
Festiwal powstał w 2003 roku i szczycił się mianem imprezy z „muzyką postępową”. Początkowo głęboko undergroundowe wydarzenie szybko zyskało na uznaniu, a przy tym również i na rozgłosie. Dziś Unsound to duże wydarzenie nie tylko muzyczne odbywające się jesienią w Krakowie. Ich celem jest wspieranie ambitnych twórców „na wschód od Berlina”, a sam festiwal doczekał się swojego brata bliźniaka w Nowym Jorku.
Ten projekt przygotowany specjalnie dla Unsoundu jest dla mnie zagadką. Krwisty sonoryzm? Na pewno nie będzie zbyt wesoło.
Ron Morelli
Surowy, rozebrany do najbardziej podstawowych czynników house. Muzyka klubowa na automat perkusyjny i jeden instrument - to mi wystarcza.
Polecamy: Śpiewać każdy może? Tak, ale nie każdy powinien. Zwłaszcza statystyczny Polak
Theo Parrish
Dość oczywisty wybór. Ikona house'u i soul'u jednocześnie. Pewnie najbardziej emocjonalny występ na całym festiwalu.
Andy Votel
Król muzyki klasy B. Kolekcjoner tureckiego rocka, polskiego beatu, kraut-rocka. Na Unsoundzie w niecodziennym hołdzie dla Andrzeja Korzyńskiego.
Absolutnie nie wiem nic o występach Fatimy, jednak oryginalne produkcje oraz oprawa wizualna są wystarczająco hipnotyzujące. New-age ery Internetu?
Unsound to nie tylko muzyka, imprezy i zabawa. To również wiele spotkań ze sztuką, performerami. To niecodzienne, trwający tydzień festiwal nowej sztuki, który zachwyca mnogością i różnorodnością wydarzeń. Nie sposób ich wszystkich opisać, całość znajdziecie na stronie Unsound.
