
Skazany za pedofilię były ksiądz Paweł Kania może trafić do ośrodka w Gostyninie, gdzie kierowani są po odbyciu wyroków najbardziej niebezpieczni przestępcy. Dyrektor zakładu karnego, w którym przebywa Kania, skierował do sądu we Wrocławiu wniosek o uznanie byłego duchownego za osobę stwarzającą zagrożenie.
Pawła Kanię zatrzymano pod koniec 2012 r. w hotelu Orbis we Wrocławiu. Zameldował się tam na kilka dni razem z 13-latkiem. Nie był to pierwszy raz. Tym razem jednak zwróciło to uwagę personelu.
Dyrekcja zawiadomiła policję, która przygotowała zasadzkę. Okazało się wtedy, że Paweł Kania jest księdzem i był już skazany za posiadanie dziecięcej pornografii. Szybko wyszło na jaw, że był odpowiedzialny za o wiele poważniejsze czyny.
Kania został skazany przez sąd we Wrocławiu na siedem lat więzienia za gwałty i seksualne wykorzystywanie nieletnich. Wyrok zapadł w 2015 roku. Miał poddać się przymusowej terapii, ale tego nie zrobił. Z więzienia Paweł Kania ma wyjść 22 września.
Jednak wcale nie musi znaleźć się na wolności. Dyrektor Zakładu Karnego nr 1 we Wrocławiu chce, by skazany został uznany za osobę stwarzającą zagrożenie dla innych. Dla sądu kluczowa będzie opinia dwóch biegłych psychiatrów, psychologa i seksuologa. Mieli orzec, czy Kania wykazuje zaburzenia psychiczne, które stwarzają zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób.
Zobacz też: Ksiądz pedofil z filmu Sekielskich chce wcześniej wyjść na wolność. Odmówił jednak leczenia
Gdy sąd uzna Pawła Kanię za osobę stwarzającą zagrożenie, może zastosować nadzór prewencyjny. Wtedy będzie on musiał informować policję o miejscu zamieszkania, zatrudnienia czy terminach i miejscach wyjazdów.
Według bardziej rygorystycznego wariantu Kania zostanie umieszczony w ośrodku w Gostyninie. Stanie się tak, gdy są uzna, że prawdopodobieństwo popełnienia przez niego czynu zabronionego jest bardzo wysokie. Trafiają tam najbardziej niebezpieczni przestępcy z całej Polski, którzy skończyli odbywać wyroki, lecz nadal zagrażają życiu, zdrowiu i wolności seksualnej innych osób.
Gdy jednak sąd uzna, że Kania nie stanowi zagrożenia dla innych, były duchowny wyjdzie na wolność po odbyciu kary.
