
Choć decyzja o otwarciu dachu na Stadionie Narodowym wywołała poważne straty finansowe i wizerunkowe, do dziś nie wiadomo kto ją podjął. Jeśli zestawić zeznania wszystkich stron, okaże się, że dach otworzył się sam. "Basen Narodowy" to dowód na to, że boimy się podejmować decyzje, licząc na to, że podejmą się same?
Decydowanie może dawać poczucie kontroli nad fragmentem rzeczywistości. Jeśli są jasno zdefiniowane granice odpowiedzialności, można w spokoju "uprawiać swoje poletko" – podejmować ważne wybory i ponosić ich konsekwencje, także pozytywne. Urzędnik nie ma wyznaczonego tego poletka. Więc kiedy ma podjąć decyzję, woli przekazać to komu innemu. Żyje w stresie i napięciu, bo nie ma kontroli nad otoczeniem.
Z takim podejściem nie zgadza się Krzysztof Kosy, psycholog biznesu z Uniwersytetu Warszawskiego. – Coraz więcej z nas nie tylko decyzje podejmuje, ale też czerpie z nich swego rodzaju frajdę – przekonuje. Jego zdaniem odpowiedzialnych wyborów dokonują na przykład pracownicy korporacji. – Wiele z nich wręcz promuje postawę podejmowania decyzji. Każda z nich jest obarczona dla firmy pewnym ryzykiem, ale wychodzi się z założenia, że lepiej, by została podjęta, niż pozostawiona sama sobie. Oczywiście do tego dochodzi jeszcze to, że pracodawca dopuszcza popełnianie błędów – dodaje.
A tymczasem, jak przekonuje Małgorzata Kruk, psycholog z Akademii Rozwoju Osobistego, wiele osób wręcz garnie się do podejmowania decyzji. Jej zdaniem można wyróżnić dwa typy takich osób: ci, którzy podejmują je pod wpływem emocji, szybko, często nie zastanawiając się nad konsekwencjami i ci, którzy wszystko dokładnie muszą przemyśleć, potrzebują więcej czasu.
Jeśli administracja puchnie, powoduje, że coraz mniej klarowne są kompetencje poszczególnych organów i zespołów. Rodzi się komplikacja proceduralna. Suma summarum urzędnik jest bardziej zmotywowany, by ubezpieczyc sobie tyły niż podjąć szybką decyzję.
Klinicznym przykładem takiej administracyjnej niemożności jest relacja między Ministerstwem Sportu, PZPN i Narodowym Centrum Sportu. Do dziś nie udało się ustalić, kto tak naprawdę odpowiada za "Basen Narodowy", czyli sytuację z meczu Polska-Anglia. Trzy instytucje nieustannie przerzucają się odpowiedzialnością za niezamknięty dach. Tak skutecznie, że winnego nie udało się wskazać nie tylko urzędnikom, ale i dziennikarzom.

