
Zbigniew Ziobro chciał uchylić immunitet Joannie Scheuring-Wielgus. Czy dopiął swego? – Minister stchórzył i nie kontynuował swojej rebelii. Próbował mnie jednak zastraszyć, dlatego zabrał się za mojego męża, który dziś został przesłuchany – relacjonowała w rozmowie z naTemat posłanka Lewicy. Sprawa zakończyła się pomyślnie dla małżeństwa, jednak na tym nie koniec. Jak się okazuje, "łapa ministra Ziobry" położona jest jeszcze na domu posłanki.
REKLAMA
W 2020 roku minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro złożył wniosek do marszałek Sejmu o uchylenie immunitetu Joannie Scheuring-Wielgus.
Jak informowaliśmy w naTemat, posłance Lewicy zarzucono "złośliwe przeszkadzanie publicznemu wykonywaniu aktu religijnego oraz obrażanie uczuć religijnych", za co może grozić kara do dwóch lat pozbawienia wolności. Mowa o wydarzeniach, które miały miejsce podczas mszy w toruńskim kościele p.w. św. Jakuba Apostoła 25 października ubiegłego roku.
"W trakcie nabożeństwa do kościoła weszła posłanka Joanna Scheuring-Wielgus ze swoim mężem. Podeszli pod ołtarz, po czym stojąc przodem do wiernych prezentowali proaborcyjne transparenty o treści 'Kobieto! Sama umiesz decydować' oraz 'Kobiety powinny mieć prawo decydowania czy urodzić czy nie, a nie państwo w oparciu o ideologię katolicką'" – opisała wydarzenie Prokuratura Krajowa.
Jeszcze dwa miesiące temu Joanna Scheuring-Wielgus informowała w rozmowie z dziennikarzem naTemat Jakubem Nochem, że Zbigniew Ziobro nie ma odwagi, aby "na serio rozpocząć procedurę uchylenia immunitetu, bo wie, że musi zebrać się Komisja Regulaminowa, Spraw Poselskich i Immunitetowych i musi być dyskusja". Jak ostatecznie potoczyła się cała sprawa?
– Bardzo się cieszę, że wygrałam z ministrem Ziobrą, który stchórzył i nie kontynuował tej swojej rebelii. Ziobro próbował mnie jednak zastraszyć, dlatego zabrał się za mojego męża. Mój mąż został przesłuchany i dzisiaj odbyła się w sądzie pierwsza i jedyna sprawa, którą sąd umorzył, twierdząc, że nie ma żadnych znamion przestępczych i że ta sprawa w zasadzie nigdy nie powinna się odbyć – przekazała 29 września dziennikarce naTemat Annie Dryjańskiej posłanka Lewicy.
Scheuring-Wielgus podkreśliła ponadto, że niczego w swoim życiu nie żałuje, a protest w kościele był bardzo istotny i potrzebny, dlatego też dokonałaby go jeszcze raz.
– Wtedy wyraziliśmy swój sprzeciw, żeby Kościół nie wtrącał się w życie Polek, żeby Kościół nie mówił nam, co musimy robić. To było też ważne dla nas, ponieważ zaprotestowaliśmy w kościele, w którym braliśmy ślub 17 lat temu. Wraz z mężem cały czas należymy do wspólnoty katolickiej i mamy prawo, tak jak każdy, mówić głośno o tym, co w tej wspólnocie dzieje się źle – mówiła posłanka Lewicy.
Anna Dryjańska zapytała też Joannę Scheuring-Wielgus, czy myśli, że to koniec działań Ziobry i czy prokurator przyjmie decyzję sądu do wiadomości. Posłanka nie ma wątpliwości, że sprawa jeszcze nie jest ostatecznie zakończona, a wynika to chociażby z faktu, że na jej domu położona jest obecnie "łapa ministra Ziobry".
– Nie, minister Ziobro generalnie nie przyjmuje tego, co nie po jego myśli. I to na pewno nie jest koniec dla nas, bo minister Ziobro podjął też przecież decyzję, żeby zająć część naszego majątku, czyli naszego domu, więc my musimy po tej decyzji sądu zrobić wszystko, aby cofnąć to zajęcie, bo na naszym domu jest teraz położona "łapa ministra Ziobry – wyjaśniała Scheuring-Wielgus.
Jak tłumaczyła, zajęcia domu dokonano na wypadek, gdyby się okazało, że wraz z mężem jest winna i trzeba byłoby zapłacić jakieś kary. – Potraktowano nas jak przyszłych przestępców. Było to robione tylko po to, aby nas zastraszyć i takie manewry nas nie dotykają – podsumowała posłanka Lewicy.
Czytaj także: