
Wirtualni uczniowie, handel danymi osobowymi, wyłudzanie subwencji oświatowej i fałszowanie dokumentacji – tak wygląda funkcjonowanie niepublicznych szkół dla dorosłych. Z budżetu znikają miliony, ale państwo nie kwapi się, by rozwiązać ten problem.
Jarosław Obremski, obecnie senator, a wcześniej wiceprezydent Wrocławia, uważa, że jego miasto na tym procederze może tracić nawet kilkanaście milionów rocznie. – Mieliśmy panią, która była dyrektorem w kilkunastu placówkach, oraz słuchaczkę zapisaną w 20 szkołach, czyli tyle razy jednocześnie płaciliśmy za jej edukację – mówi Obremski. CZYTAJ WIĘCEJ
Wszystko wskazuje na to, że proceder ten będzie trwał jeszcze długo. Uczniów bowiem z roku na rok przybywa. W roku szkolnym 2010/2011 w krakowskich szkołach niepublicznych dla dorosłych uczyło się 13,7 tys. uczniów. Rok później już 16 tys. Takie przyrosty pojawiły się w każdym dużym mieście.
MEN tłumaczy, że walczy z tym procederem. Chwali się, że dało samorządom prawo kontroli tych szkół. Wskazuje, że od tego roku szkolnego w związku z reformą szkolnictwa zawodowego pieniądze pójdą tylko za tymi uczniami, którzy zdadzą egzamin zawodowy. CZYTAJ WIĘCEJ

