
Anglicy chcieli grać następnego dnia. Polski sztab, z Waldemarem Fornalikiem na czele, postulował inną datę: 14 listopada. Mimo, że to wymagałoby odwołania dwóch spotkań towarzyskich, Polski i Anglii, a nasi rywale musieliby ponownie do Polski zawitać. Powód był prosty. Do składu wróciłby Kuba Błaszczykowski, Wróciłby pewnie Maciej Rybus. Trochę to żenujące.
REKLAMA
Po pierwsze, to my, jako organizatorzy spotkania, się skompromitowaliśmy. Delegat FIFA, widząc szczególne okoliczności, mógł, w uzgodnieniu ze wszystkimi stronami, postanowić, by dach jednak zasunąć. Ktoś mu to mógł zasugerować, stanowczo. Nie zasugerował. Anglicy przyjechali do Polski, by rozegrać mecz piłkarski. Nie rozegrali. Próbowali kopnąć piłkę, a ta zatrzymywała się po kilku metrach. Stwierdzili: - Trudno, spędzimy tu jeszcze jeden dzień, zagramy. A od polskiej strony słyszą. - Wiecie co? Chyba byłoby lepiej, gdybyśmy zagrali za kilka tygodni.
Szczerze? Cieszę się, że wyszło na ich.
Spróbujmy z listopadem
Kto wie, może rozmowy w polskim sztabie wyglądały mniej więcej tak:
Kto wie, może rozmowy w polskim sztabie wyglądały mniej więcej tak:
- Słuchaj, co możemy teraz zrobić?
- Jak to co?
- No kiedy grać mecz?
- Jutro.
- Hmmm, jutro. A jest jakaś inna możliwość?
- 14 listopada, to termin FIFA. Tylko my wtedy gramy i oni wtedy grają.
- Da się coś z tym zrobić?
- Może i tak.
- Słuchaj, Kuba Błaszczykowski wtedy wróci i może Maciek Rybus. Próbujmy.
- OK.
- Jak to co?
- No kiedy grać mecz?
- Jutro.
- Hmmm, jutro. A jest jakaś inna możliwość?
- 14 listopada, to termin FIFA. Tylko my wtedy gramy i oni wtedy grają.
- Da się coś z tym zrobić?
- Może i tak.
- Słuchaj, Kuba Błaszczykowski wtedy wróci i może Maciek Rybus. Próbujmy.
- OK.
Mecz, który "rozegrano":
Druga kwestia to to, jak może być taki zabieg odbierany. Waldemar Fornalik już od pewnego czasu daje do zrozumienia, że nie jest zachwycony sytuacją kadrową w reprezentacji. Tyle, że, próbując przełożyć mecz na połowę listopada, puszcza jednocześnie sygnał. Mniej więcej taki: "Myślę, że w tej chwili nie mamy z nimi szans. Gdyby Kuba był zdrowy, być może coś udałoby nam się ugrać".
Zresztą Kuba Błaszczykowski właśnie wypowiedział się w telewizji. Złapany przez dziennikarkę przed hotelem Hyatt powiedział, że każdy punkt zdobyty w starciu z Anglikami będzie wielkim sukcesem. Zbyt dużego optymizmu w drużynie nie widać.
Trener Fornalik naciskał, by grać 14 listopada. Liczył, że wyleczą się Błaszczykowski i Rybus. Anglicy chcieli meczu jutro.
Sytuacja taka jak ta, to nie miejsce na tego typu gierki. Powinniśmy zastanawiać się nad rozwiązaniem najbardziej komfortowym dla wszystkich, a nie kombinować, jak tutaj cichaczem i przy użyciu sprytu zwiększyć swoje szanse.
Trzeba by odwołać dwa mecze
Gdy wczoraj lał deszcz i stało się jasne, że mecz prawdopodobnie nie dojdzie do skutku, zaczęto się zastanawiać, kiedy może się odbyć. Pamiętam ten moment, kolejne informacje w mediach. Może następnego dnia o 12.00? W studio telewizyjnej Jedynki padła inna propozycja. Przecież 14 listopada to termin FIFA, kiedy reprezentacje rozgrywają swoje mecze. Może więc wtedy. Któryś z gości, bodajże Jerzy Dudek, stwierdził wtedy, że taka decyzja powodowałaby milionowe odszkodowania.
Ma rację. 14 listopada Anglia ma zaplanowany mecz towarzyski ze Szwecją, a my z Urugwajem. Z czwartą drużyną mundialu, mistrzem Ameryki Południowej. Z wielkim rywalem, z którym zmierzenie się mogłoby wiele naszym dać. - Ale co tam - stwierdził nasz sztab - Odwołajmy te mecze.
Organizacja takich spotkań bardzo dużo kosztuje. A że najprawdopodobniej w związku z tym trzeba będzie innym zapłacić wielkie pieniądze? Trudno. Będzie Kuba, będzie Maciek Rybus. To - dla niektórych - było tu najważniejsze.

