
Pandemia koronawirusa zebrała spore żniwa w branży muzycznej. Kryzys finansowy na własnej skórze odczuł m.in. wokalista zespołu Boys Marcin Miller, Jak sam mówi "Faktowi", przez koronawirusa wszystko wywróciło się do góry nogami. Przez brak koncertów discopolowiec jest zajęty "budowami".
REKLAMA
Swego czasu media rozpisywały się na temat nowego planu biznesowego Marcina Millera. Muzyk planuje otworzyć hurtownię jaj, w której obecnie trwa remont. W wywiadzie z "Faktem" wspomniano słowa piosenkarza, który na antenie Polsatu powiedział, że "banki nie chciały sfinansować" jego nowego biznesu.
Kiedyś banki same do mnie dzwoniły i oferowały kredyt. Jednak w moim oddziale pracuje nowa osoba, człowiek, który mnie nie zna, i kiedy wpisuje mnie do systemu, a mu się wyświetla spadek dochodu o 70 procent, to mówi, że nie mogę dostać kredytu. Pech chciał, że przez pandemię wszystko się poprzewracało i według systemu bankowego po prostu jestem bankrutem. Ale czy ja płaczę? Czy wyciągam pieniądze? Nie.
Miller zdradził również, że w czasie pandemii zajmuje się wynajmem sprzętu do remontów oraz na budowę. – Czyli spycharko-ładowarki, która na siebie zarabia. Poza tym buduję też warsztat samochodowy, więc mam na czym się skupiać. Nie siedzę na tyłku – wyjaśnił frontman zespołu Boys.
Przypomnijmy, że prawie dwa lata temu Miller udzielił wywiadu Michałowi Jośko z naTemat, w którym opowiedział o kaprysach wielu gwiazd. – W pierwszym momencie myślę sobie, że z mojej perspektywy to lekka przesada i gwiazdorzenie. Ale z drugiej strony nie znamy przecież szczegółów – ocenił.
– Nie wiemy, czym taka osoba kieruje się, stawiając wymogi, które mogą wydawać się ekstrawaganckie. A może jest przewrażliwiona na punkcie higieny, może lecąc na drugi koniec świata, boi się panicznie tamtejszych zarazków? Jeżeli dzięki takim wymogom Beyoncé czuje się bardziej komfortowo i bezpiecznie, jej sprawa, a nie nasza – dodał.
Czytaj także:źródło: "Fakt"