
Nie pierwszy raz internauci przypomnieli jego wystąpienie w Sejmie z 2002 roku, gdy upomniał się o uchodźców z Czeczenii. – Sprawy uchodźców powinny być nam, Polakom, szczególnie bliskie – przemawiał Mariusz Kamiński. Ale Sejm to nie wszystko. – Mariusz pomógł setkom uchodźców dostać się do Polski – wspomina Adam Borowski, który razem z nim ratował Czeczenów. I argumentuje, dlaczego wtedy było inaczej. Oto jak kiedyś działał minister, dziś jedna z głównych twarzy kryzysu na granicy polsko-białoruskiej.
Wielokrotnie interweniowaliśmy na granicy. Mariusz Kamiński w tym wszystkim pomagał, też jeździł na granicę. Jako poseł interweniował u przedstawicieli władz. Zawsze dawał wsparcie. Jego pomoc była nie do przecenienia, doskonale rozumiał te sprawy.
Kamiński o uchodźcach w Sejmie
W sprawie czeczeńskich uchodźców Mariusz Kamiński miał też wystąpienie w Sejmie. Internauci już dawno wyciągnęli nagranie z tamtego okresu. Pierwszy raz podczas kryzysu uchodźczego kilka lat temu, teraz – gdy minister Kamiński ma za sobą kuriozalną konferencję prasową "z krową", gdy lecą na niego gromy za dzieci z Michałowa, gdy w ogóle kryzys uchodźczy trwa i on stał się jedną z głównych jego twarzy – w mediach społecznościowych ponownie je "odkopano".Nie ma tygodnia, aby nie docierały do nas kolejne informacje o gwałtach, zbrodniach i torturach w obozach filtracyjnych, jakim poddawani są mieszkańcy Czeczenii. Prześladowani są z tego powodu, że są Czeczenami, muzułmanami, mają ciemną karnację i zdecydowana większość z nich wyraża polityczny pogląd, że Czeczenia ma prawo do niepodległości.
Interpelacja ws. czeczeńskich uchodźców
Przed laty Mariusz Kamiński stał na czele polsko-czeczeńskiego zespołu parlamentarnego. 11 lutego 2002 roku w sprawie czeczeńskich uchodźców sam – jako poseł – złożył interpelację do ministra spraw wewnętrznych i administracji. Napisał w niej o masowej skali łamania podstawowych praw człowieka przez wojska rosyjskie wobec ludności czeczeńskiej.Poznała Kamińskiego w 1996 roku
Agata Stremecka, prezes Forum Obywatelskiego Rozwoju, podzieliła się swoją refleksją na Twitterze. "Mariusza Kamińskiego poznałam w 1996 roku współpracując jako młoda wolontariuszka ws. uchodźców z Czeczenii. Ujął mnie wówczas empatią i determinacją. Ciężko uwierzyć" – napisała po ostatnich wydarzeniach.Dlaczego wtedy pomagał, teraz nie
Można być zdumionym, jak około 20 lat temu minister inaczej traktował sprawy uchodźców i jak inaczej o nich mówił. Można też stawiać pytanie, co się stało z Mariuszem Kamińskim.Adam Borowski kilka razy zaznacza, że można i należy pomagać uchodźcom. Ale tych sytuacji, z lat 1994–2007 do obecnej nie można porównywać.
Polska nie może dać im statusu uchodźcy, bo nie jest pierwszym bezpiecznym dla nich krajem. Gdybyśmy ich wpuścili i tak Polska musiałaby im odmówić statusu uchodźcy i odesłać na Białoruś bądź do ich ojczyzn. Przedostając się przez zieloną granicę, narażają się na śmierć nie z rąk polskich pograniczników, tylko z wychłodzenia organizmu, bo noce są teraz bardzo zimne. Jak w 2007 roku Czeczenka Kamisa Dżamaldinow szła z czwórką dzieci przez Bieszczady i straciła trzy małe córki, 13-letnią Hawę, 10-letnią Sienę i 6-letną Elinę to nie krzyczałem, że rząd, czy prezydent mają krew na rękach. A teraz banda użytecznych idiotów wrzeszczy. Oni z głupoty czy z cynizmu wspierają narrację Łukaszenki i Putina.
