Matura w szkole dla dorosłych
Matura w szkole dla dorosłych Fot. Kamil Broszko / Agencja Gazeta

Wirtualni uczniowie, handel danymi osobowymi, wyłudzanie subwencji oświatowej i fałszowanie dokumentacji – tak wygląda funkcjonowanie niepublicznych szkół dla dorosłych. Z budżetu znikają miliony, ale państwo nie kwapi się, by rozwiązać ten problem.

REKLAMA

Patologie to chleb powszechni w niepublicznych szkołach dla dorosłych. Przykład? Według szacunków wiceprezydenta Gdyni, na terenie miasta w takich szkołach uczy się ponad 4 tys. uczniów. Tyle że to fikcja, bo frekwencja na zajęciach wynosi najczęściej ledwie 15 proc. W jednej ze szkół w Słupsku brakowało na przykład 750 tysięcy uczniów, na których pobierano dotację. Inne placówki zapisywały uczniów na kilka kierunków studiów, po to, by miasto płaciło im podwójnie.

Jarosław Obremski, obecnie senator, a wcześniej wiceprezydent Wrocławia, uważa, że jego miasto na tym procederze może tracić nawet kilkanaście milionów rocznie. – Mieliśmy panią, która była dyrektorem w kilkunastu placówkach, oraz słuchaczkę zapisaną w 20 szkołach, czyli tyle razy jednocześnie płaciliśmy za jej edukację – mówi Obremski. CZYTAJ WIĘCEJ

"Rzeczpospolita"

Wszystko wskazuje na to, że proceder ten będzie trwał jeszcze długo. Uczniów bowiem z roku na rok przybywa. W roku szkolnym 2010/2011 w krakowskich szkołach niepublicznych dla dorosłych uczyło się 13,7 tys. uczniów. Rok później już 16 tys. Takie przyrosty pojawiły się w każdym dużym mieście.

Co robi państwo?

MEN tłumaczy, że walczy z tym procederem. Chwali się, że dało samorządom prawo kontroli tych szkół. Wskazuje, że od tego roku szkolnego w związku z reformą szkolnictwa zawodowego pieniądze pójdą tylko za tymi uczniami, którzy zdadzą egzamin zawodowy. CZYTAJ WIĘCEJ

"Rzeczpospolita"