że zmiana nadchodzi i, jak piszesz, 'takie praktyki nie będą możliwe już w przyszłości'. Bo o to chodzi. Odnoszę się do twojej relacji sensu largo, bo nic mi o próbach, o których piszesz, dokładnie nie wiadomo".
Dramatopisarka Marta Fertacz napisała: "Jak dobrze, że wreszcie ktoś mówi głośno o tej reżyserce i jej przemocowych metodach". Inne osoby pogratulowały Węgrzynowi odwagi.
logo